Maniak inaczej #104: 2020: Popkulturowy pamiętnik. Część 6: Czerwiec

2020: Popkulturowy pamiętnik. Część 6: Czerwiec

W dzisiejszej odsłonie mojego popkulturowego pamiętnika dwa bardzo wartościowe dokumenty, mój ukochany serial i całkiem niezła gra.

Athlete A. Sport w cieniu skandalu (2020)

Czerwiec to ostatni z tych mniej intensywnych popkulturowo miesięcy. Zacząłem go od dokumentu Athlete A. To opowieść o skandalu w świecie amerykańskiej gimnastyki sportowej. Związany był on z osteopatą Larrym Nassarem, który, wykonując zabiegi na gimnastyczkach, molestował je seksualnie. Choć zarzuty wobec niego przekazywane były władzom amerykańskiego związku gimnastyki, USA Gymnastics, te zamiatały je pod dywan. Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2016 roku dzięki dziennikarzom i zdeterminowanym zawodniczkom. Marissa Kwiatkowski, Steve Berta, Mark Alesia i Tim Evans opisali skandal na łamach The Indianapolis Star, a nieugiętość Rachael Denhollander — jednej z ofiar Nassara — doprowadziła do skazania lekarza. To ważny dokument z kilku powodów. Przede wszystkim w koherentny sposób pokazuje pewien mechanizm związany z kryciem przestępców seksualnych przez duże organizacje, dla których od dobra zawodniczek ważniejsze są dobre imię i pieniądze. Ponadto rozlicza się on z trendem, który pojawił się w gimnastyce sportowej dziewcząt, a twórcy sięgają głęboko w przeszłość, by znaleźć przyczyny wielu nadużyć — nie tylko na tle seksualnym. To także pochwała rzetelnej pracy dziennikarskiej, która miała niemały wpływ na to, jak potoczyła się sprawa. I wreszcie: to film, którego twórcy jednoznacznie stają po stronie ofiar i pokazują ich ogromną odwagę. Jedna z najbardziej poruszających scen to moment, w którym dziewczyny skrzywdzone przez Nassara składają w sądzie oświadczenia o doznanych szkodach. Ich siła, odwaga i zdecydowanie wywołują ogromne wzruszenie.

Ujawnienie (2020)

Drugi film, który obejrzałam, to również dokument — Ujawnienie. Osoby transpłciowe (Jen Richards, Laverne Cox, Lilly Wachowski, Zeke Smith, Brian Michael Smith, Trace Lysette, Jamie Clayton, MJ Rodriguez, Nick Adams i wiele innych) opowiadają w nim o transreprezentacji w kinie i telewizji (głównie amerykańskich). To ważny i potrzebny film, w którym twórcy przyglądają się krytycznym okiem historii wielko- i małoekranowej popkultury; opowiadają, jaki wpływ miała kiepska reprezentacja na ich postrzeganie siebie, i zwierzają się ze swoich przeżyć. Ujawnienie charakteryzuje ogromne wyczucie i wrażliwość na problemy transspołeczności i bardzo cieszę się, że ten dokument powstał, bo to źródło szalenie wartościowych informacji i sposób, by wzmocnić u siebie empatię.

Obsesja Eve, sezon 3 (2020)

Z seriali prym wiódł u mnie trzeci sezon Obsesji Eve, znów przegenialny. Choć z niektórymi bohaterami trzeba było się w serialu pożegnać, z nawiązką nadrabiali to ci nowi: z Geraldine i Daszą na czele. Bardzo podobało mi się to, że twórcy tym razem trochę bardziej pochylili się nad Villanelle i zgłębili jej przeszłość. Odcinek, w którym bohaterka po latach wraca do rodziny, jest chyba jednym z najlepszych w całym serialu w ogóle. No i wciąż aktorsko jest to absolutna perełka: Jodie Comer gra kapitalnie i ta jedna Emmy, którą dostała w 2019 roku to absolutnie za mało; Sandra Oh zachwyca taką wręcz neurotycznością Eve, a nowy nabytek — Harriet Walter — wprost bryluje na ekranie. O Fionie Shaw wspominać nie muszę, bo to oczywiście klasa sama w sobie. Czekam z niecierpliwością na sezon czwarty, ale do niego jeszcze trochę — zdjęcia rozpoczną się dopiero w czerwcu tego roku. 

Assassin’s Creed Origins (2017)

Oprócz czasu na te dwa filmy i serial udało mi się też wygospodarować kilka chwil na ukończenie podstawki Assassin’s Creed Origins (przede mną wciąż dodatki). Uwielbiam Egipt, więc możliwość pobiegania sobie po nim zdecydowanie oceniam na plus (choć przyznam szczerze, że znacznie wolę Egipt wcześniejszy, pozbawiony greckich i rzymskich wpływów architektonicznych). Fabularnie w większości mi się podobało, choć muszę przyznać, że końcówka gry wydała mi się dość pospieszna i zrobiona po łebkach. Rozgrywkowo bardzo to przyjemne, ale powtarzalność misji pobocznych i zadań dodatkowych po jakimś czasie nuży (ile można infiltrować te obozy?). Tak czy siak, to bardzo fajny Asasyn.

I tym samym kończę czerwcową odsłonę mojego pamiętniczka. Widzimy się jutro!

Komentarze