Maniak marudzi #26: Nie znoszę pomidorów

MANIAK ZACZYNA

Przy okazji szumu, jaki wywołały niedawne recenzje Króla lwa A.D. 2019, postanowiłem przyjrzeć się pewnym trendom wśród internetowych komentarzy na ten temat, a poza tym raz na zawsze (taa, z moimi zasięgami) wyjaśnić co oznaczają poszczególne liczby na portalu Rotten Tomatoes. I tak, tytuł notki to trochę clickbait, bo o ile rzeczywiście pomidorów nie znoszę, to raczej tych do jedzenia (ale keczup i pomidorówka są spoko). W każdym razie zapraszam do dalszej lektury.

MANIAK MARUDZI

Sprawa pierwsza: po tym, kiedy zeszło embargo na recenzje filmu, bardzo dużo osób przytoczyło w mediach społecznościowych tekst Davida Ehrlicha. To recenzja wyjątkowo kąśliwa, sam Ehrlich zresztą nie ukrywa na swoim twitterze, że filmu szczerze nienawidzi. I w porządku — Ehrlich to dość znany i wpływowy krytyk (choć do takich legend jak Roger Ebert sporo mu brakuje), pewnie szczególnie kojarzony za przygotowywanie popularnych materiałów na Vimeo, w których wymienia 25 najlepszych jego zdaniem filmów roku. Tylko dlaczego w sprawie Króla lwa traktujemy go jako wyrocznię, ale w innych już niekoniecznie? Facet napisał równie krytyczne recenzje powszechnie lubianego Spider-Mana: Daleko od domu (mój człowiek!) czy świetnej Kapitan Marvel (nie mój człowiek). To filmy, które wiele osób spośród linkujących recenzję Ehrlicha ocenia raczej pozytywnie, a więc zupełnie inaczej niż sam krytyk. Dlaczego nagle stał się dla nich wszechwiedzącą wyrocznią, skoro do tej pory jego gust nie pokrywał się z linkującymi w stu procentach?
Żeby było jasne: nie jestem przeciwny profesjonalnym recenzjom krytyków filmowych i uważam, że należy ich czytać jak najwięcej. Potrafią one rzucić nowe światło na film i rozwijają nasze krytyczne myślenie oraz wiedzę, a poza tym krytycy często potrafią ubrać w słowa to, co my sami czujemy tylko emocjami, podświadomie. Warto zaznajamiać się z różnymi głosami, poznając zarówno te zbieżne z naszymi odczuciami, jak i te rozbieżne, by otworzyć się na inne spojrzenie i skonfrontować je ze swoim własnym. David Ehrlich jest dobrym krytykiem. Ale nie jest jedynym krytykiem. A Król lew podzielił ich niemal zupełnie na połowę. Dlaczego zauważana jest tylko ta gorsza połowa?
I tu dochodzimy do drugiej kwestii — serwisu Rotten Tomatoes i tego, jak rozumieć podawane na nim liczby. Ponieważ tekst piszę z powodu reakcji na recenzje Króla lwa, pozwolę sobie omówić cały problem na przykładzie ocen tego filmu. Przyjrzyjmy się najpierw temu, co widzimy po wejściu na stronę danego obrazu na portalu.
Pojawia się główna karta z informacjami. Zawiera ona tytuł filmu, konsensus krytyków, następnie odsetek pozytywnych recenzji (tzw. Tomatometer) oraz — w przypadku, gdy nastąpiła już premiera dla szerszej publiczności — ocenę tejże. Pod kartą główną można jeszcze znaleźć zdjęcia, materiały wideo, podstawowe informacje o filmie oraz — moim zdaniem — najważniejszy dział, w którym linkowane są poszczególne recenzje krytyków.
Przypatrzmy się temu najbardziej rzucającemu się w oczy parametrowi, czyli Tomatometerowi. Jak wspomniałem, jest to odsetek pozytywnych recenzji. Nie należy go mylić ze średnią oceną (o niej za chwilę) ani tym bardziej z liczbą, która miałaby być jakimś ostatecznym wyznacznikiem jakości filmu. Nie. To liczba mówiąca tylko o tym, ilu krytyków spośród tych, których recenzje zbiera portal, ocenia film pozytywnie.
Omówmy to na konkretnym przykładzie. W chwili, kiedy to piszę, Król lew zebrał 59% pozytywnych recenzji. To oznacza, że spośród 123 zebranych na Rotten Tomatoes ocen, 73 z nich to oceny pozytywne, a pozostałe 50 — negatywne. Krytycy podzielili się mniej więcej na połowę, przy czym wciąż przeważają recenzje pozytywne. Skąd więc zgniły pomidor, jak widać na powyższym zrzucie ekranowym? Otóż Rotten Tomatoes działa w ten sposób, że aby film otrzymał pomidora świeżego, musi dostać co najmniej 60% pozytywnych recenzji. Moim zdaniem to zbyt restrykcyjne wymogi — uważam, że zmniejszenie tego progu do 50%, albo wręcz wprowadzenie trzeciej klasyfikacji (np. neutralna), byłoby o wiele bardziej sprawiedliwe, ale cóż zrobić?
No dobrze, wiemy, że ten główny parametr na Rotten Tomatoes nie mówi o jakości filmu, ale raczej o tym, jak oceniają go krytycy i czy się ze sobą zgadzają. W tym wypadku są mocno podzieleni, a więc jednym film się podobał, a drugim nie. Moim zdaniem to nawet lepiej, bo jednogłośny zachwyt lub jego brak często budzi obawy o konformizm wśród krytyków i poleganie na zdaniu innych.
Wracając jednak do meritum: czy serwis udziela więcej informacji? Owszem. Kiedyś były widoczne gołym okiem, dziś trzeba nacisnąć przycisk „More info”.
Tym razem naszym oczom ukazuje się więcej szczegółów. Po pierwsze, możemy przełączyć się z podsumowania opinii wszystkich zebranych recenzji do podsumowanie recenzji krytyków, którzy są  oznaczeni na portalu jako „Top Critics”.
Po drugie, możemy zobaczyć średnią ocen — w tym wypadku wynosi ona 6,45/10. I to jest ta liczba, która bywa mylona z procentami ukazanymi na stronie głównej — obie mogą się diametralnie różnić. Tak jest choćby w przypadku filmu Pełzająca śmierć: obecnie 88% krytyków ocenia go pozytywnie, ale średnia ocen wynosi niewiele ponad tę Króla lwa, bo tylko 6,71/10. Ważne, żeby o tej różnicy wiedzieć i umieć ją zinterpretować.
Po trzecie, zakładka „More info” pozwala nam także sprawdzić, ile zebrano recenzji, ile z nich to recenzje pozytywne i ile to negatywne. W przypadku Króla lwa, tak jak wyliczyłem już wcześniejzebrano 123 recenzje, z czego 73 to recenzje pozytywne, a 50 — negatywne.
Warto przy tym pamiętać, że system Rotten Tomatoes nie jest idealny. Weźmy choćby teksty Ehrlicha. Mało przychylna, choć obok wad podkreślająca również pewne zalety filmu recenzja Marianne & Leonard: Words of Love (ocena C+ według amerykańskiej szkolnej skali) zakwalifikowana jest jako recenzja negatywna. Podobnie jest z recenzją najnowszego Spider-Mana [bardzo nieprzychylna (Ehrlich nazywa film stratą czasu), film oceniony na C, tekst zakwalifikowany jako recenzja negatywna]. Tymczasem recenzję Anny, która — jeśli się w nią wczytać — wcale pochlebna nie jest, zakwalifikowano już jako pozytywną, mimo że Ehrlich również wystawił filmowi ocenę C. Widać trója trói nierówna. Podobnie zresztą było kiedyś z jednym z tekstów Marka Hughesa — system niesłusznie uznał jego recenzję za negatywną i krytyk musiał sam wprowadzić odpowiednie zmiany. To raczej przypadki nieliczne i rzadkie, ale jednak się zdarzają.
To wszystko sprowadza się tak właściwie do jednego — nie można traktować Rotten Tomatoes jako absolutnego wyznacznika jakości filmu. To raczej narzędzie pomocnicze, które pozwala dowiedzieć się o pewnych trendach wśród krytyków, ale przede wszystkim ułatwia dostęp do konkretnych recenzji, co — jak już wspomniałem — uważam za najważniejszą funkcjonalność serwisu.

MANIAK NA KONIEC

Dobra, to tak szybko na koniec: o co mi w ogóle chodzi? Po pierwsze o to, by nie traktować jednego krytyka jako wyroczni, ale żeby próbować zapoznać się z różnymi głosami. Po drugie, żeby ta próba nie kończyła się na spojrzeniu na procenty w serwisie Rotten Tomatoes i ich niewłaściwej interpretacji, ale by obejmowała więcej: trochę lektury, trochę porównań. No i po trzecie, żeby zawsze podchodzić do seansów z otwartą głową — to nic złego, jeśli komuś spodoba się coś, co innym się nie podoba. Wierzcie mi, mówię to jako człowiek, który uwielbia film Batman v Superman. Dlatego, zanim ogłosicie, że Król lew to porażka, może wybierzcie się do kina?

Komentarze