środa, 22 kwietnia 2015 4/22/2015 11:55:00 PM

Maniak podsumowuje tydzień #92

Krzysztof Karol Bożejewicz

FILMY


„Batman V Superman: Dawn of Justice” — zapowiedź i plakaty


Zeszły tydzień to prawdziwe zwiastunowe trzęsienie ziemi. Pojawiło się ich mnóstwo: od mniejszych zapowiedzi, po większe, pełnoprawne filmy promocyjne. Ja oczywiście zaczynam od tego, który najbardziej mnie podekscytował. Zobaczcie:


Z całym zwiastunem wiąże się większa historia, bo pierwotnie jego premiera miała się odbyć przedwczoraj, w kinach IMAX w USA. Zdarzył się jednak wyciek, na który studio musiało zareagować, w związku z czym Internet dostał zwiastun w wersji HD już w piątek. Bardzo nie lubię takich akcji, bo to jednak psucie zabawy wielu fanom. No, ale przyjrzymy się z bliska temu, co widać na zwiastunie.
Na początek dostajemy wypowiedzi różnych osób, układające się w debatę na temat Supermana. Wśród głosów, które da się wyłowić, może być: astrofizyk Neil deGrasse Tyson (który ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza plotkom o swoim udziale w filmie), Holly Hunter czy Jesse Eisenberg.
Pierwsza kwestia brzmi: „Czy naprawdę kogoś dziwi, że najsilniejszy człowiek na świecie to postać, która budzi kontrowersje?” To wstęp, nakreślający sytuację i nastawienie ludzi do wybawiciela z gwiazd, a zarazem logiczna kontynuacja problemów, nakreślonych w „Człowieku ze stali”: tego jak ludzie reagują na odmienność.
Następnie otrzymujemy ujęcie na panoramę miasta, prawdopodobnie Metropolis. Na pierwszym planie znajduje się pomnik, do którego kamera powoli się zbliża. Słychać drugą kwestię: „Jako populacja tej planety szukaliśmy wybawiciela.” Pozytywny głos w dyskusji, który następnie zostanie wzmocniony ujęciem na Supermana otoczonego kultem fanów. Pomalowane twarze niektórych z nich mogą sugerować czas akcji tego konkretnego kadru — makijaż kojarzy się bowiem z obchodami hiszpańskiego Dnia Zmarłych.
Wchodzi drugi, męski głos: „Mówimy o istocie, której samo istnienie…”. W momencie, gdy wypowiadane jest słowo „istota”, daje się słychać kolejny głos, który mówi: „Obcy” — zdecydowanie nieciekawy nastrój wobec przybysza. Potem jest kolejna, intrygująca wypowiedź: „Nie mówią nam prawdy”. Prawdy, na jaki temat? Ujęcie znów zmienia się na panoramę Metropolis. Jesteśmy coraz bliżej pomnika. Mężczyzna kontynuuje: „…poddaje w wątpliwość nasze poczucie pierwszeństwa we wszechświecie.” Bardzo filozoficznie, ale w świecie, w którym pojawia się istota pozaziemska, wcale takie podejście nie dziwi. Warto też zwrócić uwagę na kolejny wtręt w tle: mężczyzna o głosie rzezimieszka krzyczy: „Zejdź nam z drogi”.
Ujęcie zmienia się na Supermana, trzymającego rosyjską rakietę (widać na niej symbol rosyjskiej agencji kosmicznej, Roskosmos). Czyżby Snyder i spółka chcieli też pójść trochę w polityczną stronę? A może to nawiązanie do „Czerwonego syna”? Sama scena przywołuje też na myśl podobny kadr z komiksowej kontynuacji „Smallville”.
Kolejny głos, brzmi jak Eisenberg (czyli Lex Luthor): „Ludzie mają okropną tendencję do podążania za…” Wchodzi kobiecy głos: „Tragedia”. Znów widzimy panoramę Metropolis, a Eisenberg kontynuuje: „…ludźmi o wielkiej władzy”. Wygląda na to że zasiewa ziarno wątpliwości i jest wobec przybysza nieufny — jak na Luthora przystało. Na ostatnie słowa nakładają się słowa kobiety, być może postaci granej przez Holly Hunter: „Władza nas psuje. A władza całkowita, psuje całkowicie.” To słowa obawy przed tym, że Superman wymknie się spod kontroli.
Tuż przed końcem wypowiedzi daje się słychać głos dochodzący z głośników: „Terror. Całkowity chaos”. Ujęcie na moment się zmienia. Widać teraz Supermana stojącego przed garstką klękających przed nim żołnierzy. Na ich ramionach można zauważyć symbol rodziny El. Czyżby jakaś specjalna jednostka poświęcona Supermanowi?
Znów Metropolis. Męski głos: „Może to po prostu facet, który chce zrobić coś dobrego”. To pierwsze słowa obrony wobec człowieka ze stali. Wchodzi głos kobiecy: „Teraz wiemy lepiej, prawda? Diabły nie pochodzą z piekła pod ziemią. Nie, pochodzą z nieba.” Wypowiedź przerwana jest kwestią wypowiedzianą przez jakiegoś mężczyznę, ale nie mogę jej rozszyfrować. W każdym razie — po raz kolejny widać, że świat jest wyraźnie podzielony na temat Supermana. Podoba mi się taka koncepcja, bo wydaje mi się, że właśnie tak byśmy zareagowali na taką sytuację.
Przechodzimy w bardzo ładne ujęcie Supermana unoszącego się nad ziemią i kobiety wyciągającej rękę w jego kierunku. Symbolika nieco mesjańska, co znów stanowi intrygującą kontynuację motywów z „Człowieka ze Stali”.
Jesteśmy coraz bliżej pomnika. Kobiecy głos: „Świat tak bardzo jest pochłonięty tym, co on potrafi, że nikt nie zapyta, co powinien.” Następnie wchodzi skandowanie: „Do domu! Do domu!”, a my możemy przyjrzeć się z bliska oświetlanemu stopniowo pomnikowi. To oczywiście pomnik poświęcony Supermanowi. Na elemencie, przedstawiającym symbol rodziny El napisano: „Fałszywy bóg” — znów, sporo osób nie ufa Supermanowi i ma go nie tylko za zagrożenie, ale też atakuje kult, jakim się go otacza. Świetny motyw.
I wtedy wchodzi głos Jeremy’ego Ironsa, wcielającego się w Alfreda. „Tak to się zaczyna.” Pomnik znika z ekranu, a jego miejsce zajmuje Bruce Wayne, który znajduje się w Bat-jaskini. Alfred kontynuuje: „Porywczość, gniew, poczucie bezsilności…” Bruce wpatruje się w coś z miną, jakby targały nim wątpliwości. Z tyłu widać zaś pewną gablotę — prawdopodobnie znajduje się w niej strój Robina. Fani komiksów skojarzą pewnie, że taka gablota pojawiła się w jaskini po śmierci Jasona Todda, jako pewnego rodzaju przypomnienie. Podejrzewam, że w „Batman v Superman” Robin nie żyje, co miało ogromny wpływ na Bruce’a i mogło zmusić go do przedwczesnej emerytury.
Ujęcie się zmienia. Widzimy teraz, że Bruce spogląda na swój strój, jakby zastanawiał się nad tym, czy ponownie go włożyć. Alfred kontynuuje: „…które czynią dobrych ludzi okrutnymi.” Te słowa mogą nawiązywać do samego Batmana (motyw gniewu odgrywał w komiksach dużą rolę w kształtowaniu tej postaci), ale kamerdyner może też odnosić je do kogoś innego, jako swego rodzaju ostrzeżenie.
Po tym wstępie całość przyspiesza. Zaczynamy od obowiązkowego napisu (”W 2016 roku”) na tle supermanowego symbolu (z ciekawej perspektywy). Następnie widzimy Batmana w czymś, co wygląda jak podniszczona rezydencja. Bohater, zdaje się przybył, coś odzyskać. Coś, co wygląda jak Batmobil. Uwagę zwraca też napis na jednej z kolumn na pierwszym planie: znak zapytania, będący oczywistym nawiązaniem do Riddlera.
Przenosimy się do portu. Śledzimy dron (bat-dron?), który dolatuje do strzelających z karabinów przestępców. Następują wybuchy i widzimy Batmobil, za którym również coś wybucha.
Kolejny rzut oka na logo, znów z fikuśnej perspektywy. Następnie wreszcie dostrzegamy odpowiednio ubranego Batmana, który wyłania się ze zgliszczy. Affleckowi bardzo w kostiumie do twarzy. Nie wspominając już o świetnej sylwetce.
O logo nie mówię, bo po nim znów oglądamy Batmana, tym razem na szczycie budynku. Ujęcie przywodzi na myśl filmy Nolana — taki mały, przemycony hołd dla poprzednika.
I wreszcie najważniejsza sprawa: coś, co szczęśliwcy z zeszłorocznego San Diego Comic-Conu mieli okazję już w pewnej formie oglądać. Spoglądamy na Batmana, ubranego tym razem w specjalną zbroję ze świecącymi soczewkami. Nad nim szybuje Superman. Zaraz dojdzie do starcia. I teraz pada absolutnie świetna kwestia Batmana: „Powiedz mi, krwawisz?” Z tego co słychać, w tej wersji Batman będzie stosował komputerowe zniekształcanie głosu.
Superman zlatuje na ziemię (z przytupem). I następuje zaciemnienie ekranu. Ale to nie koniec, Batman dopowiada: „Będziesz.” To jest Batman, jakiego znam z komiksów!
No i oczywiście obowiązkowe logo. Najpierw symbol Supermana, za którym dopiero chwilę później pojawia się symbol Batmana.
Zwiastun jest więc pełen wskazówek a propos filmu i dość jasno określa, jaki będzie ten produkcji. Moja ekscytacja wzrosła do maksymalnego poziomu i mam jak najbardziej dobre przeczucia. to będzie coś!
Zwiastun zwiastunem, ale są też absolutnie cudowne plakaty:


Bardzo świetny koncept i doskonale dobrany styl, trochę na przekór tym różnym fotoszopowym modom, które nie zawsze się sprawdzają.
I ostatnia rzecz związana z filmem: dostał polski tytuł i polską datę premiery. Obejrzymy go w Polsce pt. „Batman V Superman: Świt Sprawiedliwości” od 1 kwietnia. Tłumaczenie tytułu jest moim zdaniem nieco zbyt dosłowne, a na premierę będzie trzeba poczekać troszkę dłużej, ale to tylko szczegóły.

„Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” — zapowiedź i informacje


Drugi ekscytujący zwiastun to oczywiście zapowiedź „Gwiezdnych Wojen”. Ale zanim do niej przejdziemy (spokojnie, już sobie oszczędzę szczegółowych analiz), garść informacji z panelu filmu, który odbył się na tegorocznym konwencie Star Wars Celebration.
Przede wszystkim reżyser, J. J. Abrams, podkreślił wagę efektów praktycznych. Starano się wybudować na planie tak dużo, jak tylko się dało i ograniczyć efekty komputerowe do niezbędnego minimum.
Sporą część filmu kręcono na Abu Dabi. „Gwiezdne Wojny” mają dla Abramsa coś z westernu i baśni, stąd decyzja o użyciu pustynnych krajobrazów. Co ciekawe, Abu Dabi nie zagra Tatooine, a zupełnie nową planetę, Jakku.
Zdradzono też co nieco o głównych bohaterach. Graną przez Daisy Ridley Rey spotykamy na planecie Jakku. Bohaterka pozyskuje różne przedmioty, przeszukując pozostałości po statkach, jakie znalazły się na planecie. Wkrótce spotka kogoś, dzięki komu zostanie wciągnięta w wir przygody.
Finn (John Boyega) to szturmowiec, który znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. To w jaki sposób na owo niebezpieczeństwo zareaguje, zupełnie odmieni jego życie i rzuci go w świat „Gwiezdncyh Wojen”.
I wreszcie postać Oscara Isaaca, czyli Poe Dameron. Dameron to „najlepszy pilot w galaktyce”. Zostaje wysłany na misję przez pewną księżniczkę (chyba wszyscy domyślamy się, o kogo chodzi) i w toku jej wykonywania trafia na Finna, co na zawsze zmieni ich życie.
Z pozostałych informacji warto zaznaczyć, że na pewno pojawi się sporo postaci kobiecych (jupi!), Leia nie będzie już wiązać ślimaków z włosów (ale ma być inna, równie ekscytująca fryzura), a BB8 działa bez efektów komputerowych i ma szansę zagrozić R2D2, jeśli chodzi o miano najsympatyczniejszego droida z „Gwiezdnych Wojen”.
No dobrze, to teraz zapowiedź. Wersja z napisami:



I dla amatorów dubbingu, wersja dubbingowana. Niestety słychać, że przygotowywana w pośpiechu.


Bardzo mi się podoba, to co widzę. Jest mnóstwo — nie tylko wizualnych — nawiązań do oryginalnej trylogii (ba, jest nawet cytat z szóstej części!), do tego pojawia się Han Solo i Chewbacca. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego cudownego motywu Williamsa, który gra w tle.

„Star Wars Anthologies: Rogue One” — informacje z panelu


Na Star Wars Celebration odbył się także panel pobocznego filmu ze świata „Gwiezdnych Wojen”, przygotowywanego przez Garetha Edwardsa ("Godzilla”). Zdradzono na nim, że wszystkie spin-offy będą należeć do większej serii nazwanej zbiorczo „Star Wars Anthology” (polski oddział Disneya jeszcze nie ustalił polskiego tytułu, ale można założyć, że będzie on brzmiał „Gwiezdne Wojny: Antologia”).
„Star Wars Anthology: Rogue One”, bo tak brzmi pełny tytuł filmu Edwardsa, będzie toczył się pomiędzy trzecią, a czwartą częścią głównej serii. Obraz opowie o grupie osób walczących po stronie ruchu oporu, które jednoczą się, by wykraść plany Gwiazdy Śmierci. Jak wyjaśnia reżyser:
Całość zasadniczo toczy się w czasach, w których nie ma żadnych Jedi, w których wszyscy z nich wyginęli. Chodzi o to że Bóg nie przyjdzie nikogo uratować. Wszyscy są zdani na siebie i muszą sami podjąć jakieś działania.
Nieobecność Jedi jest w filmie bardzo odczuwalna; można powiedzieć, że nad nim wisi. Film sprowadza się do małej grupy osób, którzy są pozbawieni jakichkolwiek mocy, ale muszą przynieść galaktyce nadzieję i sprawiedliwość.
Edwards mówi też o obrazie w kategoriach filmu wojennego:
To w końcu nazywa się „Gwiezdne Wojny”. Przy produkcji bardzo często powtarzamy sobie słowo „realny”. Realizm. Opowiadamy o realnej sytuacji, w której bohaterowie naprawdę się znajdują. Całość wydaje się bardzo naturalna i osobista. „Gwiezdne Wojny” zawsze były czarno-białe: ci dobrzy byli zawsze niewiarygodnie dobrzy, a ci źli byli bardzo źli. Nasz film jest szary. Opowieść wiedzie do kontrowersyjnego wydarzenia, jakim jest „Nowa nadzieja”. To film o rzeczywistości wojennej. Ci dobrzy są źli, ci źli są dobrzy — to bardzo skomplikowana sytuacja, na której opiera się film.
Zdjęcia do „Rogue One” rozpoczną się latem. Nie przeszkodziło to jednak, by pokazać małą zapowiedź — na wyłączność dla uczestniczących w panelu osób (jeśli chcecie ją zobaczyć, to poszukajcie kiepskich nagrań — ale tak naprawdę nie są warte zachodu).
Na panelu zdradzono także, że pomysł realizowania pobocznych filmów pochodzi od samego Lucasa, a Edwards był tak zachwycony scenariuszem, że nie mógł znieść myśli, ze mógłby go zrealizować ktokolwiek inny.
Wiadomo na razie, że w obrazie wystąpi Felicity Jones. Premiera będzie miała miejsce w 2016 roku.

Źródło: empireonline.com

Michelle MacLaren odchodzi z „Wonder Woman”


Mówi się, że na filmowych i serialowych produkcjach o Wonder Woman ciąży klątwa. I chyba coś w tym jest, bo najnowszy projekt właśnie stracił reżyserkę.
„Z powodu różnic twórczych Warner Bros. i Michelle MacLaren zdecydowali zaniechać plany współpracy przy tworzeniu i reżyserii «Wonder Woman».” mówi studio w oświadczeniu.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo od razu znalazło się zastępstwo. I to nie byle jakie. Miejsce MacLaren zajmie bowiem Patty Jenkins ("Monster”). Co ciekawe, Jenkins już kiedyś była przymierzana do produkcji superbohaterskiej — drugiego „Thora” od Marvela. Ostatecznie nie wyreżyserowała filmu z powodu… Tak, różnic twórczych.
Trochę powód odejścia MacLaren martwi. Mówiło się o tym, że twórcy filmów na podstawie komiksów DC będą mieli sporą swobodę, okazuje się jednak, że nie do końca. Mam jednak nadzieję, że Jenkins zrobi dobry film, bo Wonder Woman zwyczajnie na to zasługuje.

Źródło: hollywoodreporter.com (1, 2)

Gugu Mbatha-Raw jako Miotełka, Ewan McGregor jako Płomyk


Kolejne dodatki do obsady „Pięknej i Bestii”. Do filmu dołączyła Gugu Mbatha-Raw ("Touch”, „Jupiter: intronizacja”), która zagra Miotełkę — dość nieszablonowy wybór, choć trochę martwi mnie klucz, zgodnie z którym ją zakwalifikowane (nie podoba mi się skojarzenie czarnoskórej osoby z miotłą, a więc sprząteniem).
Ponadto w filmie pojawi się Ewan McGregor, któremu przypadła bardzo ważna rola Płomyka. Tutaj także mam pewne zastrzeżenia. Spośród wszystkich postaci z oryginału (którego akcja toczy się we Francji), to właśnie u Płomyka najbardziej widoczne było jego pochodzenie, przede wszystkim w warstwie językowej. Dlatego wolałbym, by zatrudniono jakiegoś francuskiego aktora. Ale pomijając ten fakt, to jednak McGregora bardzo lubię, więc jakoś przeżyję.

Źródło: variety.com, hollywoodreporter.com

„Pan” z nową datą premiery


Jeśli tak jak ja czekacie na filmowy prequel opowieści o Piotrusiu Panie, to niestety… Jeszcze trochę poczekacie. Data premiery filmu została bowiem przeniesiona z 24 lipca na 9 października. W gruncie rzeczy to dość przemyślany ruch, który może pozytywnie wpłynąć na wyniki finansowe produkcji.
Przy okazji — jakiś czas temu film dostał polski tytuł: „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii”. Szanowny Dystrybutorze: rozumiem, że „Pan” mogłoby brzmieć w kontekście naszego języka osobliwie. Ale brzmi lepiej, niż to za co się niesłusznie oberwie tłumaczowi.

Źródło: hollywoodreporter.com

„Mr Holmes” — pełny zwiastun


Pojawił się pełen zwiastun bardzo oczekiwanego przeze mnie filmu o Sherlocku Holmesie.


Szykuje się naprawdę nietuzinkowa opowieść, poruszająca problem starzenia się i przemijania. Do tego widać, że będzie przepięknie sfotografowana!

„Mad Max: Fury Road” — dawniej i dziś


Warner Bros doskonale wie, jak zbudować atmosferę wokół najnowszego „Mad Maksa”. Przygotowuje więc nostalgiczny zwiastun, pokazujący jak to było kiedyś i konfrontujący tę filmową przeszłość z niedaleką przyszłością.


No, no, ciekawe jak rzeczywiście wypadnie film w porównaniu z poprzednikami.

„Fantastyczna czwórka”


Jeszcze zwiastuny. Kolejny promuje nadchodzącą „Fantastyczną czwórkę”.


Mam trochę mieszane uczucia. Generalnie zapowiada się niezwykle ciekawa historia, wykorzystująca choćby motyw poszukiwacza zakazanej wiedzy. Z drugiej — ale mówię tu tylko o zwiastunie — mam wrażenie, że trochę na siłę powrzucano tu i ówdzie kiepskie żarty, co trochę kłóci się z ogólnym tonem. Mam nadzieję, że ostateczna produkcja takiego problemu mieć nie będzie.

„Jurassic Word”


I następna rzecz: „Jurassic World”.


Ja wiem, to się zapowiada wyjątkowo niedorzecznie i głupio. Ale kurczę, mimo wszystko mnie ciągnie.

Aktorskie „Shingeki no kyojin” — zwiastun


Poprzedni zwiastun aktorskiego „Shingeki no kyojin”, znanego u nas jako „Atak tytanów”, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. A jak jest z drugim?


Jeszcze lepiej. Zaczynam się coraz bardziej przekonywać!

„The Death of «Superman Lives»: What happened?” — ostateczny zwiastun


Ostatni filmowy zwiastun zapowiada bardzo ważny dokument o niezrealizowanym „Supermanie” Burtona.


Premiera filmu tuż tuż, a ja nie mogę się doczekać.

Avengerzy grają w „Familiadę”


I na koniec kącika filmowego, coś lekkiego: Avengerzy grający w Familiadę u Jimmy’ego Kimmela.


SERIALE


„Gwiezdne Wojny. Rebelianci” — zapowiedź drugiego sezonu


Seriale też rozpoczniemy od zwiastunów. Na pierwszy ogień idzie świeżutkie, długie promo drugiego sezonu „Gwiezdne Wojny. Rebelianci”.


O rany, muszę się wreszcie zabrać za pozostałe odcinki jedynki. Widać, że warto.

„Penny Dreadful” — jest pierwszy odcinek drugiego sezonu!


Druga serialowa niespodzianka to cała premiera drugiego sezonu „Penny Dreadful”. Odcinek (nieznacznie ocenzurowany — w miejscach, gdzie pojawiała się golizna) można obejrzeć na youtube, stronie showtime albo po prostu poniżej — tylko trzeba ustawić sobie odpowiednie proxy.


Ja już mam seans za sobą, a na dniach powinna ukazać się szczegółowa recenzja. Na razie powiem Wam tyle: WARTO!

„Once Upon a Time” dostaje piąty sezon.


To była kwestia formalności: „Once Upon a Time” powróci z piątym sezonem, zapewne znów na 22 odcinki. Ciesze się oczywiście niezmiernie — wiecie chyba, jak uwielbiam ten serial!

Źródło: spoilertv.com

„Emerald City” powraca z martwych


NBC coś nie może się zdecydować. Najpierw zamawia, potem kasuje jeszcze w preprodukcji, potem znów zamawia… W każdym razie wygląda na to że „Emerald City”, czyli współczesna reinterpretacja „Czarnoksiężnika z krainy Oz” jednak zostanie wyprodukowana. Zmienia się scenarzysta (został nim teraz David Schulner, ten od „Draculi”), zmienia się pewnie delikatnie ton opowieści, ale założenia są te same. I ja się bardzo cieszę.

Źródło: ew.com

KOMIKSY


Komiksowa kontynuacja „Revolution”


NBC anulowało serial „Revolution” po drugim sezonie, ale na całe szczęście opowieść będzie kontynuowana — tyle, że już nie w serialowym medium. Wzorem „Buffy” czy „Jericho”, scenarzyści serialu przygotowują czteroczęściową komiksową miniserię, która zostanie wydana nakładem wydawnictwa DC.
Cieszę się, że twórcy znaleźli sposób na to by doprowadzić historię do końca i oby tak działo się w przypadku coraz większej liczby seriali.

Źródło: facebook.com

Wyrasta nowy gracz


Komiksowy redaktor Mike Marts, czyli człowiek, który stoi za utworzeniem duetu Snyder-Capullo pracującego do dziś przy serii „Batman” oraz za nadzorowanie „Death of Wolverine” dla Marvela, będzie reaktorem naczelnym nowego wydawnictwa komiksowego, Aftershock, gdzie dołączy do scenarzysty Joe’a Pruetta.
Aftershock, założone przez Michaela Richtera, Jona Kramera, Lee Kramera i Jawada Qureshiego, będzie wypuszczać zarówno komiksy autorskie, jak i serie osadzone we wspólnym uniwersum. Na pewno będę ich kroki śledzić.

Źródło: deadline.com

GRY


„Star Wars Battlefront”


Z growych wieści jedna sprawiła, że serce zabiło mi mocniej. Był to ten zwiastun:


Rany, jaka śliczna grafika!

BLOGI


I na koniec dwie ciekawe blogowe notki z zeszłego tygodnia.

Gra w klasy, czyli aktorzy dobrze urodzeni — czyli intrygujący i rzetelny tekst o aktorach i klasach, do jakich przynależą. Zwierz podejmuje problem bardzo ostatnio w zachodnich mediach gorący.
Dzień Zestresowanego Scenarzysty, czyli Pitch Fiesta 2015 — aHa pisze o Pitch Fiesta 2015 i pozwala zajrzeć za kulisy scenariuszowej roboty, która na pisaniu wcale się nie kończy — bo przecież pomysł trzeba jakoś sprzedać.

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

11 komentarze:

  1. Wow, jesteś pierwszą osobą, której podobał się trailer "Batman v Superman" ;) Fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, jeszcze Whedon lubi: http://www.comicbookresources.com/article/joss-whedon-batman-v-superman-makes-perfect-sense-to-me
    Ale pewnie jestem jedyną osobą, która lubi "Człowieka ze stali"...
    A tak na serio, co ty sądzisz (odkładając na bok Twoje niezrozumienie na jaranie się zwiastunami)?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja "Człowieka ze Stali" bardzo bardzo nie lubię. Nawet nie tyle za przedstawienie Supka i Amy Adams, a raczej za to że to po prostu nieporadny, przeszarżowany film.


    Co do Dawn of Justice i trailera, jestem autentycznie przerażona. Nie lubię Dark Knight Returns i jego ekranizacja zrealizowana gdy uniwersum jest w powijakach to jakiś pijany sen szaleńca. Bardzo chcę się mylić,ale chwilowo nie mam za wielkich oczekiwań ani złudzeń.

    OdpowiedzUsuń
  4. A widzisz - ja z kolei za koncepcję, za dostosowanie postaci do naszych czasów i osadzenie w ciekawej rzeczywistości "Człowieka ze stali" uwielbiam.



    Natomiast, żeby było jasne, "Batman V Superman" nie ma być ekranizacją "Powrotu Mrocznego Rycerza". Ma czerpać z niego pewne koncepty, ale to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój Boże, ja po trailerze Batman v Superman byłam w stanie napisać tylko, że Batman jakiś taki gruby zrobił się... czapki z głów za drobiazgową analizę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Eee, no bez przesady :) Po prostu mam nie po kolei w głowie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko, że to właśnie nie jest dostosowanie do naszych czasów, a powrót do stylistyki lat 90. Co chyba najlepiej pokazuje reakcja internetów na ten trailer.


    Bo właściwie gdzie to dostosowanie do naszych czasów? Batman jest "mhroczny" odkąd pamiętam (1988, piękny rok ;), Superman już od dawna nie biega w majtkach na spodniach, a komiksowe filmy co dobrze pokazał Marvel wcale nie muszą wstydzić się swojego dość głupkowatego rodowodu. Ludzie słusznie buntują się przed tą ultrapoważną stylistyką, bo to po prostu jeden wielki krok w tył i anachronizm.


    I ok, nie ekranizacja, ale Batman jest stary i załamany, Robin nie żyje, dystopijna przyszłość i walka z Supermanem. Nie, wcale nie ekranizacja :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Już Ci mówię gdzie widzę to dostosowanie do naszych czasów: w poruszanej problematyce. W tym, jak ciekawie i moim zdaniem prawdopodobnie od strony psychologicznej pokazana jest reakcja ludzi na coś nieznanego. W tym, jak zrezygnowano z takiego jednowymiarowego, stereotypowego Supermana na rzecz postaci złożonej, zmagającej się z pewnymi wątpliwościami (co w gruncie rzeczy było odpowiedzią na potrzeby niektórych widzów - ale ci zostali przekrzyczani przez drugą połową komiksowych purystów).
    A argument o stylistyce lat dziewięćdziesiątych, jakim posługujesz się Ty i pewien jutuber, uważam za bardzo uproszczony, bo to bardzo spłycone spojrzenie na tę dekadę, jakby przez pryzmat jakichś pojedynczych rzeczy. Zresztą nie zapominajmy co nam dały lata 90-te, jeśli chodzi o komiksy: "The Death of Superman" czy "Knightfall" są do dziś uznawane z klasykę gatunku. W ogóle mam wrażenie, że z superbohaterskich historii najbardziej w pamięć zapadają te, w których jest poważnie; które dotykają jakichś trapiących nas kwestii.
    To nie jest tak, że ludzie stojący za ekranizacjami DC wstydzą się ich "głupkowatego" rodowodu. Bo i on nie jest głupkowaty. Jakoś tak przyjęło się, żeby traktować komiksy jako coś lekkiego, przyjemnego, ale przecież doskonale wiemy, że to jest generalizacja. Tak więc nie - moim zdaniem Snyder (bo to on buduje podwaliny i wszystko nadzoruje) i spółka po prostu biorą z komiksów pewne założenia, spoglądają na postaci, historie i starają się utkać taką historię, jaka najlepiej odzwierciedlałaby nasze niepokoje, lęki, obawy. Mam wrażenie, że po prostu niektórzy nie chcą się z nimi konfrontować.
    Wracając do kwestii ekranizacji: Batman jest stary i załamany - punkt; Robin nie żyje - ale to przecież nie jest cecha właściwa tylko "TDKR"; dystopiczna (przy okazji: od utopii - utopijny, ale od dystopii - dystopiczny; wczoraj słowniki mnie olśniły) przyszłość to niczym nieuzasadniona spekulacja i doszukiwanie się w tym zwiastunie Bóg wie czego; walka z Supermanem - punkt. Ale to są tylko elementy. Cała historia będzie oparta raczej na czymś zupełnie innym. Superman nie będzie pokazany jako pionek władzy, a raczej jako postać, wobec której społeczeństwo się bardzo podzieliło po "Człowieku ze Stali"; wątek walki będzie miał zupełnie inne znaczenie i kontekst (plus, V w tytule, znane z dokumentów sądowych i czytane zarówno: "against' jak i "and", sugeruje, ze ten antagonizm w końcu przerodzi się w sojusz)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielowymiarowy Superman jest w komiksach od lat. Kolorowych komiksach, a nie szaro-buro wypranych z kolorów. Bardzo wiele komiksów powstałych nawet dwadzieścia lat temu (Kingdom Come 1996) opowiada o bohaterach zmagających się z wątpliwościami i o tym jak reagują na nich ludzie. To nie jest żaden wymysł dzisiejszych czasów, ani dostosowanie się do nich. Owszem, rozumiem że ktoś poszukuje w filmach o superbohaterach, realizmu, mroku czy tzw. "trudnych tematów" ale naprawdę nie łączmy tego z "dzisiejszymi czasami" bo to jakiś straszny sofizmat.


    Idąc dalej, lata 90. i ich stylistyka to nie jest jakiś pojedynczy wypadek przy pracy jak sugerujesz, a cały trend który spotkał komiksy. To nie tak, że Batman się obraził, Superman wpadł w depresję, a Aquaman stracił rękę, a ogromna przebudowa uniwersum, która pomyliła traumę z dojrzałością. To oczywiste skojarzenie (choć za wspomnianego jutubera się nie wypowiadam), bo stężenie mroku zaserwowanego w tym trailerze także przekroczyło masę krytyczną.


    Nie rozumiem też do końca argumentu, że za najlepsze uważa się komiksy poruszające ważne treści. Wspomniany przez Ciebie "Death of Superman" to raczej sztandarowa opowiastka o poświęceniu, która cholernie się zestarzała, a żeby daleko nie szukać uwielbiany i doceniony "Hush" jest bardzo pustym komiksem z ładną kreską. Czasem coś jest popularne, czasem nie, "dojrzałość" tematu nie ma tu nic do rzeczy.


    Snyder i reszta zaspali w blokach i teraz morderczo usiłują dogonić Marvela. Robią to po łebkach i na skróty, czego wyrazem jest cała "mroczność" mająca na celu dość wyraźne odróżnienie się od Marvela. I nie, chęć albo niechęć konfrontowania się z lękami i obawami nie ma tu nic do rzeczy. Winter Soldier dość ładnie pokazał, że w filmie podejmującym ważny temat jest miejsce i na kolory i na wybuchy.

    OdpowiedzUsuń
  10. No i pozwól, że skoro moje stwierdzenie, że to ekranizacja "Powrotu" jest tylko spekulacją, to i Twoje stwierdzenie że nie będzie nie jest niczym innym. I zostawmy ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, fajna dyskusja się nam wywiązała :)

    Tak, Superman jest w komiksach od lat pokazywany jako wielowymiarowa postać. Ale to nie zmienia faktu, że przez długi czas był w różnych mediach ukazywany jako taka postać, z którą ciężko się utożsamić - krystalicznie dobry, uwielbiany przez innych itd. "Człowiek ze stali" (nie twierdzę, że jako pierwszy, bo przecież mnóstwo komiksów to robiło) to odwrócił, pokazał go jako kruchego, mającego trudności z akceptacją, odbieranego z nieufnością odmieńca. I nie chodzi o to, że łączę sam pomysł na historię z dzisiejszymi czasami - raczej to, jak ją opowiedziano i jakie dokładnie problemy poruszono.

    Nie sugeruję, że stylistyka lat 90-tych, o których wspominasz, to pojedynczy wypadek przy pracy. Sugeruję, że patrzysz na konkretny wycinek i przenosisz go na całą branżę. Bo ok, masz z jednej strony bohaterów po traumie (Superman po "śmierci", Batman po złamaniu kręgosłupa, Aquaman po pożarciu ręki przez piranie) i nie zawsze to się udawało pod względem scenariuszowym, ale masz też rzeczy bardziej stonowane ("The Long Halloween" choćby), czy zupełnie lekkie (filmy Schumachera). Po prostu nie lubię generalizacji.



    Co do komiksów z poważniejszymi treściami - moglibyśmy tu wejść w długą debatę co do konkretnych tytułów, bo owszem, jedni znajdą więcej, jedni mniej. Ale mimo wszystko odnoszę takie wrażenie, że duża część komiksów uznawanych za klasykę jest za nią uznawana z powodu właśnie takiego poważniejszego podejścia do tematu. Sama nawet taki przywołujesz - "Kingdom Come".



    Nie sądzę, że Snyder i reszta zaspali w blokach i próbują morderczo dogonić Marvela. Po prostu robią swoje, po swojemu. Nie uważam że ta "mroczność" (bardzo nie lubię tego słowa w kontekście ostatnich tonu ostatnich filmów na podstawie DC, to takie mocne uproszczenie) to wyraz chodzenia na skróty. To jest fajne, świeże podejście. Mówisz, że "Winter
    Soldier" pokazał, że w filmie podejmującym ważny temat jest miejsce i na kolory i na wybuchy. Ale przecież i kolory, i wybuchy (wybuchy zwłaszcza) były także w "Człowieku ze stali".


    No i kwestia spekulacji - owszem, moje zdanie tez można mianem tejże określić. Tyle, że opieram je na tym, co o filmie z oficjalnych źródeł przeczytałem i co osoby albo związane z produkcją albo mające w nią wgląd, wiedzą. Polecam stronę "Batman on Film", na której gdzieś tam ten temat jest poruszony.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger