Maniak inaczej #136: Bella Tofifest 2026, część czwarta

Kolaż kadrów z filmów: „Renoir”, „Krótka historia o miłości” i „Heysel 85”.

Pora na ostatnią (tym razem na serio!) notkę potofifestową. Opowiem w niej o trzech filmach, które obejrzałem ostatniego dnia festiwalu. Będą to produkcje z Włoch, Japonii oraz Belgii.

MANIAK O FILMACH

Krótka historia o miłości

Kadr z filmu „Krótka historia o miłości”. Przedstawia główną bohaterkę, Leę. Kobieta przykłada do twarzy rękę w geście zamyślenia. Ukazana jest na zbliżeniu. Prawdopodobnie siedzi.

Reżyserski debiut scenarzystki Ludoviki Rampoldi (znanej między innymi z Gomorry i włoskiej wersji Be-tipul) zainteresował mnie przede wszystkim ze względu na poruszaną tematykę. Główną bohaterką filmu jest Lea. To dziennikarka, która wspólnie z partnerem, serialowym aktorem, wychowuje córkę. Coś jednak w ich związku nie działa. Pewnego wieczoru Lea poznaje w barze sejsmologa Rocco. Wkrótce między nieznajomymi nawiązuje się romans, który coraz bardziej przybiera na intensywności. Emocje Lei wymykają się spod kontroli, a zauroczenie przeradza się w obsesję. Ale czy kobieta rzeczywiście poznała Rocco tylko przypadkiem?

Ta opowiedziana w rozdziałach historia, choć zaczyna się dość znajomo, ostatecznie skręca w niespodziewane rejony i zaskakuje przemyślanym finałem. Obraz Rampoldi jest jak misterna układanka, a gdy wszystkie jej elementy trafiają na swoje miejsce, pozostaje tylko wykrzyknąć „Aha!”. 

Pod płaszczykiem dramatu z elementami komedii romantycznej kryją się w Krótkiej historii o miłości przemyślenia na temat zdrady, nietrwałości relacji i nieprzewidywalności ludzkich uczuć. Rampoldi spogląda analitycznym okiem na tworzone przez bohaterów związki oraz buzujące emocje, które czasem prowadzą postaci do szalonych wprost działań. Wszystko zaś doprawia miejscami ciętym, a miejscami nawet absurdalnym humorem, dzięki czemu jej obraz nie przytłacza widza.

Reżyserce udało się też zebrać całkiem niezłą obsadę. W roli głównej zobaczymy Pilar Fogliati (Follemente), Adriano Gianniniego (In Treatment) oraz prawdziwą legendę włoskiego kina Valerię Golino (niedawno można było ją oglądać w Wolności po włosku). Wszyscy spisują się znakomicie: Fogliati jako emocjonalne serce filmu, Giannini jako nieco niedostępny i wycofany emocjonalnie obiekt jej uczuć, a Golino jako skrywająca pewną tajemnicę liberalna terapeutka.

Krótka historia o miłości to udany mariaż gatunków i pełna ciekawych przemyśleń opowieść o współczesnych związkach. A przy okazji jest również znakomicie poprowadzona i wyreżyserowana. Oby Ludovica Rampoldi częściej zasiadała w reżyserskim fotelu.

Renoir

Kadr z filmu „Renoir”. Przedstawia główną bohaterkę, Fuki. Dziewczynka z uśmiechem tańczy. Za nią znajdują się trzy inne osoby, które jej towarzyszą.

Renoir w reżyserii Chie Hayakawy, to moje ostatnie spotkanie z kinematografią japońską podczas tegorocznego Tofifestu. Mam nadzieję, że filmy z tego kraju będą częstszym gościem na festiwalu i cieszę się, że na 24. edycji pojawiły się aż trzy.

W swoim drugim po Planie 75 pełnometrażowym obrazie, Hayakawa opowiada historię inspirowaną własnym dzieciństwem. Główna bohaterka to 11-letnia Fuki Okita. Ojciec dziewczynki jest chory na nowotwór, a zapracowana matka bywa chłodna i niedostępna. Fuki musi zmierzyć się zatem z rodzinnymi problemami, a przy okazji z własnym dojrzewaniem.

Podobnie jak omawiany w poprzedniej części moich tofifestowych tekstów Yugo Florida, Renoir to w dużej mierze opowieść o godzeniu się ze stratą ojca. Tym, co czyni jednak japoński film wyjątkowym, jest perspektywa, z jakiej śledzimy tę historię. To przede wszystkim spojrzenie na wrażliwość i emocje jedenastoletniej dziewczynki, doskonale zresztą zagranej przez Yui Suzuki. Jej Fuki podświadomie ucieka od rzeczywistości w świat fantazji, wytwarzając swego rodzaju pancerz przed tym, z czym trudno jej byłoby się pogodzić. Jednocześnie ta ucieczka paradoksalnie czasami pakuje ją w kłopoty, jak choćby w niepokojącej scenie spotkania z pewnym nieznajomym.

Hayakawa rezygnuje w Renoir z jednej ciągłej opowieści na rzecz narracji epizodycznej. Obserwujemy więc kolejne wydarzenia z życia Fuki i jej rodziny, które oczywiście tworzą większą historię, ale mającą raczej fragmentaryczny charakter. Oglądamy spotkania Fuki z koleżankami, wizyty w szpitalu, podsłuchane rozmowy rodziców, zabawy w hipnozę, a nawet szkolne lekcje angielskiego, które przy okazji stanowią zgrabną klamrę kompozycyjną.

Reżyserka przyznaje, że do stworzenia filmu zainspirowała ją własna rodzinna historia — jej ojciec również chorował na nowotwór, kiedy była dziewczynką. Celem Hayakawy było nakręcenie obrazu, który opowiada o samotności, nawet w obecności rodziny. Jednocześnie podkreśla, że choć planowała zrealizować tę opowieść, odkąd ukończyła 20 lat, dopiero teraz, gdy sama została matką, potrafiła podejść do postaci rodziców w bardziej empatyczny sposób. I rzeczywiście — choć to emocje Fuki wysuwają się na pierwszy plan, jej rodzice wcale nie budzą w widzu odrazy, a raczej zrozumienie.

Choć film Chie Hayakawy bywa porównywany do twórczości Hirokazu Koreedy, moim zdaniem naznaczony jest swego rodzaju melancholią, której u kolegi po fachu Hayakawy uświadczymy raczej rzadziej. To kino zdecydowanie naznaczone autorskim, oryginalnym głosem reżyserki i warto się z nim zapoznać.

Heysel 85

Kadr z filmu „Heysel 85”. Przedstawia główną bohaterkę, Marie. Pełna skupienia maszeruje w korytarzach wewnątrz tytułowego stadionu, mijając osoby zaatakowane przez brytyjskich chuliganów.

Tofifest zakończyłem opartym na prawdziwych wydarzeniach filmem Heysel 85. Opowiada on o tym, co działo się w maju 1985 roku na stadionie Heysel w Brukseli, kiedy odbywał się finał piłkarskiego Pucharu Europy. Miały się w nim zmierzyć włoski Juventus oraz brytyjski Liverpool. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu brytyjscy chuligani zaatakowali włoskich kibiców, a konflikt — z uwagi na zaniedbania organizacyjne — szybko eskalował. W jego wyniku zmarło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych.

Film Teodory Any Mihai opowiada o tej tragedii z dwóch perspektyw. Śledzimy 30-letnię Marie, córkę burmistrza Brukseli pracującą w charakterze jego attaché prasowej. To właśnie z następstwami złych decyzji i nieodpowiedzialności ojca będzie musiała się zmierzyć. Obserwujemy również 31-letniego Lucę Rossiego, czyli włoskiego dziennikarza, który ma relacjonować mecz dla telewizji. Na stadionie znajduje się rodzina Luki, więc wkrótce młody reporter będzie musiał zaangażować się w ich poszukiwania.

U swych podstaw Heysel 85 to opowieść o zaniedbaniach osób na najwyższych szczeblach władzy. Co jednak ważne, ich pycha, pijaństwo, próby przerzucania się winą czy wreszcie bezradność w obliczu kryzysu nie są podawane w sensacyjnej otoczce. Celem Mihai nie jest zszokowanie widza za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie: jej film to raczej przyziemna analiza przyczyn tragedii i chłodna obserwacja działań osób u władzy w sytuacji krytycznej. W połączeniu z bardzo surowymi, ale i dynamicznymi zdjęciami z ręki tworzy to niesamowitą wręcz atmosferę.

Reżyserka doskonale buduje napięcie, a dzieje się tak przede wszystkim za sprawą umiejętnego dozowania kolejnych informacji. Suspens sięga zenitu, gdy obwiniający się nawzajem politycy muszą podjąć decyzję: odwołać mecz czy pozwolić zawodnikom go zagrać, by nie dopuścić do eskalacji agresji.

Choć Heysel 85 odwołuje się do prawdziwych wydarzeń sprzed 41 lat, to tak naprawdę stanowi też przestrogę na dzisiejsze czasy, i to nie tylko w piłkarskim kontekście. Mihai pokazuje bowiem jak bierność, pycha i ignorancja władzy może stanowić iskrę zapalną i przyczynić się do wybuchu tragedii. Warto go zatem obejrzeć i spojrzeć na niego również przez pryzmat współczesnych nastrojów.

MANIAK NA KONIEC

I to już koniec tofifestowych wpisów, ale przygotowuję dla Was kolejne teksty, więc odwiedzajcie bloga lub moje profile na portalach społecznościowych!

Komentarze