Maniak inaczej #135: Bella Tofifest 2026, część trzecia

Kolaż kadrów z filmów: „Głos Hind Rajab”, „Takie jest życie”, „Pojedynek” i „Yugo Florida”.

Czas na… przedostatnią część moich krótkich potofifestowych przemyśleń. Teoretycznie miałem już dziś zakończyć ten cykl i opowiedzieć aż o siedmiu filmach, ale… troszkę się rozpisałem, a nie chcę Was męczyć ścianą tekstu na grubo ponad 1000 słów. Dlatego przed Wami omówienie tylko czterech seansów, a o pozostałych trzech opowiem już w przyszłym tygodniu.

MANIAK O FILMACH

Głos Hind Rajab

Kadr z filmu „Głos Hind Rajab”. Przedstawia czwórkę wolontariuszy palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. W napięciu rozmawiają przez telefon.

Głosu Hind Rajab nie udało mi się złapać w kinach (film dystrybuowano na początku roku), dlatego bardzo ucieszył mnie pokaz podczas Tofifestu. Wiedziałem, że to obraz trudny, bo opowiada o stosunkowo niedawnych, tragicznych wydarzeniach. Nie wiedziałam natomiast, że robi to w tak intrygujący sposób.

Głos… wyreżyserowała i napisała Kaouther Ben Hania — tunezyjska twórczyni, która ma na koncie zarówno filmy fabularne, jak i dokumentalne. To szczególnie ważna informacja, bo przy tym projekcie skorzystała z doświadczenia pracy nad obiema tymi formami.

Akcja Głosu… rozgrywa się 29 stycznia 2024 roku i w całości osadzona jest wewnątrz placówki palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. Śledzimy jej wolontariuszy, którzy otrzymują telefon od sześcioletniej dziewczynki uwięzionej w samochodzie pod ostrzałem. Rozpoczynają dramatyczną walkę o to, by ją uratować.

To, co czyni film Hanii absolutnie wyjątkowym, jest fakt, jak bardzo blisko prawdziwych wydarzeń pozostaje twórczyni. Podczas seansu słyszymy rzeczywiste nagrania Hind Rajab, a co jakiś czas na głosy aktorów zostają nałożone głosy prawdziwych wolontariuszy, którzy tamtego dnia starali się zorganizować pomoc. Kulminacją tych przypominających o tragicznej rzeczywistości zabiegów jest finałowa scena, w której oko kamery skupia się na smartfonie, a na jego ekranie widzimy autentyczne nagranie fragmentu działań Czerwonego Półksiężyca.

Ma to oczywiście wszystko swój cel. Hania pragnie w ten sposób pokazać, że tak naprawdę nie tylko oglądamy film, ale też pewien zapis wydarzeń, które w innej formie moglibyśmy zbagatelizować. To kino niezwykle zaangażowane, które pokazuje nie tylko dramatyczną walkę wolontariuszy i to, jak ich codzienne zmagania odbijają się na ich psychice. Przede wszystkim Głos… mówi o bestialstwie wojny w Gazie — tak, żeby nie dało się go zignorować ani przymknąć na nie oczu. Jest więc to seans bardzo trudny, ale też bardzo potrzebny.

Yugo Florida

Kadr z filmu „Yugo Florida”. Przedstawia głównego bohatera niosącego chorego ojca na plecach.

Yugo Florida to model auta, który dla Serbów ma podobny status, co dla nas Polonez czy Fiat 125p. To auto, swoisty relikt dawnych czasów łączący okres sprzed upadku Jugosławii z historią najnowszą, w filmie zatytułowanym na jego cześć symbolicznie łączy również postać tkwiącego w przeszłości ojca i żyjącego współczesnością syna.

Głównym bohaterem wyreżyserowanego przez Vladimira Tagića obrazu jest Zoran. Nocami pracuje w programie reality show, a do jego obowiązków należy monitorowanie snu uczestników. Pewnego ranka dostaje telefon od ojca. Okazuje się, że ten dostał diagnozę białaczki…

Yugo Florida jest dla reżysera historią niezwykle intymną — podczas realizacji starał się on bowiem przepracować własne emocje. Sam film stanowi swego rodzaju list do ojca Tagića. Co jednak ciekawe, reżyser nie był jedynym scenarzystą. Swoje pomysły przekazał Milanowi Ramšakowi Markovićowi, by ten obiektywnie je przefiltrował i ułożył z nich spójną historię.

A historia ta opowiada przede wszystkim o godzeniu się ze stratą, o trudnej międzypokoleniowej relacji, ale przy okazji również o niezwykłej trudności mężczyzn w wyrażaniu emocji. Widać to szczególnie na poziomie realizacji — sporo filmowych uczuć odbija się w gestach i spojrzeniach, ale niewiele z nich zostaje nazwana.

Niezwykle ważnym tematem poruszanym w Yugo Floridzie jest też samotność. Doświadcza jej na swój sposób każdy filmowy bohater: Zoran, jego ojciec, uczestnicy reality show, matka Zorana. Każdy odczuwa też potrzebę bliskości i miłości. Być może dlatego tak mocno splatają się w tym filmie Eros i Tanatos. Jak twierdzi zresztą reżyser, gdy wokół otacza nas śmierć, paradoksalnie budzi się wokół nas pewna życiowa energia, często seksualna.

Choć po tych wszystkich słowach Yugo Florida wyda się Wam filmem trudnym, to warto zaznaczyć, że znalazło się w nim również miejsce na humor. W serbskim społeczeństwie jest on zresztą pewnego rodzaju mechanizmem obronnym pozwalającym rozładować emocje. Targić bardzo umiejętnie równoważy w swoim obrazie sceny poważne z tymi lżejszymi, pozwalając widzowi raz po raz odetchnąć, ale też nie tracić skupienia na tym, co najważniejsze.

I choć jest to produkcja osobista, a dodatkowo osadzona mocno w serbskiej kulturze, to w samym swym sercu porusza tematy uniwersalne, dowodząc, że pewne rzeczy przeżywamy podobnie niezależnie od miejsca narodzin. Warto choćby dlatego się nad Yugo Floridą pochylić.

Takie jest życie

Kadr z filmu Takie jest życie. Przedstawia Francescę i Efisia przed ich sardyńskim domem.

Do szerokiej dystrybucji trafia w ostatnich latach sporo kina włoskiego, a ja bardzo je lubię. Seans filmu Takie jest życie był więc dla mnie rzeczą obowiązkową.

Film Riccarda Milaniego opowiada o sardyńskim pasterzu Efisio Mulasie i jego bezkompromisowej walce z firmą deweloperską. Przedstawiciele przedsiębiorstwa chcą wybudować na wyspie luksusowy kurort, kusząc mieszkańców obietnicami o nowych możliwościach i miejscach pracy. Nieugiętość Efisia, który blokuje całą inwestycję, nie zgadzając się na sprzedaż domu i ziemi, to przyczynek do konfliktów z wyspiarską społecznością. Nie pozostają one bez wpływu na życie córki pasterza, a zarazem głównej bohaterki obrazu, czyli Franceski. Stając po stronie ojca, będzie musiała zmierzyć się z wyrzutami znajomych i sąsiadów.

Choć obraz Milaniego nie porusza łatwych tematów, to reżyser prowadzi go w sposób niezwykle lekki. Takie jest życie jest zatem w większości ciepłą, pokrzepiającą komedią. Nie oznacza to jednak, że gubią się w niej poruszane problemy. Doskonale wybrzmiewają tu kwestie takie jak gentryfikacja, konflikt między chęcią poprawy własnej sytuacji materialnej a zachowaniem środowiska naturalnego czy wreszcie bierność władz wobec chciwych kapitalistów. Niezwykle efektywnie twórcy wykorzystali również motyw „samego przeciw wszystkim” nadający filmowi delikatne westernowe zabarwienie.

Nie byłoby jednak Takie jest życie równie udane, gdyby nie obsada.  Ignazio Giuseppe Loi to doskonały, nieco gburowaty, ale też naznaczony latami mądrości Efisio. Virginia Raffaele jest cudowna jako serce filmowej narracji. Natomiast Aldo Baglio w roli nieudolnego wysłannika dewelopera bawi do łez.

Film jest dostępny w szerokiej dystrybucji i w chwili, gdy piszę tę słowa, można go jeszcze złapać w niektórych kinach. Jeśli będziecie mieli okazję — nie wahajcie się.

Pojedynek

Kadr z filmu „Pojedynek”. Przedstawia jeńców wojennych ustawionych w rzędach. Na pierwszym planie znajduje się Karol Grabowski, bohater grany przez Jakuba Gierszała.

Po Bogach i Najlepszym Łukasz Palkowski aż na dziewięć lat poświęcił się produkcjom telewizyjnym i streamingowym, w tym licznym serialom na podstawie prozy Remigiusza Mroza. Pojedynek to jego powrót do kina i trzeba rzec, że najwyższa pora.

Historia scenariusza filmu sięga jeszcze 2002 roku. Skrypt zatytułowany roboczo Sanatorium Gorkiego opracowali wówczas Dżamila Ankiewicz oraz Robert Gliński. Z różnych względów do realizacji wówczas jednak nie doszło. Udało się to dopiero po wielu latach, choć nie obyło się bez zmian w tekście, których dokonała Agatha Dominik (wcześniej współpracowała z Palkowskim przy Najlepszym, a wspólnie Maciejem Karpińskim napisała niezłą Różyczkę 2).

Akcja Pojedynku rozgrywa się na początku II wojny światowej. Tysiące polskich jeńców wojennych, w dużej mierze przedstawiciele inteligencji, trafiają do obozu w Kozielsku. Wśród nich znajduje się Karol Grabowski — wybitny pianista (to postać fikcyjna inspirowana Zbigniewem Sylwanem Grzybowskim). Pełnomocnik operacyjny obozu Wasilij Zarubin postanawia za wszelką cenę go złamać. Nie będzie to jednak łatwe zadanie.

Palkowski tworzy produkcję — przez większość czasu jej trwania — zadziwiająco lekką, a miejscami nawet zabawną. Od początku zresztą Pojedynek miał być filmem pozbawionym patosu i nie bojącym się elementów humorystycznych. I choć czasem bywają te elementy przesadzone (choćby gdy bohater grany przez Wojciecha Mecwaldowskiego rzuca tekstem znanym z internetowego mema), to jednak w większości sprawdzają się nieźle. Zwłaszcza, że doskonale działają w kontraście z finałem, bo nawet jeśli wiemy z historii, co stało się z jeńcami z Kozielska, to do końca mamy nadzieję, że bohaterom filmu Palkowskiego jakoś uda się uniknąć tego losu. Dzięki temu emocjonalny ciężar końcowych scen jest szczególnie odczuwalny.

Bywa, że podczas oglądania Pojedynku trzeba niekiedy zawiesić niewiarę. Weźmy choćby fakt, że grany przez Aidana Gillena(!) Zarubin przez większość filmu posługuje się angielszczyzną z nienagannym brytyjskim akcentem. I choć rzeczywiście ten radziecki funkcjonariusz znał kilka języków, to wątpię, że jego wymowa była tak perfekcyjna, bo w tamtych czasach nie przywiązywano do tego aspektu nauki języków takiej wagi.

Są to oczywiście jednak tylko szczegóły, zwłaszcza że sporo filmowych scen i postaci zaczerpnięto z rzeczywistych wydarzeń. Te oczywiście odpowiednio przefiltrowano, a czasem poprzepisywano na potrzeby narracji. Mimo to starano się dość mocno osadzić tę opowieść w realiach, ponieważ twórcom szczególnie zależało na opowiedzeniu historii nie do końca znanej. Obóz w Kozielsku nie jest tak mocno obecny w zbiorowej świadomości jak jego następstwa, co osoby zaangażowane w powstawanie Pojedynku zamierzały zmienić. Tę edukacyjną warstwę filmu zdecydowanie należy traktować jako walor, ale nie jedyny. Bo tak zwyczajnie Pojedynek to po prostu całkiem udane widowisko historyczne i kolejny dowód na to, że Palkowski doskonale czuje współczesnego widza. Oby kolejny jego film ukazał się szybciej niż za dziewięć lat.

MANIAK NA KONIEC

I to tyle na dziś. Już szykuję ostatnią część notki tofifestowej, a w zanadrzu mam jeszcze kilka fajnych tekstów, więc koniecznie wpadajcie!

Komentarze