Maniak ocenia #79: "The Crazy Ones" S01E04

MANIAK TYTUŁEM WSTĘPU


Złodziej weny
w "The Crazy Ones"
Jest podstępny, złośliwy i bezlitosny. Czyha w ciemności i czeka na najwłaściwszy moment. Zaatakuje wtedy, gdy będzie to najbardziej boleć i męczyć. Kiedy ofiara najmniej się tego spodziewa. Kiedy akurat potrzebuje tego, co jej zostanie zabrane. Kiedy ma zobowiązania i wiszą nad nią terminy. Co to takiego? To złodziej weny.
Każdy, kto kiedykolwiek parał się tworzeniem, zna tę bestię doskonale i nie raz musiał z nią walczyć. Czasami pogoń za tym przebiegłym złodziejem trwa krótko, ale czasem może zająć sporo cennego czasu. Najlepiej po ataku od razu zacząć szukać pomocy. Odzyskać wenę od złodzieja może pomóc wszystko: od elementów otoczenia, o które złodziej się potknie, po przypadkowe słowa losowo spotkanej osoby, które na tyle go zdezorientują, że łatwiej będzie go dopaść.
A jak do złodzieja weny podchodzą twórcy "The Crazy Ones"?

MANIAK O SCENARIUSZU


Sydney szykuje się
do wyjazdu na urlop
Czwarty odcinek został zatytułowany "Breakfast Burrito Club" ("Klub śniadaniowego burrito) i napisany przez Roba Suddutha ("Świętoszki z Dallas", "Rodzinka jak inne").
Sydney szykuje się do wyjazdu na zasłużony, choć niechciany urlop, kiedy agencja dostaje zlecenie kampanii dla baru, serwującego śniadaniowe burrito. Nikt niestety nie wie jak ją ugryźć. Sydney robi wszystko, żeby opóźnić swój wyjazd i pomóc w przygotowaniu odpowiedniej reklamy.
Przede wszystkim odcinek doskonale pokazuje moment, w którym cierpimy na brak weny i desperacko próbujemy ją odzyskać, poszukując w codziennych sytuacjach. Problem, jak do tej pory w "The Crazy Ones", ujęty jest trafnie, a jednocześnie lekko i zabawnie.
Scenarzysta korzysta z okazji,
by pokazać bohaterów
w nowym świetle
To także doskonała okazja dla scenarzysty, by pokazać bohaterów w nowym świetle. Szczególnie zyskuje na tym postać Sydney, która w "Breakfast Burrito Club" odgrywa pierwsze skrzypce. Nareszcie możemy poznać ją trochę bliżej i zobaczyć z różnych stron. Pokazana jest jako urocza pracoholiczka, która gotowa jest zrezygnować z urlopu, by tylko wspomóc ojca i pracowników firmy. W ciekawym kierunku rozwijają się jej relacje z innymi, a zwłaszcza z Andrew.
Świetnie rozpisana jest także Lauren - na pierwszy rzut oka głupiutka i naiwna, ale jeśli wsłuchać się w to co mówi i robi, to w rzeczywistości bardzo inteligentna i potrafiąca wykorzystać sytuację asystentka. Szczególnie bawią jej złośliwe, cięte uwagi.
Dialogi w ogóle są tu niezwykle inteligentne i bawią w mądry sposób. Ich słuchanie to prawdziwa przyjemność.
To wszystko, w połączeniu z ciekawymi zwrotami akcji (a to sztuka umieścić je tak dobrze w dwudziestominutowym odcinku), składa się na najlepszy do tej pory scenariusz "The Crazy Ones".

MANIAK O REŻYSERII


Tym razem Jason Winer ustępuje reżyserskiego stołka koledze po fachu, Michaelowi P. Jannowi ("Community", "Happy Endings"). Tę zmianę czuć nieco w tonie odcinka, ale nie jest ona na tyle znacząca, by mocno rzucała się w oczy i zaburzała ciągłość serialu. Jann dobrze radzi sobie ze scenariuszem i realizuje go w satysfakcjonujący dla widza sposób. Akcję prowadzi dość klasycznie, posługując się sprawdzonymi metodami (co widać choćby w sposobie, w jaki ukazuje upływ czasu). Jego pracy nie można nic zarzucić.

MANIAK O AKTORACH


Robin Williams
ożywia serial
"Breakfast Burrito Club" to przede wszystkim znakomity materiał dla Sarah Michelle Gellar. Aktorka korzysta z możliwości, jakie daje jej scenariusz i wreszcie prezentuje się w pełnej aktorskiej krasie, pokazując na co ją naprawdę stać. A trzeba przyznać, że jest w wysokiej formie i radzi sobie znakomicie, potrafiąc rozbawić widza w mgnieniu oka.
Oczywiście nadal genialny jest Robin Williams, który ani na chwilę nie zwalnia tempa. Jego mocno karykaturalny i przerysowany sposób gry w intrygujący sposób ożywia serial i nadaje mu wyjątkowości oraz oryginalności.
Nieźle spisują się Hamish Linklater i James Wolk w rolach Andrew i Zacha. U tego pierwszego zachwyca pewnego rodzaju zagubienie i niezdarność, natomiast u tego drugiego pozorne twardzielstwo, pod którego płaszczem ukrywa się sporo wrażliwości. Obaj aktorzy oddają cechy swoich postaci bardzo przekonująco.
Wreszcie, bardzo dobrze radzi sobie Amanda Setton jako Lauren. Aktorka bardzo naturalnie oddaje dwojaką naturę sekretarki, a dzięki swojemu komediowemu wyczuciu czasu, udaje jej się w odpowiedniej chwili dostarczać swoje kwestie.

MANIAK O TECHNIKALIACH


"Breakfast Burrito Club" kontynuuje tradycję poprzednich odcinków i znów jest pod względem technicznym bardzo dobry. Świetne wykorzystanie ujęć z jednej kamery i znakomity montaż, którego nie psują nawet malutkie wpadki, współgrają ze sobą idealnie. Pod tym względem jest naprawdę spójnie, a to bardzo duża zaleta, bo nie o każdej dzisiejszej produkcji można tak powiedzieć.

MANIAK OCENIA


"The Crazy Ones" nie przestaje bawić i wyrasta do miana jednej z najlepszych serialowych komedii.

DOBRY

Komentarze