Kolejny rok, kolejne Oscary. Na blogu nie ukazał się tekst na temat zeszłorocznej edycji (byłem akurat w trakcie przeprowadzki), ale w tym roku nie mogłem odpuścić, więc przed Wami omówienie gali — w takim formacie, w jakim przygotowałem dla Was teksty o Critics’ Choice Awards, Złotych Globach i Actor Awards.
PROWADZENIE GALI
Po raz drugi z rzędu rozdanie Oscarów poprowadził Conan O’Brien. Moim zdaniem za pierwszym razem nie sprawdził się w tej roli szczególnie dobrze — nie wszystkie jego żarty były udane, a w dodatku podawał je z manierą, która nie przypadła mi do gustu — to ciągłe wykrzykiwanie „Yeah!” wybitnie osłabiało puenty. W tym roku… O’Brien wciąż bywał z tą swoją manierą irytujący, ale udało mu się opowiedzieć kilka całkiem niezłych żartów.
W monologu nawiązał między innymi do nonszalanckiego komentarza Timothée Chalameta na temat opery i baletu; zażartował, że alternatywną ceremonię rozdania prowadzi Kid Rock (to aluzja do alternatywnego halftime show podczas tegorocznego Super Bowl); dał prztyczka w nos Tedowi Sarandosowi i jego niechęci do kin; a także wciągnął Leonardo DiCaprio alias króla memów w stworzenie nowego mema — choć chyba nie do końca wyszedł tak, jak Conan i jego ekipa żartopisarzy by chcieli. Całość prowadzący zwieńczył zaś piosenką, w której pokazywał, że wcale nie udawałby skromności, gdyby sam dostał nagrodę i… nie był to potrzebny element. Wręcz niepotrzebnie przedłużył galę.
W kolejnych wejściach Conan żartował między innymi z przejścia ceremonii na YouTube od 2029 roku — skecz przerywały głośne reklamy z Jane Lynch. I było to dość zabawne. Nie do końca wyszło z kolei śmieszkowanie z filmowych upodobań młodszych pokoleń. O ile na przykład skecz z konwersją filmów na format wertykalny się udał, tak nie do końca wyszło wyśmianie brainrotów (jestem pewien, że Zetki i Alfy krindżowały mocno), a i skecz z Casablancą przerobioną tak, żeby zawarto w niej nadmiar wyjaśnień fabularnych, mógł być nieco lepszy.
WYSTĘPY I WSPOMINKI
W tym roku ponownie ograniczono liczbę występów z filmowymi piosenkami. Na scenie wybrzmiały tylko dwie: I Lied To You z Grzeszników oraz Golden z K-popowych łowczyń demonów. Wykonanie tej pierwszej, niezwykle zresztą gatunkowo eklektycznej i bardzo oryginalnej, wyszło doskonale. Tego samego niestety nie mogę powiedzieć o Golden. I twierdzę tak nie dlatego, że nie rozumiem fenomenu tej piosenki, ale dlatego, że wokalistki niestety nie potrafiły jej udźwignąć na żywo. Najwidoczniej nie bez powodu w filmie użyto AutoTune’a.
Wyjątkowy format miał segment In Memoriam, czyli wspominki ludzi filmu, którzy odeszli w zeszłym roku. Pomiędzy tradycyjne pokazy zdjęć i fragmentów filmowych wpleciono bowiem wypowiedzi aktorów, którzy na żywo dzielili się swoimi wspomnieniami. Billy Crystal przepięknie opowiadał o Robie Reinerze, Rachel McAdams o Claudii Cardinale, Catherine O’Harze i Diane Keaton, a Barbra „Babs” (musiałem!) Streisand o Robercie Redfordzie. Segment był przez to dłuższy, ale też bardzo poruszający.
NAGRODY
I przechodzimy do nagród. Było tegoroczne rozdanie dość… zachowawcze i przewidywalne, ale jak zwykle trafiło się kilka niespodzianek.
Pierwszą nagrodę wieczoru wręczyła Zoë Saldaña. Statuetkę dla najlepszej aktorki w roli drugoplanowej odebrała z jej rąk Amy Madigan — magnetyzująca w roli cioci Gladys w Zniknięciach. To druga nominacja w karierze Madigan. Wcześniej otrzymała ją dokładnie czterdzieści lat temu za Dwa razy w życiu. Wygrywając Oscara, pokonała m.in. zdobywczynię tegorocznej nagrody BAFTA Wunmi Mosaku oraz zdobywczynię Złotego Globu Teyanę Taylor.
Channing Tatum i Will Arnett ogłosili zwycięzców w dwóch kategoriach: najlepszy pełnometrażowy film animowany oraz najlepszy krótkometrażowy film animowany. Tym pierwszym okazały się, a jakże, K-popowe łowczynie demonów, które zdobyły po drodze chyba wszystkie możliwe nagrody. Trochę szkoda w tym wszystkim festiwalowych ulubieńców, czyli Arco i Małej Amelii, ale cóż… nie ten budżet na promocję.
Z kolei najlepszym krótkometrażowym filmem animowanym okazał się tytuł The Girl Who Cried Pearls wykonany techniką animacji poklatkowej. W tej kategorii konkurencja była dość ciekawa, bo nie brały w niej udziału filmy od dużych wytwórni, co z pewnością pomogło członkom Akademii podjąć decyzję na podstawie walorów artystycznych.
Anne Hathaway i Anna Wintour, zapewne trochę promując nadchodzącą kontynuację filmu Diabeł ubiera się u Prady, wręczyły nagrodę dla autorki najlepszych kostiumów oraz autorów najlepszej charakteryzacji. Statuetki powędrowały do Kate Hawley za kostiumy do filmu Frankenstein oraz do Mike’a Hilla, Jordana Samuela i Cliony Furey za charakteryzację w tym samym filmie. Frankenstein był od samego początku typowany w tych artystycznych kategoriach i cieszy mnie, że choć w nich dostrzeżono ten piękny film jednego z moich ukochanych reżyserów. Patriotycznie płaczę jednak delikatnie, że statuetka nie powędrowała do Małgosi Turzańskiej za jej pracę w Hamnecie — równie, moim zdaniem, wspaniałą.
Pierwszą w historii nagrodę za najlepszy casting wręczyła piątka aktorów: Delroy Lindo, Gwyneth Paltrow, Wagner Moura, Paul Mescal i Chase Infinity. Choć większość prognostów obstawiała w tej kategorii wygraną Francine Maisler (Grzesznicy), ostatecznie statuetka powędrowała do Cassandry Kulukundis (Jedna bitwa po drugiej). Był to pierwszy poważny znak, że w głównej kategorii wieczoru raczej nie będzie zaskoczeń i wygra ją typowany od samego początku sezonu pewniak Jedna bitwa po drugiej. Moim zdaniem nie do końca, zresztą słusznie, ale nie uprzedzajmy faktów.
Kolejnym dużym zaskoczeniem był remis w kategorii najlepszy film krótkometrażowy. Oscary, które wręczył Kumail Nanjiani, otrzymali ex aequo twórcy filmów Singers oraz Two People Exchanging Saliva. To siódmy raz, kiedy podczas gali Oscarów zdarzył się remis, a drugi w tej konkretnie kategorii. Bardzo ciekawe.
Gdyby Sean Penn raczył zjawić się na gali, otrzymałby nagrodę dla najlepszego aktora w roli drugoplanowej z rąk Kierana Culkina. No cóż, najwyraźniej miał inne rzeczy do roboty. A czy jego rola rzeczywiście zasługiwała na wyróżnienie? Moim zdaniem niekoniecznie. Penn jako Lockjaw balansuje na granicy karykatury i niestety często ją przekracza. Niesamowita kreacja Delroya Lindo, naznaczona życiowym doświadczeniem rola Stellana Skarsgårda czy wreszcie emocjonalna gra Jacoba Elordiego to moim zdaniem o wiele lepsze występy.
Chris Evans i Robert Downey Jr., zapewne wystawieni przez Disneya, żeby wzbudzić nostalgię za Avengers (wszak w tym roku kolejna część), wręczyli statuetki za najlepsze scenariusze. Zgodnie ze wszystkimi przewidywaniami i w ślad za nagrodami Amerykańskiej Gildi Scenarzystów otrzymali je Paul Thomas Anderson (scenariusz adaptowany) i Ryan Coogler (scenariusz oryginalny).
Była promocja Marvela, czas na promocję Gwiezdnych wojen. Kolejne dwie nagrody wręczyli Sigourney Weaver oraz Pedro Pascal, próbując przy okazji ukradkiem przypomnieć, że niedługo do kin wchodzi Mandalorianin i Grogu (zresztą kukiełka Grogu znalazła się nawet na sali). Tak czy siak, nagroda za scenografię powędrowała do Tamary Deverell i Shane’a Vieau (Frankenstein), a za efekty specjalne do Joego Letteriego, Richarda Banehama, Erica Saindona i Daniela Barretta (Avatar: Ogień i popiół), co nawet delikatnie wzruszyło Weaver. Obie te nagrody dość zgodnie przewidywano od początku sezonu.
Jimmy Kimmel odczytał tytuły zwycięskich filmów dokumentalnych i przez tę chwilę, kiedy wszedł na scenę, od razu poczuć można było pewną zmianę jakości. Kimmel moim zdaniem bowiem o całą klasę przewyższa O’Briena charyzmą, komediowym wyczuciem czasu i sposobem podawania żartów. W dokumentalnych kategoriach zwyciężyły filmy o wymowie antyprzemocowej i antywojennej: All the Empty Rooms oraz Mr. Nobody Against Putin. Jak najbardziej raduje to moje serduszko, bo takie przesłanie jest nam dziś szczególnie potrzebne.
Gwiazdy Druhen, czyli Maya Rudolph, Kristen Wiig, Rose Byrne, Melissa McCarthy i Ellie Kemper po zdecydowanie za długim skeczu wręczyły nagrody za muzykę oraz dźwięk. Tu także obyło się bez niespodzianek. Oscara otrzymali więc Ludwig Göransson za muzykę do Grzeszników (to już trzecia statuetka w jego kolekcji!) oraz Gareth John, Al Nelson, Gwendolyn Yates Whittle, Gary A. Rizzo i Juan Peralta za dźwięk w F1. Utwory Göranssona rzeczywiście były znakomite, natomiast to już pewna tradycja, że filmy wyścigowe dostają Oscara za najlepszy dźwięk, więc zwycięstwo F1 wcale nie dziwi.
Kolejna nagroda — wręczona przez Billa i Lewisa Pullmanów — ugruntowała drogę Jednej bitwy po drugiej po statuetkę wieczoru. Oscara za najlepszy montaż otrzymał Andy Jurgensen. I rzeczywiście ma Jedna bitwa po drugiej bardzo dobry rytm, ale czy rzeczywiście był to najlepiej zmontowany film zeszłego roku? Moim zdaniem Grzesznicy i F1 biją go pod względem montażu na łopatki.
Na zawsze zapisze się na kartach historii laureatka nagrody za najlepsze zdjęcia. No właśnie, laureatka, nie laureat. Po raz pierwszy w ciągu 98-letniej(!) historii nagród Akademii Filmowej statuetkę w tej kategorii otrzymała bowiem kobieta. Demi Moore przekazała ją na ręce Autumn Durald Arkapaw, autorki zdjęć do filmu Grzesznicy. To z jednej strony ogromna radość, że po latach doceniono wreszcie kobietę w tym niesamowicie zdominowanym przez mężczyzn zawodzie, a z drugiej niedowierzanie, że dopiero teraz.
Kategoria najlepszy film zagraniczny była w tym roku wyjątkowo ciekawa, bo rywalizowały na niej tytuły docenione w Cannes (Wartość sentymentalna, To był tylko wypadek, Tajny agent, Sirāt) i Wenecji (Głos Hind Rajab). Z czysto matematycznego punktu widzenia (tj. po liczbie nominacji w innych kategoriach) dość łatwo można było jednak wywnioskować, że zwycięży Wartość sentymentalna i rzeczywiście: Joachim Trier otrzymał statuetkę z rąk Priyanki Chopry-Jonas i Javiera Bardema.
Lionel Ritchie wręczył nagrodę za najlepszą piosenkę i jakże byłoby fajnie, gdyby powędrowała od niego do rąk autorów I Lied To You. No ale to nie ten genialny utwór zawładnął zbiorową wyobraźnią ludzi na całym świecie, tylko Golden — utwór moim zdaniem totalnie niewyrazisty i łatwy do zapomnienia. Jakiejkolwiek nie miałbym jednak o nim opinii, to muszę powiedzieć, że zawsze wzrusza mnie emocjonalność Ejae, ilekroć odbiera statuetki w tym sezonie nagrodowym. A jednocześnie muszę dodać, że producenci gali potraktowali pozostałych autorów piosenki wyjątkowo chamsko, nie dopuszczając ich do głosu.
No i zostały cztery ostatnie nagrody wieczoru. Zendaya i Robert Pattinson przekazali statuetkę za reżyserię Paulowi Thomasowi Andersonowi. To pewnie częściowo nagroda za całokształt — Anderson był nominowany za reżyserię już czterokrotnie i dopiero teraz, kiedy nakręcił najprzystępniejszy w swojej karierze film, Akademia wreszcie postanowiła go nagrodzić, niejako rekompensując mu te wcześniejsze przegrane. Szkoda tylko, że kosztem wyraźnie lepszych Chloé Zhao czy Ryana Cooglera.
Nagrodę dla najlepszego aktora w roli pierwszoplanowej z rąk Adriena Brody’ego otrzymał Michael B. Jordan i całe szczęście, bo była to spośród nominowanych ról męskich zdecydowanie najwybitniejsza z ról. Zwłaszcza że podwójna!
Ucieszyła mnie też nagroda dla pewniaczki Jessie Buckley, którą wręczyła jej Mikey Madison. Hamnet gdzieś tam zginął pomiędzy wojującymi ze sobą Grzesznikami i Jedną bitwą po drugiej, dlatego jakikolwiek tryumf tego filmu — zdecydowanie moim zdaniem najlepszego w tym sezonie nagrodowym — cieszy mnie przeogromnie. Zresztą rola Buckley jest wręcz przewybitna — niesamowita od strony emocjonalnej i pełna prawdziwego człowieczeństwa. Ale jednocześnie muszę powiedzieć, że współnominowane w tej kategorii Rose Byrne, Renate Reinsve i Kate Hudson były równie znakomite. Tylko Emma Stone pojechała trochę na autopilocie, ale być może opinia ta wynika też z faktu, że nie uważam Bugonii za najlepszy film Lantimosa.
Ostatnią nagrodę wieczoru wręczyli Ewan McGregor i Nicole Kidman. Najlepszym filmem, zgodnie z oczekiwaniami i kilkoma znakami podczas gali, okazała się Jedna bitwa po drugiej. Nie jest to wybór z którym się zgadzam, bo choć jest to film pod wieloma względami bardzo dobry, to jednak czegoś mi w nim brakuje. Natomiast, jak już wspominałem, to na pewno najprzystępniejszy obraz Andersona i być może dlatego rozkochał w sobie zarówno krytyków, jak i branżę.
MANIAK NA KONIEC
A jakie Wy macie zdanie o tegorocznych Oscarach? Jesteście zadowoleni z wyników czy nagrodzilibyście zupełnie inne filmy? Koniecznie dajcie znać!




Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.