Maniak ocenia #324: Odyseja

Plakat Odysei. W centrum majestatyczna postać Agamemnona. Stoi odwrócony plecami. Odziany w zbroję z czernionego brązu, na głowie nosi hełm z piuropuszem zwieńczonym złotymi elementami. Wpatruje się w mglistą, spowitą błękitem dal, z w której majaczą niewyraźne sylwetki żołnierzy oraz skał. U dołu napis: „A film by Christopher Nolan: The Oddysey. 07.17.26”.

— Albercie? Kiedy przyszedłem do ciebie z obliczeniami, martwiliśmy się, że wywołamy reakcję łańcuchową, która zniszczy cały świat...
— Pamiętam doskonale. Co w związku z tym?
— Myślę, że ją wywołaliśmy.

Ten wieńczący Oppenheimera dialog pozostał ze mną po seansie aż do dziś i nie bez powodu otwieram nim recenzję Odysei Christophera Nolana. Odnoszę bowiem wrażenie, że to film, który powstał w pewnym sensie jako rozwinięcie głównej idei poprzedniego obrazu reżysera. I choć ekranizacja poematu Homera to kulminacja wielu motywów z dotychczasowej nolanowskiej twórczości, u jej rdzenia leży opowieść o człowieku, który jak Oppenheimer dokonał rzeczy wielkiej, ale jednocześnie straszliwej. To historia mężczyzny, który nade wszystko przepełniony jest żalem.

MANIAK O SCENARIUSZU

Penelopa (Anne Hathaway) oraz Telemach (Tom Holland) przy murach pałacu w Itace. Oboje zamyśleni. Penelopa spogląda w dal, ku niebu. Telemach wpatruje się w matkę.

Swoją interpretację eposu Homera Nolan rozpoczyna tak samo jak starożytny grecki poeta — in medias res. Trafiamy na Itakę, do pałacu zajmowanego przez zalotników. Ubiegają się oni o rękę Penelopy, żony Odyseusza, pragnąc zasiąść na królewskim tronie. Kobieta jednak, wraz z synem Telemachem i wiernymi im sługami (na czele ze świniopasem Eumajosem), wciąż żyją nadzieją na powrót prawowitego króla. Ten, mimo zakończenia wojny, którą pomógł zwyciężyć, od lat nie wraca do domu. Więziony na wyspie przez nimfę Kalipso opowiada jej swoją historię…

Choć Nolan dokonuje pewnych narracyjnych skrótów, pozostaje stosunkowo wierny strukturze poematu Homera. Umieszcza w swoim filmie większość przygód Odyseusza, ale w każdej z nich szuka czegoś nowego. W epizodzie z Polifemem dosadniej niż u Homera wybrzmiewa zuchwałość bohatera i nadużycie boskiego prawa nakazującego gościnności. W historii Kirke wyłania się nienasycony apetyt załogi Odysa i jej zezwierzęcenie. Śpiew syren jest nie tylko piękny, ale potrafi wręcz wywołać kryzys egzystencjalny.

To wszystko proste zabiegi nadające podróży Odysa nowych kontekstów lub uwydatniające motywy, które są już obecne u Homera. Nolan, który przed napisaniem scenariusza zapoznał się z kilkoma tłumaczeniami Odysei[1], chciał tę opowieść zbudować właśnie w taki sposób — odnajdując w niej to, co niekoniecznie było dla wszystkich odbiorców oczywiste. Jego Odyseusz nie jest więc tylko spryciarzem przeklętym przez bogów. To człowiek, który mierzy się z konsekwencjami swojej zuchwałości, pychy i przebiegłości.

Przyparty do konia trojańskiego Sinon (Elliot Page) u skraju życia. Ma przymknięte oczy i uchylone usta. Do jego brody przyłożony jest miecz.

Wyrzuty sumienia Odyseusza doskonale zresztą uosabia dodany do tej historii wątek Sinona. Postać ta nie pojawia się u Homera ani w Iliadzie, ani w Odysei, choć jest obecna w Eneidzie Wergiliusza. Tamtejszy podstępny Grek nie ma jednak za wiele wspólnego z wersją filmową — żołnierzem oszukanym przez własnych ludzi, by uwiarygodnić ich fortel. Sinon powraca potem w przejmującej scenie u progu Hadesu, by uświadomić Odyseuszowi, co zrobił.

Choć nolanowska Odyseja to opowieść o żalu, nie brak w niej miejsca na odkupienie. Doskonale widać do dzięki kontrastowi między Odyseuszem a Antinoosem, czyli jednym z głównych zalotników. Wątek tego drugiego również łączy się bowiem ze wspomnianym Sinonem. Tam, gdzie Odys oddaje jednak hołd swojemu dawnemu towarzyszowi broni, Antinoos się go wyrzeka. Bohater opowieści zdaje sobie sprawę ze swych błędów i próbuje je naprawić choćby gestami. Czarny charakter natomiast tkwi w swej pysze do samego końca.

Na reinterpretacji tekstu źródłowego zyskują też inne postaci. Penelopa jest bardziej sprawcza, Kalipso ma w sobie więcej człowieczeństwa, a Helena jest przepełniona żalem o to, że wykorzystano ją jako wymówkę do rozpętania wojny. Nolan daje też większą przestrzeń relacji Odysa i Telemacha, pozwalając im spędzić ze sobą trochę więcej czasu. Niezwykle poruszający jest wreszcie wątek wiernego Odysowi do samego końca świniopasa Eumajosa. To on najgłośniej sprzeciwia się zalotnikom i on jest pierwszą osobą, z którą Odyseusz rozmawia po powrocie na Itakę. On jest pod nieobecność swego pana figurą ojcowską dla Telemacha i on dogląda wiernego Odysowi psa Argosa.

Stoicki Eumajos w pałacu na Itace. Opiera się na lasce. Na jego twarzy maluje się delikatne zrezygnowanie. Oświetlają go płomienie pochodni.

Argos to zresztą kolejna postać, która została rozwinięta względem oryginału. Widzimy nie tylko poruszającą scenę rozpoznania Odysa po latach jego tułaczki. Nolan dobudowuje do tej opowieści początek i rozwinięcie, zgodnie z podstawowymi zasadami narracji filmowej. Dopisuje zatem scenę, w której pies i jego pan się poznają, przypomina co jakiś czas o ogromnej wierności Argosa i wzbudza w widzu współczucie, gdy zalotnicy wyrzucają czworonoga z pałacu.

Nolan słynie z tego, że jego filmy dzieją się w stosunkowo bliskich rzeczywistości światach. I choć Odyseja w jego interpretacji też romansuje w jakiś sposób z realistyczną konwencją, reżyser nie rezygnuje w niej z elementów fantastycznych, jak choćby zrobili to Benioff i Petersen w Troi z 2024 roku. Przeciwnie — swój film Nolan otwiera słowami: „W czasach, gdy na świecie istniała magia…”. Najbardziej znane z eposu Homera elementy baśniowe wciąż są zatem w scenariuszu obecne: przerażający cyklop, olbrzymi Lajstrygonowie, czarodziejka Kirke, cienie wojowników w Hadesie, Scylla i Charybda, syreny czy nawet magiczne właściwości lotosu.

Najciekawiej Nolan podchodzi jednak do bóstw. Jest w ich przypadku zdecydowanie mniej dosłowny niż Homer. Próżno więc w filmowej Odysei szukać ukazanych wprost boskich knowań i intryg. Są jednak bóstwa mocno obecne we wszelkich zjawiskach naturalnych. Rozszalały ocean jest zatem wyrazem gniewu Posejdona, a grom błyskawicy to ostrzeżenie Zeusa przed złamaniem jego boskiego prawa ksenii, czyli gościnności.

Noc, płonąca Troja. Na pierwszym planie ciemne sylwetki walczących żołnierzy, za nimi płonące budynki i pochylona wieża, która za chwilę runie na ziemię.

Ksenia jest zresztą niezwykle ważnym motywem filmu, podobnie jak w eposie Homera. Bohaterowie co krok podkreślają wagę prawa Zeusa oraz to, jak istotne jest, by każdego taktować jak swego. Tych, którzy prawa tego nadużywają, czeka zguba — jak zalotników, ale i samego Odyseusza oraz jego towarzyszy, którzy: podstępem wtargnęli do Troi, zakłócili spokój Polifema, Lajstrygonów i Kirke czy wreszcie bez zezwolenia posilili się wołami Heliosa. Ksenia jest w świecie Odysei wartością nadrzędną, a brak szacunku wobec niej to często pierwszy krok ku poważnym przewinom.

I tym sposobem wracamy do żalu, o którym wspomniałem wcześniej. Te ciągnące się za głównym bohaterem wyrzuty sumienia, tak pięknie uosobione w wątku Sinona czy podkreślone niełatwą relacją Odysa z własną załogą, objawiają się w jeszcze jeden sposób: w obrazie Ateny, który powraca do Odyseusza od chwili zbezczeszczenia jej trojańskiej świątyni. To jedyna bogini, która dostaje w filmie ludzką twarz i stanowi dla protagonisty zarówno przypomnienie o jego dawnych zbrodniach, jak i ostateczne źródło odkupienia.

Choć raz po raz podkreślam przewodni moim zdaniem motyw żalu, Odyseja Nolana nie jest oczywiście pozbawiona innych przemyśleń. To także opowieść o miłości i wierności, które — inaczej niż u Homera — wymagane są zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn (nie ma tu miejsca na świadome skoki w bok Odysa). To opowieść o stawianiu czoła przeciwnościom i o wytrwałym dążeniu do celu. O dojrzewaniu do swych ról i dostrzeganiu swych słabości. To wreszcie opowieść o końcu epoki i przestroga przed tym, by nie powtarzać błędów naszych przodków.

MANIAK O REŻYSERII

Christopher Nolan na planie „Odysei”. Kuca u dołu schodów prowadzących do świątyni Ateny. Wyciąga prawą rękę i dotyka głowy, która spadła na ziemię z posągu Ateny. Z prawej i lewej strony fragmenty sylwetek ekipy filmowej.

Christopher Nolan to reżyser, który w swej twórczości stale przesuwa granice kina. Nie inaczej jest z Odyseją — pierwszym w historii pełnometrażowym filmem fabularnym nakręconym w całości kamerami IMAX na taśmie filmowej 70 mm. To format i technologia szczególnie Nolanowi bliskie, zdolne uchwycić niezwykle realistyczny i szczegółowy obraz. Z jego zastosowaniem wiązało się jednak sporo wyzwań, przede wszystkim związanych z rozmiarem i hałaśliwością kamer. Opracowano więc ich nową, cichszą wersję oraz specjalną wytłumiającą obudowę. Podczas zbliżeń korzystano natomiast ze specjalnego systemu luster, żeby aktorzy mogli widzieć się nawzajem[1][2]. Wszystkie te zabiegi zdecydowanie się opłaciły, bo oko IMAX-owej kamery rzeczywiście oddaje wszelkie ekranowe faktury z niesamowitą wręcz dokładnością.

W pogoni za realizmem Nolan stronił od scenografii budowanych w studiach filmowych i zamiast tego zrealizował znakomitą większość zdjęć w plenerach. Wraz z ekipą i obsadą zawitał więc do Włoch, Grecji, Sahary Zachodniej, Szkocji i Islandii. Różnorodność tych miejsc, ale również ich autentyczność pozwoliły osadzić Odyseję jak najbliżej rzeczywistości. Podobnie było ze statkiem Odyseusza i jego towarzyszy. Nolan pożyczył, co prawda, okręt z nordyckiego kręgu kulturowego, ale przy założeniach, że potrzebuje łodzi o drewnianym kadłubie wybudowaną za pomocą dawnych szkutniczych metod i zdolną do stawiania czoła oceanowi. Aktorzy nauczyli się nią żeglować, a do tego towarzyszyła im 26-osobowa załoga, którą reżyser wykorzystał jako statystów[3]. Kiedy więc Odyseusz i jego ludzie stawiają czoła gniewowi Posejdona, obserwujemy prawdziwe zmagania z żywiołem. Efekt jest niesamowity — widz czuje, jakby sam był z Odysem na statku i wraz z nim płynął po niesamowitych krainach w poszukiwaniu Itaki.

Niesamowite są wizualne pomysły reżysera. To taki film, który ogląda się, z jednej strony wiedząc, co się wydarzy, a z drugiej zastanawiając się, jak reżyser to pokaże. Wiele filmowych obrazów na pewno na długo ze mną zostanie. Przejmujący jest choćby widok konia trojańskiego — przysypanego przyniesionym z przypływem piaskiem, zdającego się niemal czekać, aż zabiorą go morskie fale. Fortel doskonały, ale i okupiony ofiarą greckich żołnierzy.

Cyklop Polifem w swojej pieczarze. Oświetlony płomieniami ogniska w ręku trzyma jednego z towarzyszy Odyseusza.

Przerażające jest spotkanie Odyseusza i jego załogi z Polifemem w ciemnej, oświetlonej tylko wątłym blaskiem płomieni pieczarze. Gdy cyklop ożywiony za pomocą technik lalkarskich, robotyki, animatroniki i niesamowitej gry aktorskiej[3] w milczeniu chwyta i pożera towarzyszy Odysa, przywodzi na myśl Saturna z obrazu Goyi.

Podobny niepokój budzą Lajstrygonowie, gdy w milczeniu rzucają się na bohaterów i bez wysiłku rozprawiają się z nimi, ciskając ich ciałami z taką lekkością, jak gdyby rzucali piłką. W pamięci pozostaje Kirke, gdy ze stoickim spokojem dotyka twarzy załogi Odyseusza, formując z nich świńskie ryje. W nastrój refleksyjności wprowadzają wychodzące spod błotnistej ziemi cienie zmarłych w Hadesie. I wreszcie wzruszenie wywołuje obraz dekapitowanego posągu Ateny zestawiony z pozbawianiem młodej trojańskiej kapłanki głowy. Każdy z tych pomysłów przemyślany i doskonale budujący narrację.

Są oczywiście w filmie zabiegi typowe dla stylu Nolana. Gdy pragnie zbudować napięcie, chętnie korzysta z montażu równoległego. Jest tak choćby w scenie z Kirke, gdy oraz bardziej złowieszcze interakcje czarodziejki z załogą Odysa przeplecione są ze sceną polowania bohatera, które uświadamia mu zagrożenie. Pojawiają się też typowe dla twórczości reżysera powracające obrazy w postaci krótkich, charakterystycznych migawek, czasem prześladujących widza tak samo, jak prześladują bohaterów. Jest wreszcie emocjonalny kolaż scen w finale, stanowiący tło do pełnego wielkich słów monologu. I najważniejsze: nielinearna narracja tak charakterystyczna przecież dla tego filmowca. Wszystko to zdaje się w Odysei wykorzystane z prawdziwą perfekcją.

MANIAK O AKTORACH

Odyseusz (Matt Damon) u brzegów Troi. Wpatruje się w coś z zamyśleniem. Za nim obóz towarzyszy broni, żołnierze i łodzie.

Nolanowi udało się skompletować w Odysei prawdziwą aktorską śmietankę Hollywood. Jego obsadowe wybory, choć czasem bardzo nieszablonowe, są trafione w stu procentach. Na wszystkie, nawet te mniejsze role, warto zwrócić uwagę.

Matt Damon, który wciela się w Odyseusza, tworzy kreację niezwykle złożoną i chyba nie będzie przesadą, jeśli dodam też, że jedną z najlepszych w dotychczasowej karierze. To, jak zręcznie przechodzi od człowieka pełnego zuchwałości i buty do mężczyzny umęczonego i skruszonego, przekona nawet tych, którzy stracili wiarę w talent tego aktora.

Niezwykle poruszająca rola przypadła Anne Hathaway, która jako kluczowa dla fabuły postać pojawia się u Nolana po raz trzeci. Jej Penelopa to ktoś, kto tłumi w sobie rozdzierające uczucie tęsknoty i powoli traci nadzieję. Te buzujące w niej, z trudem powstrzymywane emocje widoczne są w każdym geście i spojrzeniu aktorki. Gdy w obecności syna Penelopa wreszcie pozwala im wyjść na wierzch, są niczym wybuch wulkanu.

Telemach (Tom Holland) na łodzi. Spogląda z delikatnym zdziwieniem. Lewą ręką, na której widoczny jest złoty sygnet, przytrzymuje pelerynę.

Tom Holland jako Telemach, choć prawdopodobnie najmniej widowiskowy spośród aktorów, umiejętnie utrzymuje tę postać na granicy między okresem chłopięcym a dojrzałością. Jego bohater musi się jeszcze wiele nauczyć, ale gotów jest również wziąć sprawy w swoje ręce i dorosnąć do tego, czego się od niego oczekuje.

Niemal nierozpoznawalny jest John Leguizamo. Zwykle obsadzany w rolach śliskich, nieprzyjemnych typów, w Odysei wciela się w poczciwego Eumajosa. Aktor zachwyca przede wszystkim niesamowitą wrażliwością, ale i statecznością, które nie zawsze ma okazję w swojej pracy pokazać.

Na zupełnie przeciwnym biegunie znajduje się zaś Robert Pattinson, który wciela się w podłego, podstępnego i pozbawionego honoru Antinoosa. Aktor bawi się tą rolą niemal na granicy parodii, nigdy jej jednak nie przekraczając, by widz nie zignorował zagrożenia, które Antinoos reprezentuje.

Antinoos (Robert Pattinson) w pałacu na Itace. Pogrążony w myślach siedzi przy stole ze złożonymi rękami.

Znany raczej z ról komediowych Himesh Patel gra Eurylochosa, najbliższego towarzysza i prawą rękę Odyseusza. Patel z niezwykłą misternością portretuje człowieka, który traci wiarę w swego dowódcę, a z nią i resztki lojalności. Konflikt, który rodzi się między Eurylochosem a Odysem, choć subtelny, dzięki Patelowi nabiera na znaczeniu.

Na nieco dalszym planie szczególnie porusza Elliot Page. Gdy jako Sinon pełen żalu przemawia do Odyseusza u bram Hadesu, nie sposób nie odczuć, że stanowi emocjonalny rdzeń całej opowieści. Majestatyczny w czernionej zbroi z brązu Agamemnon w interpretacji Benny'ego Safdiego właściwie nie musi się odzywać, żeby widz mógł odczuć wagę jego postaci. Niknący w jego cieniu Jon Bernthal zaskakuje maskowanym władczością rozgoryczeniem. Podobnie rozgoryczona jest zresztą piękna Lupita Nyong’o, zarówno jako pełna żalu Helena, w imię której toczono wojnę, jak i w roli żądnej zemsty Klitajmestry, jej bliźniaczej siostry, która w imię ambicji męża straciła córkę.

Swoją obecnością na ekranie magnetyzuje Kirke w wykonaniu Samanthy Morton — przeraźliwie chłodna, opanowana i beznamiętna. Charlize Theron, choć może nieszczególnie wyrazista, sięga po wiele ciekawych środków, by ukazać wewnętrzne rozdarcie Kalipso. I wreszcie Zendaya jako Atena, która co jakiś czas objawia się Odyseuszowi, by przypominać mu o jego grzechach. To rola w dużej mierze cicha i spokojna, ale gdy w finale dociera do widza jej waga, stoicyzm Ateny i jej delikatne kręcenie głową w geście rezygnacji wyrażają więcej emocji niż tysiące słów.

MANIAK O TECHNIKALIACH

Christopher Nolan i Hoyte van Hoytema podczas pracy nad „Odyseją”. Obaj stoją za kamerą IMAX i sprawdzają zamocowany na jej szczycie ekran. W tle ekipa filmowa.

Pod względem technicznym Odyseja jest produkcją nie tylko bardzo udaną, ale wręcz imponującą swoim rozmachem. Wspominałem już o tym, że film w całości nakręcono kamerami IMAX, co nadało zdjęciom powalającej szczegółowości. Dla ich autora Hoyte van Hoytemy to piąty wspólny projekt z Nolanem, zdążył więc wypracować z reżyserem wspólny język. Detale uchwycone na IMAX-owej taśmie van Hoytema łączy z realizmem dzięki nakręceniu większości zdjęć w naturalnym świetle. Wyprawa Odyseusza staje się w związku z tym bardziej namacalna, pod pewnymi względami nieprzewidywalna, a co za tym idzie: wiarygodna. Nie brak jednak i ciekawej zabawy światłocieniem, zwłaszcza w scenach wewnątrz pałacu na Itace, w pieczarze Polifema czy podczas nocnego ataku na Troję.

Montażem Odysei zajęła się Jennifer Lame. Zadanie z pewnością nie było łatwe — to w końcu nietrzymająca się chronologii opowieść nielinearna — ale Lame nie zawodzi. Kolejne sceny doskonale ze sobą współgrają i jasno z siebie wynikają. Tempo opowieści jest znakomite. W odpowiednich momentach opowieść płynie niczym pokonująca ocean łódź Odysa, w innych pędzi i wzbudza niepokój dzięki montażowym sztuczkom, by wreszcie raz po raz zatrzymać się i pozwolić widzowi na oddech. Wszystko to montażystka osiąga, przeplatając perspektywy, plany czasowe i nadając materiałowi specyficznego nolanowskiego stylu.

Odyseusz i jego towarzysze w lesie. Spoglądają z przerażeniem, jak gdyby właśnie napotkali śmiertelne zagrożenie.

Ruth De Jong — kolejna powracająca współpracowniczka Nolana — zajęła się scenografią. Jej interpretacja mitycznej Grecji i odwiedzanych przez Odysa krain jest zgodnie z wizją reżysera dość przyziemna. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że nudna. Wręcz przeciwnie — De Jong tworzy w plenerach i studiu filmowym niesamowicie różnorodne wizualnie miejsca: od naznaczonego upływem czasu pałacu na Itace przez niepozorną chatę Kirke na Ajaji i mroczną pieczarę Polifema aż po niepokojący Hades czy rozświetloną pochodniami Troję. Pracę De Jong doskonale uzupełniają zaś kostiumy autorstwa Ellen Mirojnick. To stroje niekoniecznie stuprocentowo wierne epoce, ale dopasowane do filmowej wizji i zachwycające różnorodną fakturą. Prostota większości z nich zostaje czasem genialnie przełamana, by wyróżnić niektóre postaci, jak choćby dzieje się z Agamemnonem.

Nolan słynie z bardzo konserwatywnego podejścia do efektów specjalnych. Zawsze stara się uchwycić kamerą wszystko, co tylko się da, i ewentualnie uwydatnić pewne elementy cyfrowo. W Odysei również był bardzo powściągliwy pod względem użycia komputera. Wraz z Andrew Jacksonem, który po raz czwarty nadzorował u reżysera efekty specjalne, postawili więc głównie na techniki praktyczne: animatronikę w przypadku Polifema czy sztuczki z montażem i charakteryzacją w przypadku przemiany załogi Odyseusza w świnie. Komputery wykorzystano dopiero na ostatnim etapie kształtowania obrazu, choć niektóre elementy filmu, jak choćby Scylla, musiały powstać z nieco większą ich pomocą. W żadnej jednak scenie nie odnosi się wrażenia sztuczności.

Kirke (Samantha Morton) w skupieniu zasiadająca przy stole. Za nią towarzysze Odyseusza.

I wreszcie muzyka. Z reguły jestem tradycjonalistą, jeśli chodzi o kompozycje filmowe, ale muszę przyznać, że choć podejście Ludwiga Göranssona do muzycznej ilustracji Odysei jest dość nowatorskie i niestandardowe, to w większości świetnie łączy się z filmową narracją. W tle kolejnych scen usłyszymy między innymi lirę i aulos, a także cały zestaw wykonanych z brązu bębnów — zarówno w czystej, jak i przetworzonej elektronicznie formie[4]. Metalowe brzmienia perkusyjne nadają filmowi nieco tajemniczości. Wygrywane na lirze akordy (a także towarzyszący naciąganiu cięciwy łuku jej pojedynczy dźwięk — fantastyczne rozwiązanie) i przeszywająca melodia aulosu doskonale z kolei podkreślają filmowe emocje. Nie brak wreszcie różnego rodzaju perkusyjnych postukiwań, które z powodzeniem budują napięcie.

MANIAK NA KONIEC

Odyseja Christophera Nolana to kolejny film reżysera, którym udowadnia, jak pięknie potrafi łączyć kino rozrywkowe z autorskim. To z jednej strony zrealizowany z ogromnym rozmachem audiowizualny spektakl, a z drugiej niezwykle refleksyjna opowieść o człowieku, który przyczynił się do krwawego zakończenia epoki. Poemat Homera przeniesiony na IMAX-ową taśmę zyskuje nowe znaczenia i odznacza się w pamięci. Być może to jeden z najwybitniejszych obrazów Nolana. Przynajmniej dopóki reżyser nie nakręci nowego i ponownie nie przesunie nim granic kina. Jako fan czekam na tę chwilę z niecierpliwością.

Kciuk uniesiony w górę — obrazkowy symbol najlepszej oceny w trzystopniowej skali bloga).
DOBRY


Źródła:

  1. ^a, b Christopher Nolan Has Been Dreaming of The Odyssey for More Than 20 Years.
  2. ^ Christopher Nolan and the Anxiety of Making ‘The Odyssey’.
  3. ^a, b The intimate odyssey of Christopher Nolan’s latest epic: ‘I’ve been telling this story in all my films’.
  4. ^  The Odyssey | In Studio: Ludwig Göransson.

Komentarze