Maniak inaczej #101: 2020: Popkulturowy pamiętnik. Część 3: Marzec

2020: Popkulturowy pamiętnik. Część 3: Marzec
W dzisiejszej części mojego popkulturowego pamiętnika ostatnie filmy sprzed zamknięcia kin, gra, którą przeszedłem po kilku(nastu?) latach i świetna książka.

MANIAK WSPOMINA

Brahms: The Boy II (2020)
I tym razem rozpocząłem mój kinowy maraton od horroru. O ile jednak w lutym wyszedłem z seansu zachwycony, tak w marcu raczej… zażenowany. Brahms: The Boy II jest jeszcze gorszy niż pierwsza, mocno przeciętna część. Kiepska reżyseria, absurdalnie głupi scenariusz i praktycznie zero napięcia. Nie polecam.

W labiryncie (2020)
Wciąż mając ochotę na mocne wrażenia, zboczyłem w stronę nieco bardziej realistycznych strachów. W labiryncie Donato Carrisiego (nawiasem mówiąc: ten człowiek-orkiestra to powieściopisarz, scenarzysta i reżyser w jednym — łał!) to świetnie skrojony thriller psychologiczny ze świetną rolą Toniego Servillo i fantastycznie zrealizowanymi zwrotami akcji. Doskonała rozrywka.

Ocaleni (2020)
Z zaciekawieniem udałem się na seans Ocalonych — filmową rekonstrukcję akcji ratunkowej w jaskini Tham Luang w 2018 roku. I nie bez powodu używam tu słowa „rekonstrukcja”: reżyser Tom Waller z pieczołowitością odtwarza fakty, a w wielu rolach obsadza rzeczywistych uczestników tamtych wydarzeń. Niestety nie przekłada się to na angażujący emocjonalnie film: narracja prowadzona jest ze zbyt wielu perspektyw, a historii brakuje filmowej struktury, przez co całość mocno się rozmywa. Szkoda.

Sala samobójców. Hejter (2020)
Marzec był również miesiącem premiery jednego z najgłośniejszych polskich filmów 2020 roku: Hejtera. To dogłębne studium postaci na modłę Taksówkarza, które świetnie — nawet jeśli czasem bardzo grubą kreską — rozrysowuje problem internetowego trollingu i rozsiewania hejtu. Mocne, trudne i fantastycznie zagrane kino (nie spodziewałem się po Macieju Musiałowskim, wesołym chłopcu z ukulele, tak zniuansowanej, głębokiej roli, która zupełnie odchodzi od jego osobowości).

Niewidzialny człowiek (2020)
Świetnym horrorem okazała się reinterpretacja klasycznego Niewidzialnego człowieka, w której tytułowy bohater to niebezpieczny przemocowiec prześladujący byłą partnerkę. Reżyser Leigh Wannel opowiada tę historię z ogromną wrażliwością, a Elisabeth Moss (której aktorstwo doceniam, choć nie lubię jej za sekciarstwo) gra główną rolę Cecilii — wspomnianej  partnerki niewidzialnego człowieka — przegenialnie.

Tylko sprawiedliwość (2020)
Łutem szczęścia udało mi się jeszcze przed zamknięciem kin obejrzeć Tylko sprawiedliwość na przedpremierowym pokazie. To jeden z moich ulubionych filmów roku: doskonale zrealizowana biografia poruszająca problem niesłusznie osadzonych w więzieniu czarnych osób. Wzruszające to i świetnie zagrane, między innymi przez Michaela B. Jordana i Jamiego Foxxa.

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020)
Po zamknięciu kin zostało tylko sięgnąć po serwisy streamingowe. Na Netflixa wleciał polski slasher W lesie dziś nie zaśnie nikt. Doceniam tę — wcale nie pierwszą, jak chcą w kampanii reklamowej — próbę realizacji gatunku na polskim podwórku, ale nie będę dawać jej taryfy ulgowej. To slasher wtórny i powielający męczące ekranowe motywy (SPOILER: oczywiście, że jedyna homoseksualna postać musi zginąć — i to dwa razy), a w dodatku z koszmarnymi dialogami. Pozwolicie więc, że nie dołączę do pochwalnych chórów.

Bun Maska (2020)
Zawodowo zająłem się tłumaczeniem indyjskiej Bun Maski. Film o tym, że marzenia mogą nam przyćmić prawdziwe ja, jest męczący, a to za sprawą fatalnego, totalnie antypatycznego głównego bohatera. Nie polecam.

Wiedźmin: Edycja rozszerzona (2008)
Growo odblokowałem życiowe osiągnięcie — po latach wreszcie skończyłem pierwszego Wiedźmina. „Po latach” nie dlatego, że grałem z przymusu, ale dlatego, że mam z RPG-ami (i grami z otwartym światem) problem: ich rozległość po jakimś czasie bardzo mnie przytłacza. Muszę więc dawkować je ostrożnie. A jeśli do tego dojdzie utrata sejwów, przesiadki na inne komputery i coraz mniej czasu wolnego… Tak czy siak, choć nie jest to gra zupełnie pozbawiona wad (tak technicznych jak i fabularnych), jestem nią całkiem usatysfakcjonowany — przede wszystkim fabułą poruszającą tematy systemowej dyskryminacji. Daję okejkę. I tak, w dwójkę też gram. Jestem mniej więcej w połowie, więc trzymajcie kciuki, żebym i jej nie męczył… kilkanaście lat.

No i na koniec bardzo miła czytelnicza pozycja, czyli The Secret Commonwealth, (wydana później w Polsce pt. Tajemna wspólnota, ale ja sięgnąłem po oryginał). Philip Pullman kontynuuje w tej drugiej już odsłonie Księgi Pyłu historię Lyry Złotoustej, skupiając się na problemach dorastania. To fantastyczna pozycja dla osób, których oczarowały w nastoletniości Mroczne materie i już nie mogę doczekać się części trzeciej. Zwłaszcza że Tajemna wspólnota kończy się niemałym cliffhangerem!

I to tyle na dziś. Jutro notka znacznie krótsza, bo kwiecień nie był u mnie szczególnie popkulturowy. Do przeczytania!

Komentarze