MANIAK NA POCZĄTEK Sceniczną wersję „Into the Woods” (ochrzczonego u nas „Tajemnicami lasu”) oglądałem dość niedawno (chwała temu, kto wymyślił „American Playhouse” i przygotował profesjonalne nagranie przedstawienia w 1991 roku), w ramach przygotowania do seansu filmowej wersji. Nie przeszkodziło to żebym od razu się zakochał — „Into the Woods” z miejsca stał się moim ukochanym musicalem. Z taką świeżą miłością i wciąż grającymi w głowie piosenkami (Stephen Sondheim ma tę umiejętność tworzenia utworów, które łapią za ręce i już nigdy nie puszczają) zasiadłem do filmowej wersji „Into the Woods” Roba Marshalla. Liczyłem oczywiście na dobrze zagraną i zaśpiewaną oraz inteligentną i wierną (oczywiście na ile się da, bo zdaję sobie sprawę, że to, co sprawdza się w teatrze, nie zawsze sprawdza się w kinie) adaptację tego musicalu na potrzeby dużego ekranu. Czy...


