Maniak ocenia #98: "Revolution" S02E05

MA­NIAK ROZ­PO­CZY­NA


Kie­dy „Re­vo­lu­tion” wcho­dzi­ło na an­te­nę NBC, sku­sił mnie przede wszyst­kim kon­cept tego se­ria­lu. Świat, w któ­rym na­gle wy­sia­da ab­so­lut­nie ca­ła elek­trycz­ność, wy­dał mi się nie­zmier­nie cie­ka­wy i ma­ją­cy spo­ry po­ten­cjał. Choć osta­tecz­ny efekt nie był do­sko­na­ły i nie­po­zba­wio­ny wad, to jed­nak cał­kiem przy­padł mi do gu­stu i bar­dzo do­brze ba­wi­łem się przy ko­lej­nych od­cin­kach.
Od sa­me­go po­cząt­ku, w „Re­vo­lu­tion” nie po­świę­ca­no szcze­gól­nie du­żo miej­sca wąt­kom fan­ta­stycz­no­-nau­ko­wym, a bar­dziej sku­pia­no się na po­sta­ciach i re­la­cjach ich łą­czą­cych. Scien­ce­-fic­tion by­ło do­dat­kiem — przy­jem­nym, ale nie naj­waż­niej­szym. W dru­gim se­zo­nie na­dal utrzy­my­wa­na jest taka rów­no­wa­ga, ale zna­la­zło się miej­sce tak­że na odro­bi­nę fan­ta­sy. A po­nie­waż ni­gdy go za wie­le, tym chęt­niej za­sia­dam przed ekra­nem.

MA­NIAK O SCE­NA­RIU­SZU


Sce­na­riusz pią­te­go od­cin­ka, za­ty­tu­ło­wa­ne­go „O­ne Riot, One Ran­ger” ("Je­den pro­blem — je­den straż­nik” — po­wie­dze­nie, uży­wa­ne w sto­sun­ku do Straż­ni­ków Tek­sa­su), na­pi­sa­li wspól­nie Da­vid Ram­bo oraz Ben Edlund. Kon­ty­nu­ują oni wąt­ki z po­przed­nich od­cin­ków. Do Wil­lo­ugh­by przy­by­wa­ją przed­sta­wi­cie­le Tek­sa­su, aby ne­go­cjo­wać z Pa­trio­ta­mi. Wła­sne pla­ny wo­bec przy­by­szy ma Mi­les. Tym­cza­sem do bo­ha­te­rów do­łą­cza­ją Mon­roe i Char­lie, Ne­vil­le kon­ty­nu­uje swe kno­wa­nia, a Aaron pró­bu­je zro­zu­mieć, co się z nim dzie­je.
Naj­cie­ka­wiej wy­pa­da jak zwy­kle wą­tek Ne­vil­le­’a, a to dla­te­go, że spo­ro w nim za­sko­czeń, a sy­tu­acja ob­ra­ca się o 180 stop­ni. Sce­na­rzy­ści ro­ze­gra­li wszyst­ko po mi­strzow­sku, nie za­po­mi­na­jąc przy tym o ce­chach każ­dej po­sta­ci — przede wszyst­kim opor­tu­ni­stycz­ne­go i dwu­li­co­we­go Ne­vil­le­’a. Przy oka­zji na jaw wy­cho­dzą rów­nież we­wnętrz­ne gier­ki we­wnątrz ugru­po­wa­nia Pa­trio­tów, co mo­że po­to­czyć się w cał­kiem in­te­re­su­ją­cym kie­run­ku.
Nie­zła jest też część, sku­pia­ją­ca się na głów­nych bo­ha­te­rach w Wi­llough­by. Pró­ba prze­cią­gnię­cia Tek­sań­czy­ków na wła­sną stro­nę i wią­żą­ce się z nią nie­bez­pie­czeń­stwa trzy­ma­ją w na­pię­ciu, a dzię­ki wplą­ta­niu w ca­łą spra­wę po­wro­tu Mon­roe i Char­lie, są in­try­gu­ją­ce pod wzglę­dem roz­wo­ju po­sta­ci. Wszyst­ko to pro­wa­dzi do za­ska­ku­ją­cej koń­ców­ki, któ­ra wbi­ja w fo­tel.
Naj­słab­sza jest hi­sto­ria Aaro­na. Zy­sku­je­my nie­co wglą­du w jego po­stać, głów­nie za spra­wą re­tro­spek­cji. I choć zda­rza się kil­ka cał­kiem umie­jęt­nie roz­pi­sa­nych scen, to ca­łość utka­na jest ze sztam­po­wych, prze­mie­lo­nych, a przez to prze­wi­dy­wal­nych ele­men­tów. Ra­tu­ją ją je­dy­nie wspo­mnia­ne we wstę­pie ele­men­ty fan­ta­stycz­ne.

MA­NIAK O RE­ŻY­SE­RII


„O­ne Riot, One Ran­ger” wy­re­ży­se­ro­wał Fre­de­rick E. O Toye ("Per­son of In­te­rest”, „Żo­na ide­ala­na­”). Dość wpraw­nie po­ka­zu­je ak­cję i po­tra­fi utrzy­mać na­pię­cie. Umie­jęt­nie pro­wa­dzi ak­to­rów i eki­pę, przy­go­to­wu­jąc od­ci­nek, któ­ry oglą­da się przy­jem­nie i bez po­czu­cia nudy. Ca­łość utrzy­mu­je kon­se­kwent­nie w sty­li­sty­ce tego, co za­pre­zen­to­wa­no w po­przed­nich od­sło­nach i nie do­da­je żad­nych in­no­wa­cji. Świa­dom ogra­ni­czeń bu­dże­to­wych sta­ra się je zre­kom­pen­so­wać kil­ko­ma do­brze za­sto­so­wa­ny­mi sztucz­ka­mi, któ­re nie ra­żą na­chal­no­ścią i ta­nio­ścią.

MA­NIAK O AK­TO­RACH


Ob­sa­da, jak za­wsze, w więk­szo­ści spi­su­je się na piąt­kę. Tra­dy­cyj­nym wy­jąt­kiem od re­gu­ły jest tu Tra­cy Spi­ri­da­kos, któ­ra wciąż nie wy­cho­dzi poza bez­piecz­ną stre­fę jed­nej groź­nej miny w kil­ku wa­ria­cjach i dzia­ła­ją­cej na ner­wy in­to­na­cji. Ca­ła resz­ta jest jed­nak bez­błęd­na.
I tak Eli­za­beth Mit­chell jako Ra­chel po raz ko­lej­ny po­ka­zu­je ca­łe spek­trum swych moż­li­wo­ści, każ­dą sce­nę od­gry­wa­jąc nie­na­gan­nie i za każ­dym ra­zem uj­mu­jąc. Nie gor­szy jest part­ne­ru­ją­cy jej Bil­ly Bur­ke, któ­ry po­tra­fi nadać Mi­le­so­wi praw­dzi­wą głę­bię.
Po­zy­tyw­nie za­ska­ku­je Zak Orth, któ­ry z du­żą sta­ran­no­ścią po­ka­zu­je wszyst­kie roz­ter­ki Aaro­na i czy­ni to na wie­lu po­zio­mach. Mi­łą nie­spo­dzian­kę spra­wia tak­że Jes­si­ca Col­lins, wcie­la­ją­ca się w Cyn­thię. Nie jest w tym od­cin­ku ni­ja­ka i prze­zro­czy­sta jak w po­przed­nich i zy­sku­ję pew­ną bar­wę.
Zna­ko­mi­ty jest Da­vid Lyons, dla któ­re­go sce­na­rzy­ści przy­go­to­wa­li nie­zwy­kle cie­ka­wy ma­te­riał do za­gra­nia. Ak­tor re­ali­zu­je go ka­pi­tal­nie i po raz ko­lej­ny uda­je mu się uka­zać Mon­roe w no­wym świe­tle.
Oczy­wi­ście naj­więk­sze wra­że­nie robi Gian­car­lo Espo­si­to, któ­ry w skom­pli­ko­wa­ną po­stać nie­jed­no­znacz­ne­go Ne­vil­le­’a wcie­la się po mi­strzow­sku.
Nie­zły jest tak­że Jim Be­aver ("Su­per­na­tu­ral”, „De­xte­r”), wcie­la­ją­cy się w jed­ne­go z przed­sta­wi­cie­li Tek­sa­su — Joh­na Fran­kli­na Fry­’a. To ak­tor do­bra­ny bar­dzo do­brze nie tyl­ko pod wzglę­dem po­wierz­chow­no­ści. Be­aver do­sko­na­le ro­zu­mie kon­wen­cję i choć moż­na od­nieść wra­że­nie, że opie­ra się nie­co na ste­reo­ty­pach, to jego wy­stęp (jak­kol­wiek krót­ki) jest barw­ny i bar­dzo do­bry.

MA­NIAK O TECH­NI­KA­LIACH


Od stro­ny tech­nicz­nej, choć nie unik­nię­to kil­ku nie­do­cią­gnięć, jest przy­zwo­icie. Zdję­cia by­wa­ją gdzie­nie­gdzie nie­co cha­otycz­ne, ale ka­me­ra na ogół pro­wa­dzo­na jest po­praw­nie. Mon­taż rów­nież jest ni­cze­go so­bie — poza kil­ko­ma drob­ny­mi błę­da­mi. Efek­ty spe­cjal­ne wy­ko­rzy­sta­ne są po­my­sło­wo i nie ra­żą w oczy. Bar­dzo do­brze słu­cha się to­wa­rzy­szą­cej bo­ha­te­rom mu­zy­ki.

MA­NIAK OCE­NIA


„O­ne Riot, One Ran­ger” to ko­lej­ny od­ci­nek „Re­vo­lu­tion”, któ­ry udo­wad­nia, że w tej pro­duk­cji drze­mie spo­ry po­ten­cjał i je­śli tyl­ko twór­cy chcą, to po­tra­fią z nie­go ko­rzy­stać.
DO­BRY

Komentarze

  1. Dorota Pietruszka9 marca 2014 19:47

    Jim Be­aver znowu wygląda, jak jakiś redneck xD tylko tym razem ma kapelutek zamiast czapki z daszkiem, co za urozmaicenie!
    -Ej Beaver, musisz wyglądać swojsko, jak zawsze! Zapuść trochę brodę, będzie dobrze.
    -Ale.... ja całkiem dobrze wyglądam w garniturze...
    -Co Ty tam mamroczesz?
    -..nie, nic...

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż - trzeba jednak przyznać, że Beaverowi takie role pasują.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.