środa, 19 listopada 2014 11/19/2014 11:47:00 PM

Maniak inaczej #22: Gerda, Helga i Ingrid, czyli "Once Upon a Time" S04E07

Krzysztof Karol Bożejewicz

MA­NIAK TY­TU­ŁEM WSTĘPU


Uwaga! We wpisie znajdują się: szczegółowy opis i analiza każdej sceny odcinka. Jeśli omawiana odsłona „Once Upon a Time” jeszcze za Wami, to lepiej kliknijcie tutaj, by poznać moją opinię bez ryzyka popsucia sobie zabawy.
Nareszcie nadszedł w czwartym sezonie czas na coś, co najbardziej w tym serialu lubię — genezę czarnego charakteru. Przez sześć odcinków twórcy umieszczali tu i ówdzie wskazówki a propos tajemniczej Ingrid (ostatnio nawet dość sporo), a w siódmym wreszcie do końca odkrywają karty i opowiadają o jej przeszłości w Arendelle.

MANIAK ANALIZUJE


Tytuł jest tym razem bardzo prosty. Brzmi zwyczajnie: „The Snow Queen”, czyli „Królowa Śniegu” i ma dwa podstawowe znaczenia. Pierwsze to oczywiście jawne nawiązanie do baśni Hansa Christiana Andersena, a jednocześnie zapowiedź once’owej wariacji na ten temat. Drugie zaś, to odwołanie do postaci samej Ingrid, która znajduje się w centrum fabuły.

Trzy siostry radośnie gonią latawiec.

Na sam początek przenosimy się w bardzo odległą przeszłość do Arendelle. Najpierw bardzo ładne ujęcie na unoszący się w powietrzu latawiec, a potem widzimy dwie, biegnące za nim siostry: Gerdę oraz Helgę. Chwilę później dołącza do nich trzecia, Ingrid (jej początkowa nieobecność, to pierwsza zapowiedź, że coś złego wydarzy się między siostrami). Latawiec w końcu spada na drzewo i zostaje delikatnie rozerwany przez gałęzie. Dziewczynki ściągają go na dół, a Gerda ściąga z niego kolorowe wstążki, o które później siostry toczą mały spór. Wkrótce pojawia się na horyzoncie właściciel latawca, który usiłuje porwać bohaterki. Przerażona Ingrid daje upust emocjom, przez co ujawniają się jej magiczne moce — bardzo ładnie nawiązuje to do „Krainy lodu”, w której magiczna moc też była przecież wyrazem nieopanowanych uczuć. Krótkie ujęcie w zwolnionym tempie (dość rozmyślnie zastosowanym) i zamrożona przez Ingrid gałąź spada na oprawcę, przygniatając go (tuż po tym, gdy wykrzykuje do dziewczynki, że jest potworem).
Gerda i Helga są oczywiście bardzo zdziwione, a Ingrid przerażona tym, co właśnie się stało. Boi się, że skrzywdzi siostry, jednak te rzucają sobie porozumiewawcze spojrzenia i łapią za dłonie. Starają się pocieszyć Ingrid i przysięgają, że utrzymają to, co się stało, w tajemnicy oraz pomogą opanować jej nowe umiejętności. Biorą wstążki z latawca i dzielą się nimi zawierając pakt — tak długo, jak będą je nosić, będą zawsze się wspierać. Wstążki stają się niejako symbolem ich przyjaźni, ale przez zawarty pakt nie jest to taki zwyczajny symbol — ma on także znaczenie magiczne.
Na koniec retrospekcji jeszcze krótkie ujęcie na spoglądającą w górę Ingrid.

Ingrid w swojej wspaniałej sukni.

I tym samym przenosimy się do Storybrooke, gdzie dorosła już Ingrid także spogląda w górę (bardzo dobre rozwiązanie montażowe), na wieżę zegarową. Swoją drogą — to dziwne, że nikt nie widzi Królowej Śniegu na ulicy w środku dnia, zwłaszcza, że dosyć się wyróżnia swoim kostiumem…
Ingrid wchodzi do środka wieży, a potem schodami na górę. Warto przy tym zwrócić uwagę na doskonałą minę oraz majestatyczny sposób poruszania się — Elizabeth Mitchell nawet w takiej małej scenie pokazuje niezwykły talent.
Na samej górze wierzy Ingrid wyczarowuje lustro — takie, jakie widzieliśmy w jej kryjówce, gdy udała się tam Bella. Na sam koniec spoglądamy w jej uśmiechające się odbicie.
To niezwykle klimatyczne wprowadzenie do odcinka i znakomite podłoże do dalszej części odcinka.

Latawiec, za którym goniły siostry.

Czas na kartę tytułową. Tym razem pojawia się w niej widziany już na samym początku latawiec, a więc kolejny symbol przyjaźni Gerdy, Helgi i Ingrid, ale także zwiastun ich zguby.

Biedna Regina…

Krypta. Regina nadal usiłuje znaleźć lekarstwo dla Marian. Niespodziewanie odwiedza ją Robin, na co bohaterka reaguje bardzo ostro. Robin zdaje sobie sprawę, że to pocałunek prawdziwej miłości stanowi największą szansę dla jego żony, ale mimo to serce przyprowadziło go do Reginy. Ta jest wobec niego stanowcza i stara się przemówić mu do rozsądku. (zauważcie, jak się cofa, gdy Robin stawia krok w jej kierunku). Uważa, że powinien uratować Marian, bo to jego żona i dodaje, że bardzo cierpi z powodu jego niezdecydowania. Robin nie potrafi się jednak ponownie zakochać w Marian — nie z Reginą w jego życiu. Wie, że powinien próbować zapomnieć o swym uczuciu wobec kobiety, ale nie do końca potrafi. Regina po raz kolejny radzi mu trzymać się z daleka i myśleć o żonie.
To już kolejna scena, która dobitnie pokazuje wielkie napięcie, jakie istnieje pomiędzy Reginą a Robinem. Napięcie, które wciąż nie może znaleźć ujścia, w związku z czym wkrótce powinno gdzieś tam to wszystko wybuchnąć. Przy okazji — aktorsko jest fenomenalnie!

Tolkien dla dociekliwych.

Emma przynosi Elsie księgę, w której Bella znalazła zaklęcie przydatne przeciw Królowej Śniegu (choć tak naprawdę strony pokazane widzom zawierają fragment „Księgi zaginionych opowieści” Tolkiena, zapisany runami fuþork). Po upewnieniu się, że czar tylko zneutralizuje moc Ingrid i nie zrobi jej większej krzywdy, Elsa pyta, czy Emma potrafi odczytać fragment. Bohaterka odpowiada, że nie zna elfickiego i nawet nie oglądała „Władcy Pierścieni” (kolejne mrugnięcie okiem do fanów Tolkiena). Spojrzenie Elsy, mówiące mniej więcej: „O czym ty…?” jest w tym momencie bezcenne.
Na szczęście zaklęcie raczyła przetłumaczyć oczytana i zdolna Bella (w ramach pokuty za swoje przewinienia?): należy chwycić świecę, zapalić jej knot za pomocą magii, a następnie dmuchnąć we wroga — w ten sposób zostanie unieszkodliwiony. Elsa ma nadzieję porozmawiać z Ingrid po neutralizacji jej mocy oraz wreszcie odnaleźć Annę i poznać odpowiedzi na nurtujące ją pytania.
Niespodziewanie rozmowa zbacza na inne, znacznie ciekawsze tory. Emma pyta Elsę czy Anna także ma w sobie magiczną moc. Elsa zaprzecza, wyciągając jednocześnie wniosek, że być może właśnie dlatego Królowa Śniegu jest tak bardzo zainteresowana panną Swan. Pyta też bohaterkę, czy ktoś w jej rodzinie włada magią, a po otrzymaniu negatywnej odpowiedzi mówi, że to bardzo trudne, gdy rodzina spogląda na ciebie inaczej, nieufnie. Emma mówi oczywiście, że jest wręcz przeciwnie, na co Elsa odrzeka, że dziewczyna ma w takim razie duże szczęście. Dialog to oczywiście ewidentna zapowiedź tego, że wkrótce Emma inaczej spojrzy na swoich bliskich i zastanowi się, czy rzeczywiście ją tak wspierają.
Na koniec bohaterki ćwiczą zaklęcie ze świecą, które jednak nie do końca się udaje. Elsa proponuje powtórkę, jednak Emma umówiła się już ze Śnieżką — ma zaopiekować się małym Nealem.

Spotkanie Śnieżki, Kopciuszka, Aurory i statystek.

Przenosimy się w inny zakątek Storybrooke, w którym trwa spotkanie świeżo-upieczonych matek. Kobiety, wśród których znajdują się m.in. Kopciuszek (pomysłodawczyni grupy wsparcia), Aurora, Śnieżka i kilka statystek (w tym jedna z dzieckiem w stroju Myszki Miki — kolejne nawiązanie do Disneya) wspólnie śpiewają kołysanki, a potem umawiają się na kolejny raz. Jest też bardzo zabawy dialog z Aurorą o odtwarzaczu płyt kompaktowych.
Do pomieszczenia wchodzi Emma, której Śnieżka natychmiast pokazuje wszystko, o czym powinna pamiętać podczas opieki nad Nealem. Panna Swan zauważa, że wózek braciszka jest bogato wyposażony, co Śnieżka uzasadnia chęcią zapewnienia Nealowi jak najwięcej dobrego. Natychmiast taka odpowiedź spotyka się z wymuszonym uśmiechem Emmy, która wewnątrz czuje pewnego rodzaju smutek i może nawet delikatną zazdrość.
Bohaterka chwilę później zamienia kilka słów z Kopciuszkiem (jak pamiętamy z pierwszego sezonu, Emma kiedyś bardzo jej pomogła). Dziewczyna opowiada o swojej grupie wsparcia dla początkujących matek, co znów uruchamia w Emmie reakcję zazdrości oraz żalu. Śnieżka próbuje jakoś załagodzić sytuację, ale jej córka mówi (pewnie wbrew temu, co czuje w środku), że rozumie i wcale nie żywi urazy. W tej samej chwili wszyscy zgromadzeni zaczynają patrzeć na nią dziwnym wzrokiem. Okazuje się, że butelka z mlekiem dla Neala, którą Emma trzyma w dłoni, zaczęła świecić jasną poświatą, a znajdujący się w środku płyn bulgocze. Jasne jest oczywiście, że to wszystko z powodu bardzo silnych emocji. Emma, mimo że rozumie, w jakiej sytuacji znajdowali się Śnieżka i Książę, gdy ją porzucili, wciąż zmaga się z uczuciem porzucenia, a widok troski, jaką jej matka darzy małego Neala, nie jest dla niej łatwy. Tak jak w „Krainie lodu” problemy z mocą Elsy wynikały z braku kontroli nad tym, co czuje, tak identycznie jest w przypadku Emmy, co bardzo mi się podoba. Sytuację potęguje fakt, że mimo wyjaśnień, Śnieżka patrzy na córkę bardzo nieufnie i nie chce jej oddać małego Neala. Auć.
Na szczęście w porę dzwoni telefon. Książę mówi, że na schodach wieży zegarowej znaleziono ślady lodu i najprawdopodobniej w środku znajduje się Królowa Śniegu. Emma natychmiast rusza w drogę.

Ingrid w potrzasku.

Wieża zegarowa. Emma i Elsa oraz Książę i Hak wbiegają po schodach do wieży (przy okazji operator i reżyser znów raczą nas bardzo ładnym ujęciem z góry) i walczą z Ingrid. Ta próbuje się jakoś obronić (a przynajmniej stwarza takie pozory), ale Emma dość szybko daje radę z zaklęciem (zbyt szybko, biorąc pod uwagę wcześniejsze problemy) i skuwa Królową Śniegu w magiczne kajdany. Przeciwniczki nie zdaje to jednak martwić — jakby od początku planowała zostać schwytaną.

Siostry razem.

Arendelle przed laty. Po krótkim pokazie małego budżetu (serio, mogliby sobie darować ten komputerowy zamek) przenosimy się do wspólnej komnaty dorosłych już: Gerdy, Helgi (wcale nie tak podobnej do Emmy, tylko odrobinkę) oraz Ingrid. Te dwie pierwsze przygotowują się na wystawne przyjęcie z okazji siedemdziesiątych urodzin ojca, Haralda; trzecia postanawia się jednak na nim nie pojawiać — wbrew długim namowom sióstr. Gerda i Helga nie chcą dać łatwo za wygraną i w końcu pytają, jak długo Ingrid może się ukrywać. Ta odpowiada, że tak długo, jak będzie dotknięta swą przypadłością — bardzo ciekawy dobór słów. Ingrid od samego początku traktuje swą moc jako chorobę i pomimo, że jej sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż ta Elsy (która zmagała się przecież przede wszystkim z brakiem akceptacji i strachem ze strony bliskich), to jej cierpienie wcale nie jest mniejsze.
Gerda i Helga starają się pocieszyć starszą siostrę i zachęcić do wspólnych tańców. Proszę, by nie zakładała zawsze najgorszego i nie myślała pesymistycznie. Ingrid odpowiada, że wręcz przeciwnie — zawsze chce jak najlepiej — zwłaszcza dla swych sióstr. W tym samym momencie wręcza Heldze naszyjnik i pyta ją o zalotnika, który ma przybyć — ponoć to Arcyksiążę (Wam też od razu skojarzył się arcyksiążę von Szwądękaunt?). Helga bardzo chciałaby przedstawić mężczyznę nie tylko ojcu, ale także siostrze. Ingrid uśmiecha się tylko i odpowiada, że kiedyś na pewno do takiego spotkania dojdzie, ale teraz nie chce zniszczyć wyjątkowej dla Helgi chwili. Odsyła siostry na bal, a sama zapewnia, że nic jej nie będzie. Na koniec spoglądamy jeszcze na symboliczne ujęcie ściśniętych siostrzanych dłoni.

Młody i starszy arcyksiążę von Szwądękaunt. I kolejne wizualne nawiązania.


Helga przedstawia arcyksięcia (rzeczywiście okazuje się nim von Szwądękaunt, znany z „Krainy lodu” — oczywiście odpowiednio młodszy) swojemu ojcu, a następnie tańczy wraz z ubiegającym się o jej względy zalotnikiem. Arcyksiążę jest przy tym zagrany świetnie — wcielający się w niego Jonathan Runyon doskonale przenosi pewne manieryzmy postaci z animacji, a jednocześnie dodaje jej nieco energii i wigoru. Warto też zwrócić uwagę na nawiązującą wizualnie do „Krainy lodu” orkestrę.
Z oddali całej zabawie przygląda się Ingrid. W głębi duszy przeżywa wielki smutek, w związku z czym wkrótce nad jej głową pojawiają się płatki śniegu — dokładnie takie same, jakie widzieliśmy już nie raz nad Elsą. Gdy tylko je zauważa, natychmiast odchodzi, w obawie, że jej tajemnica wyjdzie na jaw.

Ingrid na posterunku.

Storybrooke, posterunek szeryfa. Emma i Elsa przesłuchują Królową Śniegu. Po kilku słownych przekomarzankach Elsa przechodzi do rzeczy i porusza temat Anny. Ingrid nie zamierza jednak odpowiadać na to pytanie i twierdzi, że bohaterce nie powinno zależeć na siostrze, ponieważ to ona uwięziła ją w urnie (nadal stawiam, że to nie do końca prawda, ale coś w tym jednak jest). Elsa nie chce w to wierzyć. W końcu, sprowokowana wybucha. Natychmiast reaguje Emma, która wyprowadza bohaterkę i proponuje jej dołączyć do Księcia i Haka przy lustrze, podczas gdy sama zajmie się Ingrid.
Panna Swan wraca do Królowej Śniegu. I wtedy rozpoczyna się najciekawszy fragment tej sceny, pełen fantastycznych manipulacji słownych. Najpierw Ingrid mówi jak bardzo jest dumna z Emmy, a potem zapewnia, że jest z nią całkowicie szczera i by bohaterka sprawdziła to za pomocą swej supermocy. Już tu zaczyna coś w Emmie pękać, ale dziewczyna stara się nad sobą panować. Następnie Ingrid opowiada, że niezmiernie się cieszy, że mogła poznać Emmę gdy była młodsza (ciekawe, dlaczego wymazała jej w takim razie wspomnienia?) oraz próbuje jej wmówić, że stanowią rodzinę. Jest pewna, że w końcu bohaterka jej uwierzy i na sam koniec uwolni. Wreszcie, jak gdyby nigdy nic (ten nonszalancki uśmiech Elizabeth Mitchell!), pyta, o czym chciałaby z nią Emma porozmawiać. Scenariuszowo i aktorsko majstersztyk!

Baśń o Złotym Ptaku.

Tymczasem Regina przegląda w swojej rezydencji (a już myślałem, że spędza cały czas w krypcie) Księgę Baśni. Zatrzymuje się na chwilę przy pocałunku Śnieżki i Księcia, potem na stronie z Kopciuszkiem (to chyba tak w ramach przypomnienia, że istniej). Na kolejnej stronie, na której na moment się zatrzymuje widać niewiele mówiącą ilustrację (brak na niej podobizn aktorów) i fragmenty tekstu baśni braci Grimm o Złotym Ptaku (ciekawe, czy w ramach mrugnięcia okiem do fanów czy też jakiejś fabularnej wskazówki). Wreszcie Regina dociera do historii Robina i Marian. Biedaczka katuje się wszystkimi szczęśliwymi zakończeniami, a przede wszystkim tym, które bezpośrednio uderza w jej szęście.
Zanim Regina zdąży całkowicie pogrążyć się w smutku, do pokoju wchodzi wystrojony (w trochę za duży garnitur) Henry, który prosi o pomoc w zawiązaniu krawata. Kobieta od razu zmienia minę i z radością pomaga synowi. Powodem niecodziennego stroju jest oczywiście praca o pana Golda (choć chłopiec na początek szykuje mały żarcik — na pytanie, dlaczego tak elegancko się ubrał, odpowiada, że się żeni — oj, ten Henry).
Chłopiec oczywiście nie ignoruje wcześniejszego zachowania przybranej matki i pyra, co się stało. Regina odrzeka, że pragnie raz na zawsze zostawić przeszłość za sobą i zapomnieć o Robinie. Od teraz koncentruje się na operacji „Mangusta”. Henry obiecuje pomóc i ma kilka pomysłów odnośnie dalszych poszukiwań.

Ingrid kontynuuje swoje manipulacje.

Powracamy na posterunek. Emma kontynuuje przesłuchiwanie Ingrid i pyta ją o Zaklęcie Roztrzaskanego Wzroku. Ingrid twierdzi, że i tak ją powstrzymali i znają jej wszystkie plany, więc równie dobrze mogłaby wrócić do swojej celi. Panna Swan chce się jednak dowiedzieć, jakie powody kierują działaniami Ingrid. Pyta, dlaczego śledziła ją w dzieciństwie i w odpowiedzi słyszy, że w celu ochrony i dla jej własnego dobra. Emma ciągnie dalej i próbuje się dowiedzieć, dlaczego w takim razie Ingrid wymazała jej wspomnienia. Królowa Śniegu uzasadnia to faktem, że każda rodzina ma wzloty i upadki. Panna Swan nie daje się nabrać, stawiając sprawę bardzo stanowczo, odpowiada, że nie jest rodziną z Ingrid. Ta jednak próbuje ją przekonać, że w rodzinie chodzi o coś zupełnie innego niż pokrewieństwo. Twierdzi, że wraz z Elsą i Emmą stanowią rodzinę, ponieważ są takie same i powinny być razem. Przez jej słowa przemawia ogromna potrzeba akceptacji i własnego miejsca — coś, czego w dawnym życiu musiało jej ostatecznie zabraknąć.
Dalej Ingrid próbuje obrócić Emmę przeciw jej rodzicom i krewnym. Pyta, czy nigdy nie było chwili, gdy spojrzeli na nią inaczej i się jej przestraszyli. Choć Panna Swan zdecydowanie pamięta wcześniejsze zajście u Kopciuszka (widać to po jej minie — bardzo dobra gra mimiką od Jennifer Morrison), zaprzecza, mówiąc, że jej rodzina kocha ją taką, jaka jest, bez względu na magiczne moce. Ingrid odrzeka tylko, że sama też tak kiedyś myślała o swojej rodzinie — po raz kolejny potwierdzając fakt, że coś złego musiało się między nią a jej siostrami wydarzyć.

Helga nigdy nie pozwoli, by Ingrid odeszła.

Arendelle. Helga i Gerda wracają z przyjęcia i przynoszą dla siostry ciasto. Zastają ją jednak podczas pakowania. Ingrid opowiada, że była na przyjęciu i widziała, jak świetnie się bawią. Chce odejść, by tego nie niszczyć. Nie potrafi panować nad swoją mocą i nie chce nikogo skrzywdzić. Widząc cierpienie swej siostry Gerda wspomina, że słyszała o kimś, kto może jej pomóc — potężnym magu, który mieszka w krainie zwanej Przystanią Mgieł i ma na imię Titelitury. Od teraz kłopotów można być niemal pewnym…

Mała poprawka makijażu.

Storybrooke, wieża zegarowa. Hak, Książę i Elsa przyglądają się zwierciadłu, pozostawionemu przez Ingrid. Wkrótce nadchodzi Bella (która radośnie oświadcza, że jeszcze nic nie znalazła w swoich książeczkach — ma dziewczyna tupet). Natychmiast panikuje i każe się odsunąć, ale szybko okazuje się, że zwierciadło w wieży jest fałszywe. Wniosek jest jeden — królowa chciała być złapana i ma jakiś plan (że też tak szybko na to wpadli…). Drużyna natychmiast rusza na posterunek.

Ingrid czaruje.

Tymczasem Ingrid, która na chwilę została w pokoju przesłuchań sama, przygotowuje małe czary-mary i zamraża wejście na posterunek. Kiedy więc drużyna dobiega na miejsce, staje przed poważną przeszkodą.

Will i Robin w barze.

Bar „U Babci”. Robin gra sobie w rzutki (no, skoro nie ma łuku i strzały, to chociaż to mu zostało). Do środka wchodzi Will Scarlet, który zauważywszy dawnego kompana (widzowie „Once Upon a Time in Wonderland” wiedzą, że panowie mają dość skomplikowaną wspólną historię) próbuje się wycofać. Robin ma jednak sokoli wzrok i natychmiast spostrzega bohatera, po czym zatrzymuje go, ciskając w jego stronę rzutkę. Po chwili siedzą wspólnie przy ladzie baru.
Robin nawiązuje do wydarzeń z „Once Upon a Time in Wonderland” i pyta, gdzie teraz znajduje się ukochana Willa. Ten odwraca wzrok (coś złego stało się Anastasii — ale jak to?), więc Robin po chwili się reflektuje i przeprasza. Will odpowiada, że obrał swoją ścieżkę świadomie i czasem wygrana okazuje się niestety przegraną. Następnie Robin pyta dawnego przyjaciela, czy opowiadał mu o tym, jak poznał Marian. Will odpowiada twierdząco, ale to nie powstrzymuje Robina przed ponowną opowieścią.
Dawno temu Robin ukradł ojcu Marian konia — jedyne źródło utrzymania. Sumienie jednak nie dawało mu spokoju, więc następnego dnia postanowił zwrócić zwierzę oraz ofiarować rodzinie swoje dwa wierzchowce. Od tego dnia postanowił już nigdy nie kraść dla siebie, ale dla innych, potrzebujących. I w ten sposób Marian się w nim zakochała. Pośrednio więc to niejako ona uczyniła Robina tym, kim jest dzisiaj.
Will dopowiada dalszą część historii, o której Robin wcześniej nie słyszał. Mówi o tym, że rozmawiał kiedyś z Marian. Kobiecie było momentami ciężko w grupie banitów, ale przyświecał jej jeden cel — widziała w Robinie dobro, a takich osób nie wolno sobie odpuszczać, zwłaszcza, jeśli samie w sobie tego dobra nie widzą. Ponadto, stwierdziła, że jeśli odnajdzie się prawdziwą miłość, to codziennie powinno się o nią walczyć, bez względu na wszystko. Robin, wyraźnie ujęty tymi słowami, pyta Willa, czy po tym, co przeszedł (ale o co chodzi? nie zabijajcie mi Anastasii!), wciąż wierzy w te słowa. Bohater odpowiada, że prawdziwa miłość warta jest wszystkiego.
Bardzo ważna scena w kontekście rozwoju emocjonalnego Robina, który pod wpływem słów, notabene, samej Marian, podejmie decyzję o swych dalszych działaniach.

Henry najwyraźniej lubi swoją pracę.

Sklep Golda. Henry mówi dziadkowi że już dwa razy zamiótł podłogę i pyta czy może nie czas na coś bardziej magicznego. Gold to oczywiście żartowniś jakich mało (taaa) i po udzieleniu twierdzącej odpowiedzi wręcza chłopcu płyn do polerowania mebli.
Nagle do sklepu wbiega Bella wraz z Elsą, Księciem i Hakiem i proszą o pomoc w dostaniu się na posterunek. Gold zgadza się wesprzeć drużynę i Emmę. Zanim wszyscy wyjdą ze sklepu, Hak zapyta jeszcze na osobności, dlaczego Gold jest taki spokojny wobec zagrożenia ze strony Ingrid. Ten odpowie jednak, że to jego sprawa.

Siostry w zamku Titeliturego.

Na szczęśćie jest to też sprawa widzów. Zaczarowany Las, zamek Titeliturego. Gerda, Helga i Ingrid opowiadają Mrocznemu o swoim problemie. Czarnoksiężnik jest zaintrygowany i proponuje Ingrid lekcje. Ta jednak nie jest zainteresowana i chce się swych umiejętności pozbyć lub przynajmniej nad nimi zapanować. Titelitury twierdzi, że bohaterka ma w tym celu wszystko, czego potrzeba. Wspomina o wielu formach prawdziwej miłości i mówi o szczególnej wartości siostrzanych więzi, co stanowi bardzo ciekawe odwołanie nie tylko do „Krainy lodu”, ale też do ogólnych motywów serialu.
Ingrid nie daje za wygraną i pełna obaw o siłę swej mocy, ponownie prosi o pomoc w jej opanowaniu. Titelitury zgadza się, choć przypomina, że miłość jest za darmo, a magia zawsze wiąże się z jakąś ceną. Następnie wyczarowuje rękawiczki (dokładnie takie same, jakie rodzice dali w „Krainie lodu” Elsie — teraz już wiadomo, skąd je mieli), które mogą pomóc w kontroli nad magią Ingrid, a przy odrobinie wiary, całkowicie ją zniwelować. Jeśli to nie wystarczy, to jest też wyjście drugie — znana już urna. W zamian za swe usługi Mroczny pragnie wstążek sióstr. Doskonale wie, że nie jest to zwykły symbol ich miłości, ale niemalże magiczny nośnik tego uczucia. Helga i Gerda nie chcą takiej ceny zapłacić, ale w końcu, pod wpływem stanowczej decyzji Ingrid, oddają swoje wstążki. Jak łatwo się domyślić, jest to zarazem początek końca niezwykłej więzi łączącej siostry; zwiastun prawdziwego kryzysu i ostatecznie: tragedii.

Z Emmą lepiej nie zadzierać.

Wracamy do Storybrooke. Ingrid nadal stara się manipulować Emmą. Porusza temat jej rodziców oraz tego, że ją poruszyli. Mówi też o tym, jak wykorzystują Emmę i jej umiejętności. Wspomina, że jak przyjdzie co do czego, to w końcu się od niej odwrócą Próbuje też wywołać zazdrość wobec małego Neala, mówiąc, że Książę i Śnieżka każdego dnia dziękują za to że urodził się normalny.
Emma w końcu wybucha i to nie tylko emocjonalnie. Wraz z silnymi uczuciami na wierzch wypływa także moc, która natychmiast niszczy ścianę posterunku. Królowa gratuluje bohaterce i znika.
Bardzo podoba mi się podążanie za motywem z „Krainy lodu” i powiązanie magicznej mocy z uczuciami. To bardzo ciekawa metafora i jestem ciekaw, jak twórcy dalej rozwiną ten motyw.

Emma przerażona swą mocą.

Emma nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć sobie tego, co właśnie zaszło. Chwilę później dobiega do niej nieustraszona drużyna (do której w międzyczasie zdążyła dołączyć Śnieżka), która wypytuje dziewczynę o to co zaszło. Emma każe się wszystkim cofnąć, ale moc znów uwalnia się mimo jej woli i trafia w latarnię, która niemal przygniata Księcia. Śnieżka patrzy na córkę z przerażeniem, lecz chwilę później się reflektuje. Dla Emmy liczy się jednak pierwsze wrażenie. Słowa Ingrid (która oczywiście wszystko z ukrycia obserwuje) zaczynają się spełniać — rodzina rzeczywiście ma problem z akceptacją umiejętności bohaterki. Uświadomiwszy sobie ten fakt, Emma natychmiast odjeżdża.

Arcyksiążę von Szwądękaunt ma wobec Ingrid pewne zamiary.


Przedostatnia wizyta w Arendelle. Arcyksiążę von Szwądękaunt próbuje uwieźć Ingrid. okazuje się, że nie zależy mu na Heldze, a na tronie (czyli jest taką samą podstępną szują jak w „Krainie lodu”). Kobieta próbuje się bronić i atakuje arcyksięcia swoją mocą. Natychmiast powalony na ziemię, jest przerażony. Ingrid prosi, by nikomu nie wspominał o całym zajściu.
W tym samym momencie pojawia się Helga, która pyta, co się wydarzyło. Arcyksiążę kłamie, że to Ingrid próbowała go w sobie rozkochać, a gdy odmówił, użyła swej mocy. Helga wie jednak, co tak naprawdę się stało i natychmiast odsyła arcyksięcia z kwitkiem. Przy okazji, podobnie jak w „Krainie lodu” źle wymawia jego przydomek jako „Szwindelkant” (w oryginale: „Weaseltown” zamiast „Weselton”). Mężczyzna nie daje jednak za wygraną i grozi, że rozpowie sekret najstarszej z sióstr całemu królestwu. Ingrid w końcu nie wytrzymuje i przypuszcza atak, jednak ten trafia w Helgę, która natychmiast zamienia się w lód, a potem rozpada na kawałki (co jest ciekawe, bo przecież w przypadku Anny było zupełnie inaczej i lodu, który ją spowił nie był w stanie roztrzaskać nawet miecz — czyżby pierwsza oznaka zaniknięcia siostrzanej więzi?). No i mamy tragedię. Teraz jeszcze czas na reakcję Gerdy, ale ta w kolejnych retrospekcjach.

Uczucie do Reginy wygrywa.

Storybrooke. Regina przenosi się z przeglądaniem Księgi Baśni do swojej krypty. I tam nie zaznaje jednak spokoju, bo wkrótce odwiedza ją Robin, który najwyraźniej po rozmowie z Willem zadecydował, kto jest jego prawdziwą miłością i o kogo powinien walczyć. Mówi ukochanej, że dotąd żył zgodnie z określonym kodeksem moralnym, ale dziś pragnie go złamać. Następnie składa jej pocałunek, który ta odwzajemnia.
Fantastyczna, dostarczająca mnóstwo wrażeń (za każdym razem, gdy ją oglądam, mam na ciele ciarki) scena. Tylko trochę szkoda w tym wszystkim Marian, choć oczywiście kibicuję z całego serca Reginie. Bardzo zastanawia mnie, jak ten wątek dalej się potoczy, bo chyba można być pewnym, że nie będzie tak łatwo.

Śnieżka zdaje sobie sprawę, że popełniła wielki błąd.

Mieszkanie dysfunkcyjnej rodzinki. Śnieżka kładzie Neala spać. Do mieszkania wchodzą Elsa, Książę i Hak. Śnieżka pyta, czy udało się znaleźć Emmę, jednak słyszy negatywną odpowiedź. Elsa mówi, że sama przechodziła przez coś podobnego i widziała na twarzach bliskich podobny wyraz przerażenia. Śnieżka zdaje sobie wtedy sprawę, że wraz z Księciem zawiedli jako rodzina; że Królowa Śniegu wcale nie potrzebowała magicznego zwierciadła, by wszystkich zwrócić przeciw sobie. Kolejne kroki rodziny będą musiały być zatem bardzo ostrożne…

Emma próbuje poradzić sobie w nowej sytuacji.

Czas na krótki montaż w rytm emocjonalnej muzyki. Najpierw widzimy Emmę, która z wnętrza samochodu spogląda ze smutkiem na miasteczko Storybrooke, a następnie przenosimy się do kryjówki Ingrid, która z zadowoleniem wpatruje się w swoje magiczne zwierciadło. Wreszcie, cofamy się do Arendelle, by poznać ostatni element układanki.

Gerda jest przerażona.

Gerda zastaje Ingrid i okruszki lodu, które pozostały z Helgi. Jest przerażona. Starsza siostra prosi, by wzięła ją za rękę i powołuje się na obietnicę jaką złożyły przed laty. Ponieważ jednak naznaczony magią prawdziwej miłości symbol dawnej przysięgi zniknął, siostrzana więź całkowicie wygasa. Gerda nazywa Ingrid potworem, więzi ją w urnie (czyli tak, jak spodziewałem się już po trzecim odcinku sezonu) i zabiera jej rękawiczki.
Cała historia to taka „Kraina lodu”, w której wszystko poszło nie tak. Ingrid niestety nie miała tyle szczęścia, co Elsa i w związku z tym jej losy potoczyły się tragicznie. Bardzo trafnie pokazano na przykładzie tego wszystkiego, jak łatwo jest się pod wpływem strachu zatracić i zapomnieć o tym, co najważniejsze. To jednak nie koniec wizyty w Arendelle.

Bazaltar rozważa prośbę Gerdy.

Gerda odwiedza Bazaltara i prosi go, by wszyscy zapomnieli o istnieniu Helgi i Ingrid. Troll ostrzega, że prawda w końcu i tak może wyjść na jaw, jednak księżniczka pragnie zrobić wszystko, by tak się nie stało. Bazaltar w końcu się zgadza, choć wspomina, że magia zawsze ma jakąś cenę. Gerda jest pewna, że już ją spłaciła, jednak możemy się domyślać (wraz z Bazaltarem, który mruczy pod nosem „Zobaczymy…”), że to wcale nieprawda. Zastanawiam się, czy tą zapowiadaną ceną okaże się kłopotliwy dar Elsy, który sprawi, że Gerda będzie musiała przejść przez traumatyczne przeżycia ponownie czy też całość nawet sięgnie dalej i śmierć na morzu była właśnie skutkiem zaklęcia.

Karty na stół.

Storybrooke. Ingrid odwiedza Golda i jest gotowa zawrzeć umowę. Chce odzyskać wstążki (a więc zrozumiała ich wielką wagę), a w zamian oferuje cenną informację na temat tiary i tego, co Titelitury musi uczynić, by uwolnić się spod mocy sztyletu. Doskonale wie, że Mrocznemu marzy się opuszczenie Storybrooke bez jednoczesnej utraty mocy i Belli. Jest gotowa podzielić się tajemnicą, a oprócz wstążek pragnie też Storybrooke dla siebie i swojej rodziny. Gold zgadza się na jej warunki. Królowa Śniegu szepce mu sekret na ucho, po czym mężczyzna uśmiecha się i mówi, że uczyni to z przyjemnością… Czyżby wiązało się to z wyrównaniem z kimś rachunków?

MANIAK KOŃCZY


Jak zwykle zachęcam Was do dyskusji na temat różnych elementów odcinka, a sam włączam kolejny.

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger