czwartek, 2 października 2014 10/02/2014 11:00:00 AM

Maniak ocenia #175: "Once Upon a Time in Wonderland" S01E11

Krzysztof Karol Bożejewicz

MA­NIAK ZA­CZY­NA


W je­de­na­stym od­cin­ku nad­szedł wresz­cie czas na za­po­wia­da­ne w „Once Upon a Time in Won­der­land”: wy­stęp Bar­ba­ry Her­shey w roli Cory, Kró­lo­wej Kier oraz krót­ką wi­zy­tę w Sto­ry­brooke — coś, na co fani „Once’a”, w tym ja, cze­ka­li od bar­dzo daw­na.
Trze­ba przy­znać, że ta­kie na­wią­zu­ją­ce do se­ria­lu-mat­ki ele­men­ty czę­sto wią­żą się ze spo­rym ry­zy­kiem. Ist­nie­je bo­wiem oba­wa, że nie zo­sta­ną zbyt do­brze wple­cio­ne w fa­bu­łę se­ria­lu i bę­dą sta­no­wić je­dy­nie bar­dzo tani chwyt, by przy­cią­gnąć przed ekra­ny te­le­wi­zo­rów wię­cej wi­dzów. Na­le­ży dość moc­no się przy­ło­żyć, by wy­ko­rzy­stać je sen­sow­nie i po­my­sło­wo. Czy twór­com „Once Upon a Time in Won­der­land” się uda­je?

MA­NIAK O SCE­NA­RIU­SZU


Sce­na­riusz od­cin­ka na­pi­sa­ły Jenn Kao („Ucz­ci­wy prze­kręt”) i Ka­tie Wech („Made in Jer­sey”). Ty­tuł brzmi: „Heart of the Mat­ter”. Jest to nie tyl­ko gra słow­na (do­słow­nie ozna­cza­ją­ca „sed­no spra­wy”), ale tak­że od­wo­ła­nie do jed­nej z ksią­żek Gra­ha­ma Greene’a, do któ­rej twór­cy de­li­kat­nie na­wią­zu­ją w fa­bu­le.
Cy­rus i Ali­cja po­sta­na­wia­ją od­szu­kać jego mat­kę, ale w mię­dzy­cza­sie do­wia­du­ją się o sy­tu­acji Wi­lla i Ana­sta­sii, co kie­ru­je ich kro­ki do Sto­ry­brooke. Tym­cza­sem Dża­far nie mo­że ukoń­czyć za­klę­cia i szyb­ko do­my­śla się, że wi­nien temu jest Wa­let Kier. W re­tro­spek­cjach ob­ser­wu­je­my zaś Ana­sta­się i Wil­la, a tak­że przy­glą­da­my się Co­rze, któ­ra spo­ro mie­sza w ich re­la­cjach.
Naj­cie­kaw­sze jak zwy­kle są re­tro­spek­cje. Ich si­łą jest zna­ko­mi­cie na­pi­sa­na po­stać Cory, któ­ra, ma­jąc wła­sne pla­ny co do Ana­sta­sii, stop­nio­wo nisz­czy za­rów­no ją, jak i Wi­lla. Jej ma­ni­pu­la­cje i wy­ra­cho­wa­nie skła­da­ją się na pierw­szo­rzęd­nie po­pro­wa­dzo­ny wą­tek, któ­ry sa­tys­fak­cjo­nu­je i do­da­je fa­scy­nu­ją­cy roz­dział do opo­wieś­ci.
Cał­kiem in­te­re­su­ją­co roz­wi­ja się też wą­tek Cy­ru­sa i Ali­cji. Trosz­kę w nim hu­mo­ru, tro­chę dra­ma­ty­zmu, ale przede wszyst­kim moc­no po­py­cha on fa­bu­łę do przo­du. Uda­na jest też po­dróż do Sto­ry­brooke. Nie spo­ty­ka­my tam, co praw­da, ni­ko­go zna­jo­me­go, bo raz, nie­po­trzeb­nie od­wró­ci­ło­by to uwa­gę od głów­ne­go wąt­ku; a dwa, tro­chę by na­mie­sza­ło w „Once Upon a Time”, ale ca­łość wy­pa­da bar­dzo za­baw­nie, szcze­gól­nie je­śli cho­dzi o kon­fron­ta­cję bo­ha­te­rów ze współ­cze­sno­ścią.
Wciąż nie­po­ko­ją dzia­ła­nia Dża­fa­ra i Ża­bro­ła­ka, któ­re tak­że w tym od­cin­ku roz­pi­sa­no po mi­strzow­sku. Naj­bar­dziej na emo­cje wpły­wa jed­nak wą­tek Wi­lla i Ana­sta­sii we współ­cze­sno­ści. Na­pi­sa­no dla tej dwój­ki kil­ka na­praw­dę po­ru­sza­ją­cych scen, a koń­ców­ka z ich udzia­łem szo­ku­je.

MA­NIAK O RE­ŻY­SE­RII


Za re­ży­se­rię od­cin­ka od­po­wia­da Da­vid Boyd („Ży­we tru­py”). W więk­szo­ści po­praw­nie wy­ko­nu­je swo­je za­da­nie. Utrzy­mu­je do­bre tem­po hi­sto­rii i nie­źle pro­wa­dzi ak­cję. Po­tra­fi też ba­wić. Po­peł­nia jed­nak kil­ka błę­dów.
Przede wszyst­kim nie bar­dzo spraw­dza się jego po­mysł na sce­nę po­ca­łun­ku jed­nych z bo­ha­te­rów. Tro­chę za bar­dzo przy jej re­ali­za­cji od­wo­łu­je się do sty­li­sty­ki ani­me (sic!), któ­ra nie­ste­ty się nie spraw­dza i sce­na, za­miast wzru­szać, wy­wo­łu­je ra­czej po­błaż­li­wy uśmie­szek. Szko­da, bo moż­na by­ło to roz­wią­zać ina­czej.
Tym nie­mniej po­zo­sta­ła część od­cin­ka wy­wo­łu­je wła­ści­we emo­cje, więc pew­ne po­tknię­cia moż­na Boy­do­wi wy­ba­czyć.

MA­NIAK O AK­TO­RACH


Spo­śród ak­to­rów na pew­no na­le­ży po­chwa­lić Mi­chae­la So­chę, któ­ry jako Will przez wszyst­kie od­cin­ki trzy­ma rów­ny po­ziom i gra zna­ko­mi­cie, za­rów­no w mo­men­tach lżej­szych, za­baw­nych, jak i w tych bar­dziej dra­ma­tycz­nych.
Wspa­nia­ła jest tak­że Emma Rig­by w roli Ana­sta­sii, któ­ra nie­zwy­kle umie­jęt­nie po­ka­zu­je wszyst­kie emo­cje, tar­ga­ją­ce jej po­sta­cią i bar­dzo traf­nie uka­zu­je jej wie­lo­znacz­ność. Przede wszyst­kim jed­nak — po­tra­fi praw­dzi­wie wzru­szyć.
Ba­bra­ra Her­shey jako Kró­lo­wa Kier oczy­wi­ście za­chwy­ca, ale tego moż­na by­ło się spo­dzie­wać po ak­tor­ce o tak wiel­kiej kla­sie. Her­shey pierw­szo­rzęd­nie uka­zu­je dwu­li­co­wość i pod­stęp­ność Kró­lo­wej i per­fek­cyj­nie re­ali­zu­je wszyst­ko, co przy­go­to­wa­li dla niej sce­na­rzy­ści.
So­phie Lowe jest w roli Ali­cji stan­dar­do­wo sym­pa­tycz­na i mi­ła. Do­brze spraw­dza się za­rów­no w sce­nach ak­cji, jak i w tych bar­dziej sto­no­wa­nych, oso­bi­stych czy też hu­mo­ry­stycz­nych.
Nie­źle wy­pa­da rów­nież Pe­ter Ga­diot, od­gry­wa­ją­cy ro­lę Cy­ru­sa. Z po­cząt­ku nie by­łem do nie­go prze­ko­na­ny, ale z od­cin­ka na od­ci­nek jest na­praw­dę co­raz lep­szy.
Na­veen An­drews, wcie­la­ją­cy się w Dża­fa­ra, po raz ko­lej­ny jest ge­nial­ny. Jego de­mo­nicz­ny, nie­po­ko­ją­cy, wy­ra­cho­wa­ny i dą­żą­cy do celu za wszel­ką ce­nę czar­no­księż­nik robi wra­że­nie.
In­try­gu­je tak­że Peta Ser­geant, któ­ra w ro­lę Ża­bro­ła­ka wkła­da bar­dzo du­żo sta­rań, co owo­cu­je na­praw­dę do­brą kre­acją.
Sa­tys­fak­cjo­nu­ją epi­zo­dy Joh­na Lith­go­wa i Iggy’ego Popa, uży­cza­ją­cych gło­su Bia­łe­mu Kró­li­ko­wi oraz gą­sie­ni­cy. Ak­to­rzy zna­ko­mi­cie uatrak­cyj­nia­ją ten od­ci­nek swo­ją (gło­so­wą) obec­no­ścią.

MA­NIAK O TECH­NI­KA­LIACH


To od­ci­nek bar­dzo do­brze na­krę­co­ny i zna­ko­mi­cie zmon­to­wa­ny. W wie­lu miej­scach za­wo­dzą jed­nak efek­ty spe­cjal­ne. W przy­pad­ku scen krę­co­nych na tzw. blue­bok­sie, wie­lo­krot­nie nie po­sta­ra­no się o to, by do­kład­nie za­stą­pić ory­gi­nal­ne tło wy­ge­ne­ro­wa­nym kom­pu­te­ro­wo ob­ra­zem, przez co czę­sto wo­kół bo­ha­te­rów wi­dać nie­bie­ską po­świa­tę. Do­brze wy­glą­da­ją za to Bia­ły Kró­lik i gą­sie­ni­ca. Fan­ta­stycz­ne są ko­stiu­my i cha­rak­te­ry­za­cja. Mark Isham zaś znów ser­wu­je wspa­nia­ły zbiór ba­śnio­wych kom­po­zy­cji, ide­al­nie współ­gra­ją­cych z ak­cją.

MA­NIAK OCE­NIA


„The Heart of the Ma­tter” zde­cy­do­wa­nie się uda­ło. Twór­cy nie tyl­ko bar­dzo umie­jęt­nie wy­ko­rzy­sta­li po­sta­ci i miej­sca z se­ria­lu-mat­ki, ale też opo­wie­dzie­li przej­mu­ją­cą, mo­men­ta­mi wzru­sza­ją­cą hi­sto­rię.

DO­BRY

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger