Maniak ocenia #265: "Once Upon a Time" S04E21-22

MANIAK ZACZYNA


Trwa właśnie piąty sezon „Once Upon a Time”. Już wyemitowano jego trzeci odcinek, a ja dopiero recenzuję finał sezonu czwartego. Ale biorę się w garść i ładnie nadrabiam zaległości, żeby móc pozostać z moją ukochaną produkcją na bieżąco i pisać Wam, co o kolejnych odsłonach myślę. Na razie więc w pakiecie ta recenzja i dużo bardziej szczegółowe omówienie odcinków.
Wracając do finału czwartego sezonu, to jest odcinek bardzo szczególny i znów, tak jak finał sezonu trzeciego, zrealizowany w konwencji specjalnego, dwugodzinnego filmu. A przy okazji jest tu tak dużo metatekstualnych nawiązań, mrugnięć okiem do fanów i smaczków, że uśmiech nie schodzi z twarzy prawie do końca seansu. Bo na końcu zastępuje go opad szczęki.

MANIAK O SCENARIUSZU


Tytuł finału to „Operation Mongoose” („Operacja Mangusta”), a autorami scenariusza są twórcy serialu, Eddy Kitsis i Adam Horowitz.
Plan Titeliturego i Isaaca się powodzi i historie wszystkich mieszkańców Storybrooke zostają przepisane na nowo — tak, że teraz to ci źli zdobywają szczęśliwe zakończenia. Zadanie, by wszystko przywrócić do dawnego stanu, spada na Henry’ego.
Pomysł, by uczynić chłopca de facto siłą napędową fabuły tego dwuczęściowego odcinka był ryzykowny, ale na szczęście okazał się strzałem w dziesiątkę. Twórcy fantastycznie rozwijają postać Henry’ego i pokazują, jak stopniowo dojrzewa. „Operation Mongoose” to przede wszystkim historia o nim, o jego fantastycznej podróży, u której celu znajduje nowe, ekscytujące wyzwanie.
Cała ta podróż Henry’ego opleciona jest jednak cudowną zabawą tym, z czym do tej pory w serialu mieliśmy do czynienia. Twórcy obracają role kluczowych bohaterów i stawiają ich w nowych sytuacjach (Śnieżka jest teraz Złą Królową, a Regina uciekinierką i bandytką; Titelitury został bohaterskim pogromcą ogrów, Hak jest na pokładzie Wesołego Rogera zwykłym majtkiem itd.). Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że Kitsis i Horowitz robią ze swoim serialem to, co do tej pory czynili z baśniami — wyciągają z opowieści przeróżne elementy i wstawiają je na zupełnie inne miejsca. Odnajdywanie wszelakich smaczków to naprawdę wielka frajda dla widza — zwłaszcza, że niektóre pomysły są naprawdę cudowne. I nie brakuje zwrotów akcji.
A potem nadchodzi koniec odcinka, który stopniowo zmienia ton, by ostatecznie całkowicie rozłożyć widza emocjonalnie. To w jaki sposób scenarzyści budują podłoże pod piąty sezon jest w swej prostocie genialne i świetnie nawiązuje do tego, co próbowano w gruncie rzeczy zasugerować już od początku drugiej połówki tego sezonu — tylko nikt nie wiedział, że skończy się to właśnie w taki sposób. Możliwości, jakie finał odkrywa przed twórcami są naprawdę nieskończone i mam nadzieję, scenarzyści z nich skorzystają, zabierając „Once’a” tam, gdzie dotąd się nie odważyli.

MANIAK O REŻYSERII


Komu najlepiej powierzyć reżyserię odcinków, w których tak zręcznie reinterpretowany jest dotychczas zrealizowany materiał? Oczywiście dwóm najbardziej zdolnym panom przy serialu pracującym, tj. Romeo Tirone’owi oraz Ralphowi Hemeckerowi. I właściwie te nazwiska mówią same za siebie, ale nie będę taki i napiszę troszkę więcej.
Tirone i Hemecker mają właściwie bardzo podobny styl, dzięki czemu udaje się zachować między obiema połówkami „Operation Mongoose” estetyczną spójność. Reżyserzy przede wszystkim bardzo świadomie komponują kadry (warto się temu przyjrzeć zwłaszcza w pierwszej połowie, w której Tirone serwuje fantastyczne symboliczne ujęcia — a to na zaciętą płytę, a to na otwartą dłoń z kluczem) i umiejętnie operują montażem (to z kolei domena Hemeckera). Fantastycznie wizualnie nawiązują do poprzednich odcinków i genialnie prowadzą aktorów. Do tego oczywiście bezbłędnie czują tempo historii i ani razu go nie zakłócają.

MANIAK O AKTORACH


„Operation Mongoose” to wspaniała okazja dla wielu „once’owych” aktorów do wyjścia z dotychczasowych ról i pokazania czegoś nowego. I większość znakomicie z tej okazji korzysta.
Wcielający się w Henry’ego Jared Gilmore na pierwszym planie sprawdza się całkiem nieźle. Młody aktor mocno dorósł, a jego umiejętności znacznie się od pierwszego sezonu poprawiły, dzięki czemu daje radę udźwignąć na swoich ramionach ciężar głównego wątku. Zwłaszcza, że pomocną dłoń wyciąga do niego najpierw niezrównana Lana Parilla, fantastycznie kreując ześnieżkowaną Reginę, a potem Jennifer Morrison, która — choć pozostaje w strefie komfortu — jest emocjonalnie prawdziwa i dostarcza bardzo udanego występu.
Sporo radości dostarcza Colin O’Donoghue. Jego Hak, zawsze pewny siebie i buńczuczny, tym razem staje się fajtłapowaty i niezdarny. Aktor potrafi ująć to bardzo naturalnie i subtelnie, dzięki czemu naprawdę bawi.
Bawi także Ginnifer Goodwin, która jako zła do szpiku kości królowa jest naprawdę fenomenalna. Aż trudno uwierzyć, że z optymistycznej, pełnej nadziei Śnieżki, tak płynnie przechodzi w kogoś bezwzględnego i nienawistnego. I tylko jedno się nie zmienia — wciąż delikatnie przyćmiewa Josha Dallasa jako Księcia. Choć nie powiem — Dallasowi też udaje się ukazać inny odcień jego bohatera.
Troszeczkę zawodzi Robert Carlyle, bo nie do końca potrafi nadać tej bohaterskiej wersji Titeliturego czegoś, co jednoznacznie odróżniłoby go od Titeliturego złego. Podobna intonacja, podobna gestykulacja i mimika — tylko kostium i charakteryzacja inne. Być może taki był zamysł, ale do mnie on nie trafia i wolałbym jakieś większe różnice. Ale na szczęście Carlyle rekompensuje to pod koniec odcinka, gdzie naprawdę dostarcza emocji.
Zachwyca Rebecca Mader, która staje się w tym odcinku tak słodka i miła, że niemal przypomina wcześniejszą rolę z „Zagubionych”. Po złej Zelenie prawie nie ma śladu, ale i ta dobra ma na drugi rzut oka coś niepokojącego. Może jest zbyt uprzejma? Tak czy siak, Mader działa tu na szóstkę.
Sean Maguire jako Robin Hood nie wyróżnia się tym razem niczym szczególnym, poza ogromnymi pokładami ekranowej charyzmy. Może więc po prostu pojawić się w danej scenie i już przykuwa oko. Mnie to całkowicie wystarczy, a i trzeba powiedzieć, że jego konsekwentna kreacja Robina Hooda jest przecież bardzo dobra.
Znów pojawia się Timothy Webber w roli Ucznia Czarnoksiężnika i znów biją od niego mądrość i doświadczenie. Aktor wspaniale wczuwa się w postać i jest bardzo wiarygodny.
No i wreszcie pan, za sprawą którego cała akcja odcinka się dzieje, czyli Autor w wykonaniu Patricka Fischlera. Bohater jest zagrany bezbłędnie, a wybór Fischlera do tej roli okazał się strzałem w dziesiątkę. Być może wspominałem o tym w którejś z poprzednich recenzji, ale aktor jak nikt nadaje się do portretowania takich śliskich, draniowatych, egoistycznych typów pokroju Isaaca. I bardzo dobrze.

MANIAK O TECHNIKALIACH


Technicznie „Operation Mongoose” nie wyróżnia się szczególnie na tle pozostałych odcinków. Mamy więc naprawdę ładne zdjęcia (zajrzyjcie do tej drugiej notki z recapem i zobaczcie, jakie dało się wyciągnąć śliczne kadry) oraz pomysłowy, sprawny montaż. Kostiumy są jak zwykle olśniewające (Eduardo Castro jest moim mistrzem), a charakteryzatorzy wykonują wspaniałą pracę, pomagając aktorom odnaleźć w sobie nowe oblicza.
Scenografia jest bardzo zróżnicowana — od przyzwoicie zaaranżowanych wnętrz, przez zielone plenery aż po komputerowe tła. Te ostatnie, choć z początku rażą, to ostatecznie da się do nich przyzwyczaić i przymknąć na pewne niedociągnięcia oko. Zwłaszcza, że pozostałe efekty są dość dobre. Błyski, poświaty, efekty świetlne czy nawet nadbiegający ogr wyglądają naprawdę nieźle i każą zwrócić uwagę na to że twórcy coraz lepiej korzystają z możliwości komputera, dostosowując liczbę efektów komputerowych do budżetu serialu.
Oczywiście, gdyby w tym wszystkim zabrakło Marka Ishama i jego fenomenalnej ścieżki dźwiękowej, to „Operation Mongoose” nie byłoby tak dobre. Muzyka robi swoje i działa na emocje niesamowicie.

MANIAK OCENIA


Finał zasługuje jak najbardziej na wysoką ocenę, co oznacza, że muszę mu dać:

DOBRY

I robię to z wielką przyjemnością.

PS. Jeśli seans macie za sobą, a chcielibyście zobaczyć, jak przeżyłem kolejne sceny i co w niektórych poznajdowałem — koniecznie przeczytajcie mój recap. A tekst o kolejnym odcinku już jutro!

Komentarze