sobota, 9 listopada 2013 11/09/2013 11:54:00 PM

Maniak ocenia #54: "Grawitacja"

Krzysztof Karol Bożejewicz

MANIAK ROZPOCZYNA


"Grawitacja" - film paradoks
Kiedy zobaczyłem pierwszy zwiastun "Grawitacji", od razu wiedziałem, że chcę ten film zobaczyć. Natknąłem się na niego właściwie przez przypadek, przeglądając wiadomości na jednym z polskich serwisów filmowych. Moją uwagę przykuło nazwisko Alfonso Cuaróna - reżysera m.in. takich filmów jak: "Mała księżniczka", "Harry Potter i więzień Azkabanu" (moim zdaniem najlepsza ekranizacja z całej serii) oraz "Ludzkie dzieci". Przede wszystkim zaintrygował mnie jednak sam pomysł, bo wydaje się z pozoru niemożliwy. Jak można bowiem połączyć formułę hollywoodzkiego hitu na wielką skalę, w którym efekty specjalne przyprawiają o opad szczęki z bardzo osobistą, intymną historią dwójki ludzi? Nie wiedziałem jak i wątpiłem w to, że się da. Cuarón udowodnił, że owszem, to możliwe.

MANIAK O SCENARIUSZU


Centralną rolę w fabule
odgrywa postać dr Ryan Stone
Scenariusz do "Grawitacji" Alfonso Cuarón napisał wraz z synem, Jonásem ("Rok paznokcia"). Opowiadają o dwójce astronautów: dr Ryan Stone (Sandra Bullock) oraz poruczniku Matcie Kowalskym (George Clooney). Kiedy w stację kosmiczną, przy której pracują, uderzają szczątki zestrzelonej satelity, będą musieli stoczyć dramatyczną walkę o przeżycie.
To przede wszystkim opowieść o przetrwaniu i studium tego, jak zachowuje się człowiek w obliczu niezwykle groźnego niebezpieczeństwa. Scenarzyści starają się pokazać zmagania ze śmiertelnym zagrożeniem na różnych etapach: od determinacji i zdecydowania po rezygnację. Umieszczając zaś akcję w kosmosie nadają jej nietypowego wymiaru i przytłaczają niesamowitą atmosferą.
Zwroty akcji
następują na każdym kroku
"Grawitacja" na każdym kroku zaskakuje. Zgodnie z bezlitosnym prawem Murphy'ego, zgodnie z którym "wszystko, co może pójść nie tak, pójdzie nie tak", na bohaterów spada cały łańcuch nieszczęść, z którymi muszą sobie poradzić. Zwrotów akcji jest tu naprawdę mnóstwo i choć niektóre z nich wydają się nieprawdopodobne, to wcale nie ma to większego znaczenia, bowiem w doskonały sposób popychają fabułę do przodu. Tutaj nic nie jest przypadkowe i każde wydarzenie w logiczny sposób prowadzi do następnego. Dzięki temu widz nie odnosi wrażenia, że którakolwiek ze scen jest niepotrzebna i łatwo angażuje się w historię.
Bohaterów niby rozpisano
schematycznie, ale nie do końca
Bohaterów rozpisano trochę według dawno istniejących w Hollywood schematów, jednak był to zabieg jak najbardziej celowy, ponieważ bardzo ciekawie się tymi schematami zabawiono. Nie oznacza to braku konsekwencji w kreowaniu poszczególnych postaci, bo każde ich działanie jest uzasadnione - czy to charakterem, czy zaistniałą sytuacją. Często jednak, trochę paradoksalnie, nie jest dla widza oczywiste i spodziewane.
Sporo także symbolizmu. Poza oczywistymi odwołaniami do wiary, uważni znajdą też nawiązania do teorii ewolucji czy symboliczne ponowne narodziny. To wszystko nadaje filmowi nieco metafizyczny wydźwięk, a przez to kolejny wymiar, na którym można go interpretować, dzięki czemu staje się szczególnie ciekawy.

MANIAK O REŻYSERII


Cuarón dopina wszystko
na ostatni guzik
Alfonso Cuarón to jeden z moich ulubionych reżyserów, wśród których sporo osób z krajów hiszpańskojęzycznych, bo oprócz Cuaróna są to m.in.: Alejandro Amenábar ("Otwórz oczy", "Inni"), Guillermo del Toro ("Labirynt Fauna") i Juan Antonio Bayona ("Sierociniec"). Reżyser "Grawitacji" to filmowiec niezwykle zdolny, a swym najnowszym dziełem udowadnia wielki kunszt.
Curaón prowadzi akcję tak, by jak najbardziej zaangażować i przejąć widza. Często pokazuje to, co się dzieje, z perspektywy bohaterów, pozwalając tym samym widzowi utożsamić się z nimi i przeżyć to samo, co oni. Efekt ten wzmaga wykorzystanie 3D.
Duże wrażenie robią firmowe dla Cuaróna długie ujęcia, bo to prawdziwa sztuka, poprowadzić je tak umiejętnie i wszystkiego tak dopilnować. To film dopięty przez reżysera na ostatni guzik - bardzo przemyślany i niezwykły.

MANIAK O AKTORACH


Sandra Bullock błyszczy
Obawiałem się aktorów. Nie wierzyłem do końca w Sandrę Bullock ("Narzeczony mim woli", "Miasto gniewu") ani tym bardziej w George'a Clooneya ("Ocean's Eleven", "Spadkobiercy"). Na szczęście bardzo miło się zaskoczyłem, bo oboje są w "Grawitacji" znakomici.
Bullock ma tu do zagrania najwięcej i ze swego zadania wywiązuje się z nawiązką. Bardzo wiarygodnie i przejmująco ukazuje dramat dr Stone i każdy etap jej dążenia ku przetrwaniu. Nie ucieka się do tanich aktorskich sztuczek i wkłada w swą rolę dużo serca, kreując postać, z którą łatwo się utożsamić i której łatwo kibicować.
Clooney nie pozostaje
za nią w tyle
Clooney nie pozostaje za Bullock w tyle. Gra w gruncie rzeczy postać, do której bardzo pasuje. Jego Kowalsky jest inteligentny, nieco narcystyczny i ironiczny. Oddanie tych wszystkich cech nie przychodzi Clooneyowi z trudnością - jest nadzwyczaj naturalny. Wraz z Bullock, aktorzy doskonale się dopełniają, co jest szczególnie ważne, bo przez cały film na ekranie zobaczymy tylko ich.
Ale czy ktoś jeszcze występuje w "Grawtacji"? Owszem - aktorzy, których chwilami usłyszymy. Warto wskazać szczególnie jednego z nich - Eda Harrisa w roli dyrektora kontroli misji. Zatrudnienie aktora to miły ukłon w kierunku fanów takich filmów jak "Apollo 13" i "Pierwszy krok w kosmos".

MANIAK O TECHNIKALIACH


Efekty robią
niesamowite wrażenie
I wreszcie technikalia, coś co w "Grawitacji" jest bezbłędne. Przede wszystkim na uwagę zasługują genialne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego ("Ludzkie dzieci") i świetny montaż Alfonso Cuaróna oraz Marka Sangera. Już fakt, że podczas całego filmu w poszczególnych scenach ujęcia zmieniają się tylko ok. 200 razy (znacznie mniej niż w innych filmach o tej samej długości), mówi sam za siebie. Dzięki zastosowaniu takich długich ujęć film zyskuje na spójności i płynności.
Efekty specjalne stosowano tu na wielu poziomach. Wykorzystano m.in. komputery czy roboty i za ich pomocą stworzono cuda, bo nie pamiętam, kiedy kosmos był w filmie tak realny. To także zasługa 3D, które robi niesamowite wrażenie. "Grawitacja" to obok "Avatara" jeden z niewielu filmów, w których zastosowano efekt trójwymiaru z powodzeniem. Tu można naprawdę poczuć, że znajduje się w centrum akcji, a ogrom przestrzeni kosmicznej i niezwykle realne poczucie poczucie niebezpieczeństwa towarzyszą widzowi na każdym kroku.
Znakomita jest muzyka - nienachalna, w wielu momentach minimalistyczna i doskonale podkreślająca to, co dzieje się na ekranie. Autor ścieżki dźwiękowej, Steven Price ("To już jest koniec") stawia na innowację i nie stosuje choćby perkusji. Nie nagrywa muzyki z wielką orkiestrą, ale w małych grupach lub nawet pojedynczo, by później przetworzyć poszczególne dźwięki elektronicznie. Tworzy bardzo oryginalny efekt i świetnie buduje atmosferę.

MANIAK OCENIA


"Grawitacja" porwała mnie (gra słowna niezamierzona) bez reszty. To jeden z tych filmów, które powinien zobaczyć każdy, bez względu na filmowe gusta i upodobania - na pewno tego nie pożałuje. Ocena może być tylko jedna:

DOBRY

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

2 komentarze:

  1. Nie widziałam zwiastunów tego filmu ale obsada interesująca a Twoja recenzja Krzysiu sprawiła, że pewnością się na niego wybierzemy...DZIĘKI:-)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger