MANIAK NA WSTĘPIE Długo się przymierzałem do komiksu „Serenity: Leaves on the Wind” — mimo, że w zeszłym roku określiłem miniserię jako tę, na którą najbardziej czekam. Po przedwczesnym zakończeniu absolutnie genialnego „Firefly” oraz po filmie „Serenity” cierpiałem na bardzo wielki głód dalszych przygód Mala Reynoldsa i jego załogi. Głód, którego nie gasiły powtórne seanse oraz wydane przed „Leaves on the Wind” serie. Z drugiej strony, miałem dość sporo obowiązków i jakoś tak ciągle lekturę z ich powodu odkładałem. No, ale w końcu sięgnąłem do mojego wielkiego pudła ze stale przybywającymi zeszytami komiksów, wyciągnąłem pierwszy numer i… nie mogłem się już oderwać. „Leaves on the Wind” różni się dość sporo od poprzednich, autoryzowanych przez Jossa Whedona komiksów w świecie „Firefly” — przede wszystkim dlatego, że jest to pierwsza se...


