sobota, 23 listopada 2013 11/23/2013 11:57:00 PM

Maniak inaczej #2: Seriale z dzieciństwa #1

Krzysztof Karol Bożejewicz

MANIAK ZACZYNA


To już setna notka!
Sto. Taka ładna, duża, okrągła liczba.
Kiedy piszę te słowa, nie do końca dociera do mnie jeszcze fakt, że właśnie popełniam setny tekst na mojego malutkiego bloga. A skoro setny, to musi być wyjątkowy. Długo myślałem nad tym, o czym w nim napisać i w końcu uznałem, że to bardzo dobry moment, na rozpoczęcie nowej rubryki - "Maniak inaczej". Co w niej znajdziecie? Cóż, jak sama nazwa wskazuje, wszystko to, co nie pasuje do pozostałych kategorii. Będą tu różne przemyślenia, zestawienia, wspomnienia itd.
No dobrze, rozpoczęcie, to skąd ta "dwójka" w tytule? Otóż jest sobie na moim blogu jedna samotna notka (powitalna), której bardzo smutno, że nie przynależy do żadnej rubryki. A ponieważ mam dobre serce, uznałem, że mogę jej zapewnić jakieś towarzystwo. W porządku, to teraz trochę poważniej.
Pierwsza notka w tej nowej kategorii będzie zarazem pierwszą notką z serii, w której powspominam, co też takiego oglądałem, jak byłem młodszy i ledwo odrastałem od ziemi. Skupię się jednak nie na filmach, a serialach - tych animowanych i tych aktorskich. W pierwszej części, przeczytacie o produkcjach wytwórni Hanna-Barbera.

MANIAK WSPOMINA


Hanna-Barbera to amerykańskie studio filmowe, którego okres świetności przypada na drugą połowę ubiegłego wieku. Wyprodukowali wiele niezapomnianych kreskówek, które towarzyszyły mi przez okres dzieciństwa - czy to dzięki kasetom wideo, czy blokom tematycznym na TVP 2. Jakie dokładnie były to kreskówki?

"Scooby-Doo"



Jeden z moich ulubionych seriali animowanych. "Scooby-Doo" opowiadał historię czwórki przyjaciół i ich tchórzliwego psa. Przemądrzała Velma, odważny Fred, piękna Daphne, bojaźliwy Kudłaty i dog niemiecki Scooby-Doo to członkowie brygady detektywów, tropiącej duchy, zjawy i potwory, które zazwyczaj okazują przestępcami w przebraniu.
Pierwszy serial animowany o grupie, zatytułowany "Gdzie jesteś, Scooby-Doo", powstał w 1969 roku, ale nie była to jedyna produkcja z serii, której kolejne wersje powstają do dziś. Seriale o Scoobym mają wszystkie niezbędne elementy potrzebne do odniesienia sukcesu: wyrazistych i ciekawych bohaterów, sporą dawkę humoru i akcji, szczyptę strachu oraz nutkę kryminału. Choć jest to animacja nieco schematyczna (akcja każdego odcinka rozgrywa się w podobny sposób), to niewątpliwie ma swój urok, a kolejne przygody grupy młodych detektywów dostarczają sporo rozrywki.

Flintstonowie



"Flintstonowie", znani u nas również jako "Między nami jaskiniowcami", to mocno inspirowany serialem "Honeymooners" (czyli amerykańskimi "Miodowymi Latami") animowany sitcom "małżeński", dziejący się w epoce kamienia łupanego (oczywiście odpowiednio "podrasowanej"). Głównymi bohaterami są porywczy Fred Flintstone i jego przyjaciel Barney Rubble. W każdym odcinku wpadają w tarapaty, z których zazwyczaj wyciągają ich żony: Wilma i Betty.
Prześmieszne gagi, świetni bohaterowie, genialna czołówka i ciekawie pomyślany świat czynią tę animację pozycją obowiązkową, z którą każdy powinien się zapoznać.

Jetsonowie



Fani wytwórni Hanna-Barbera dzielą się na zwolenników Flintstonów i Jetsonów. Ja należę do tych trzecich i uwielbiam obie produkcje. "Jetsonowie" albo, jak pierwotnie się nazywali w Polsce, "Odrzutowscy" zostali stworzeni jako zupełne przeciwieństwo Flintstonów. Tam sitcom małżeński, tu losy całej rodziny; tam zamierzchła przeszłość, tu daleka przyszłość (w gruncie rzeczy nie taka daleka, bowiem akcja rozgrywa się w 2062 roku).
Bohaterowie to fajtłapowaty George - głowa rodziny, jego żona Jane oraz dzieci: szesnastoletnia zbuntowana nastolatka Judy i sześcioletni chłopiec o imieniu Elroy. Wspomagani byli oczywiście przez genialne postaci drugoplanowe: psa Astro, robota-gosposię Rosie i szefa George'a - pana Kosmoskiego.
Niesprawiedliwie oceniany przez wielu jako gorszy od Flintstonów, miał w gruncie rzeczy wszystkie te czynniki, które zadecydowały o ich sukcesie: uroczy humor, ciekawych bohaterów oraz to magiczne "coś".

Kot Tip-Top



Uwielbiam koty oraz, co naturalne, mnóstwo animacji, w których odgrywają główne role. "Kot Tip-Top" to dziś nieco zapomniana, ale bardzo zabawna i ciekawa kocia produkcja wytwórni Hanna-Barbera.
Bohaterem serialu jest tytułowy Tip-Top, który przewodzi kociemu gangowi. W jego skład wchodzą: kot na posyłki Choo Choo, uroczy Benny Kuleczka, wyluzowany Puk, kobieciarz Model i głupiutki Munio. W każdym odcinku Tip Top i jego banda próbują na różne sposoby się wzbogacić, a przeszkadza im w tym posterunkowy Slut.
Serial, inspirowany serią filmów "The East Side Kids" z lat czterdziestych oraz serialem "The Phil Shivers Show" z lat pięćdziesiątych, to bardzo oryginalna i jedyna w swoim rodzaju animacja, która obfituje w zabawne gagi i prześmieszne żarty. Powstało trzydzieści odcinków.
Tak na marginesie - nowego dubbingu, w którym Tip-Top to Tolek Cacuś, nie uznaję. Ten starszy oferuje znacznie lepsze tłumaczenie i obsadę, w której m.in. Emilian Kamiński i Mieczysław Gajda.

Wredniak i Bałwan w swych latających maszynach



"Łap gołębia, łap gołębia..." - ten kto nuci dziś tę piosenkę, prawdopodobnie zna "Wredniaka i Bałwana...".
To animacja wyjątkowa, bo jej główni bohaterowie to postaci negatywne. Wredniak jest przywódcą Eskadry Patałachów, w skład której wchodzą: uwielbiający medale pies Bałwan, tchórz Kretino oraz wynalazca Tępak. Wszyscy starają się schwytać gołębia pocztowego, przenoszącego informacje dla Amerykanów, co oczywiście nigdy się nie udaje. Całość, co zdaje się sugerować typ maszyn lotniczych bohaterów, rozgrywa się podczas pierwszej wojny światowej.
Zabawne czarne charaktery wciąż odnoszące porażkę, niezłe żarty oraz genialna, śpiewana w pierwszej polskiej wersji przez Mirosława Wieprzewskiego czołówka stanowią mocne punkty tej siedemnastoodcinkowej produkcji, którą każdy powinien zobaczyć.

Pixie, Dixie i Pan Jinks




Wiele osób uwielbia przygody Toma i Jerry'ego (o których za moment), ale moim ulubionym serialem animowanym o rywalizacji kota i myszy był "Pixie, Dixie i Pan Jinks" (nie, nie jestem hipsterem).
Bohaterami animacji byli: "przebiegły" kot Pan Jinks oraz dwie sprytne myszki - Pixie i Dixie. Całość miała dość proste założenia - Pixie i Dixie za każdym razem próbowały przechytrzyć Jinksa, a ten starał się je powstrzymać. W przeciwieństwie do "Toma i Jerry'ego" postawiono tu raczej na żarty słowne niż humor sytuacyjny. Serial był też mniej brutalny, a Jinksowi (a wiadomo, kotom zawsze się kibicuje) zdarzało się czasem batalię z myszami albo wygrywać, albo przynajmniej w niej zremisować.

Miś Yogi



Chyba nie ma osoby, która nie kojarzy tego sympatycznego niedźwiedzia, zamieszkującego park Jellystone. Wraz z przyjacielem Boo Boo zdobywał pożywienie, zazwyczaj podkradając przysmaki z piknikowych koszy turystów, czym narażał się się niejakiemu strażnikowi Smithowi.
Yogi wystąpił w jedenastu serialach animowanych i wciąż cieszy się bardzo dużą popularnością. Jego przygody, jak na produkcję wytwórni Hanna-Barbera przystało, bawią, uczą i oferują miłą rozrywkę.

Pies Huckleberry



"Oh, my darling, oh, my darling..." - śpiewał pies Huckleberry z kolejnego, oglądanego przeze mnie w dzieciństwie serialu studia Hanna-Barbera.
Pies o niebieskim umaszczeniu w każdym odcinku próbował swoich sił w jakimś zawodzie. Zazwyczaj prowadziło to do katastrofy, ale w końcu, dzięki szczęściu, bohaterowi wszystko uchodziło na sucho.
Serial znany jest przede wszystkim z bardzo częstego zabiegu burzenia czwartej ściany, który polega na zniesieniu granicy pomiędzy widzami a wydarzeniami na ekranie. Choć takie rozwiązanie jest dość częste w kreskówkach z tamtego okresu, Huckleberry zwracał się do widzów niemalże nieustannie.

Tom i Jerry



"Tom i Jerry", choć w gruncie rzeczy dzieło wielu wytwórni, to tak naprawdę ich pierwsze wcielenie czyli seria krótkometrażowych filmów kinowych zostało stworzone przez Williama Hannę i Josepha Barberę na zamówienie MGM.
Slapstickowa produkcja o kocie uganiającym się za sprytną myszą powstała w 1940 roku. Stworzono wtedy 114 odcinków, które ukazywały się do 1957 roku. Seria zdobyła siedem Oscarów. MGM wkrótce rozwiązało współpracę z twórcami, ale jeszcze dwa razy wskrzeszało serię: w latach 1961-1962 pod sterami Gene'a Deitcha oraz w latach 1963-1967 pod sterami Chucka Jonesa. Następnie serial trafił do telewizji, gdzie również powstało kilka wersji różnych studiów: m.in. wytwórni Filmation i dwukrotnie wytwórni Hanna- Barbera. Kreskówki o Tomie i Jerrym powstają do dziś i są lubiane na całym świecie.

Smurfy



I ostatnia oglądana przeze mnie produkcja studia Hanna-Barbera - oparte na belgijskim komiksie autorstwa Peyo "Smerfy".
Serial opowiadał historię niebieskich stworzonek, mieszkających w przypominających muchomory domkach i ich walce z pragnącym je schwytać Gargamelem (czasem, by je zjeść, a czasem, by przerobić na złoto).
Powstało 9 sezonów tej kreskówki, co daje aż 256 odcinków. W przeciwieństwie do powyższych produkcji, w tej mniej było humoru (choć oczywiście nie był zupełnie nieobecny), a więcej niesamowitych przygód i nienachalnego dydaktyzmu. To absolutna klasyka gatunku i pewnie mało osób dziś jej nie zna.

MANIAK KOŃCZY


I to tyle na dziś. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem i że także oglądaliście niektóre z powyższych produkcji od Hanna-Barbera. A może znacie jeszcze jakieś inne?

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

6 komentarze:

  1. A ja oczywiście jako dziecko myślałam, że większość tych seriali była polskiej produkcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie pamiętam, jak było ze mną, ale zdaje się, że pierwszy raz widziałem większość w wersji lektorskiej, dopiero potem "dwójka" zaczęła nadawać z dubbingiem. A skoro z lektorem, to coś nie grało i nie mogło być polskiej produkcji.
      W ogóle dość wcześnie zacząłem "ogarniać" te różne filmowe sprawy i pamiętam, jak próbowałem przekonać kolegów, że "Stuart Malutki" to nie polski film, a mówią w nim po polsku, bo po prostu podmieniono głosy. Nie chcieli mi uwierzyć :(

      Usuń
  2. Dorota Pietruszka3 lutego 2014 10:28

    Maniaku! Wybacz mi ten nalot na Twoje stare notki, ale mam głód Twojego stylu pisarskiego, im więcej czytam, tym bardziej mi się podoba.
    Czy zwróciłeś uwagę na wizerunek kobiet w Scoobim (wybacz takie fuj odmienianie, ale po polskiemu ładniej mi brzmi), w Jetsonach i we Flintstonach? Mi się zawsze podobał styl pin-up, więc zauważyłam takie fajnostki, jak:
    W każdej mamy rudzielca z pin-up podkręconą grzyweczką! Nawet Daphne, chociaż modowo jest bardziej do przodu. Wizerunek rudego kociaka z grzywką na wałeczek, a'la lata 50-te trzymał się dzielnie. Jetsonowie przynieśli małą zmianę, mama jest ruda, a córka z grzyweczką, ma białe włosy. Lecz o białe włosy i we Flintstonach nie trudno (Bamm-Bamm). Dorosła Pebbles też prezentuje sobą wizerunek, niczym Daphne. Ponadto, jaka urocza aluzja wkradła się do jaskiniowców... ciekawe, czemu czarnowłosa, ugrzywkowiona Betty wygląda, jak skóra zdjęta z ikony seksu tamtych lat- Betty Page ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. To są bardzo ciekawe spostrzeżenia. Sam w sumie nie zwróciłem na to jakiejś większej uwagi. Zaintrygowałaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorota Pietruszka8 lutego 2014 18:41

    W sumie do tej grupki mogę dorzucić jeszcze Gadget z "Rescue Rangers" ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorota Pietruszka8 lutego 2014 18:44

    Ach, no i Cleo, Cleo z "łebskiego Harrego"!!!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger