wtorek, 4 marca 2014 3/04/2014 11:47:00 PM

Maniak ocenia #100: "Forever Evil" #3

Krzysztof Karol Bożejewicz

MA­NIAK WE WSTĘPIE


Ko­miks to dzie­ło spe­cy­ficz­ne, bo opo­wia­da hi­sto­rię na kil­ku po­zio­mach. Na­tu­ral­nie, jest to rzecz tak oczy­wi­sta, że pew­nie każ­dy, kto prze­czy­tał po­wyż­sze zda­nie, mu­siał krzyk­nąć znie­cier­pli­wio­ne: „Duh!”. Po­zwo­lę so­bie jed­nak na chwi­lę za­brnąć da­lej w tę oczy­wi­stość. Wy­bacz­cie.
Mamy za­tem sce­na­riusz ko­mik­su oraz wy­ra­ża­ją­ce idee tego sce­na­riu­sza ry­sun­ki. Czę­sto mó­wi się, że to ten pierw­szy jest naj­waż­niej­szy, a ilu­stra­cje tyl­ko w pe­wien spo­sób go uzu­peł­nia­ją. Grunt, by wszyst­ko współ­gra­ło. Ale oczy­wi­ście nie za­wsze współ­gra.
Cza­sem zda­rza­ją się ko­mik­sy ze zna­ko­mi­tą hi­sto­rią, któ­re zi­lu­stro­wa­ne są pa­skud­nie. Cza­sem hi­sto­ria jest miał­ka, a ob­raz­ki prze­pięk­ne. I wte­dy po­ja­wia się pro­blem — jak mam to oce­nić? Taki pro­blem mam za każ­dym ra­zem, gdy się­gam po „Fo­re­ver Evil”.

MA­NIAK O SCE­NA­RIU­SZU


Geoff Johns wy­cho­dzi w trze­cim nu­me­rze „Fo­re­ver Evil” od od­po­wie­dzi na nur­tu­ją­ce py­ta­nie, wy­ja­śnia­jąc, co ta­kie­go sta­ło się bez­po­śred­nio po „Tri­ni­ty War” i jaki los spo­tkał dru­ży­nę Ligi Spra­wie­dli­wo­ści. Jest to od­po­wiedź sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca, lo­gicz­na (jak na ko­mik­so­we re­alia) i, co naj­waż­niej­sze, udzie­lo­na zo­sta­je dość szyb­ko. Cie­szę się, bo to ozna­cza, że przy­naj­mniej na roz­wią­za­nie tego ele­men­tu hi­sto­rii, nie bę­dzie­my mu­sie­li cze­kać do ostat­nie­go nu­me­ru.
Po­czą­tek jest tu jed­nak tyl­ko pew­ne­go ro­dza­ju do­dat­kiem — to, co naj­cie­kaw­sze, dzie­je się w dal­szej czę­ści ko­mik­su. A dzie­je się spo­ro. Są wi­do­wi­sko­we wal­ki o nie­zmier­nie cie­ka­wych wy­ni­kach, za­wią­zu­ją się nowe so­ju­sze, na­stę­pu­ją nie­spo­dzie­wa­ne zwro­ty ak­cji, a wszyst­ko zmie­rza ku ufor­mo­wa­niu się no­wej dru­ży­ny, któ­ra mo­że być je­dy­ną na­dzie­ją na oca­le­nie Zie­mi.
W cen­trum hi­sto­rii po raz ko­lej­ny znaj­du­je się Lex Lu­thor, a Johns roz­pi­su­je go fan­ta­stycz­nie. Świa­dom wszyst­kich cech zło­czyń­cy, umie­jęt­nie nimi żon­glu­je i kon­stru­uje dzię­ki temu po­stać ze wszech miar in­try­gu­ją­cą oraz po­ry­wa­ją­cą. A do wszyst­kie­go do­rzu­ca szczyp­tę spe­cy­ficz­ne­go dla sie­bie hu­mo­ru — nie za du­żo i nie za ma­ło; tak, by nie roz­stro­ić hi­sto­rii, ale też nie przy­tło­czyć czy­tel­ni­ka.
A pro­pos przy­tła­cza­nia — oka­zji do tego jest wie­le. Cri­me Syn­di­ca­te, czy­li głów­ni an­ta­go­ni­ści w hi­sto­rii, to po­sta­ci, któ­re nie ma­ją żad­nych skru­pu­łów i są praw­dzi­wie prze­ra­ża­ją­cy. Głów­ni bo­ha­te­ro­wie nie to­czą wal­ki z nie­groź­ny­mi prze­stęp­ca­mi, ale z gru­pą wy­ra­cho­wa­nych, okrut­nych su­per­-zło­czyń­ców, któ­rzy nie cof­ną się przed ni­czym, by osią­gnąć swój cel. I to robi wiel­kie wra­że­nie.

MA­NIAK O RY­SUN­KACH


Ry­sun­ko­wo po raz ko­lej­ny jest zaś dość… oso­bli­wie. Da­vid Finch znów cał­kiem fry­wol­nie trak­tu­je ta­kie za­gad­nie­nie jak pro­por­cje, dziw­nie ry­su­je gło­wy, a tam gdzie wy­cho­dzi mu le­piej, szy­ki mie­sza Ri­chard Friend (tu­szy­sta), kre­śląc dość moc­ne, wy­raź­ne, czar­ne kon­tu­ry. A prze­cież moż­na by dać wię­cej swo­bo­dy Soni Oback i roz­wią­zać spra­wę przez kre­atyw­ne cie­nio­wa­nie. Tej swo­bo­dy jed­nak nie ma (a przy­naj­mniej nie za­wsze jest), co skut­ku­je wie­lo­krot­nym cho­dze­niem na skró­ty. W efek­cie, ry­sun­ki nie są wy­bit­ne i choć mo­że nie za­li­czył­bym ich do złych, to co naj­wy­żej na­zwał­bym prze­cięt­ny­mi. War­stwa gra­ficz­na nie­ste­ty jest tym słab­szym ele­men­tem „Fo­re­ver Evil”. Waż­ne jed­nak, że nie jest to ele­ment tak sła­by, że wręcz od­rzu­ca­ją­cy od ko­mik­su.

MA­NIAK OCE­NIA


I znów słab­sza for­ma Fin­cha ra­to­wa­na jest świet­nym sce­na­riu­szem John­sa. Mo­że nie oglą­da się „Fo­re­ver Evil” #3 szcze­gól­nie przy­jem­nie, ale za to czy­ta wspa­nia­le. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku ba­wi­łem się świet­nie i wła­śnie dla­te­go, ko­niec koń­ców, oce­niam ten ze­szyt na:

DO­BRY

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

1 komentarze:

  1. Dorota Pietruszka9 marca 2014 21:47

    David Finch, jego niskie czoła i płaskie głowy... dziwna tendencja do robienia z kobiet półek na piwo. Przypadek? ;D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger