Maniak ocenia #315. Na szybko: “Skazani na siebie”

Pandemia wciąż doskwiera mi tak mocno, że po popkulturę sięgam raczej po to, by od tej pandemii  uciec. Skazani na siebie, w których obecna sytuacja stanowi główne tło historii, przyciągnęli mnie jednak ciekawym pomysłem.

To nie pierwsza próba stworzenia filmu nawiązującego do koronawirusa. Były już Corona Zombies, Corona czy wreszcie Songbird. Rozdzieleni. O ile jednak tamte filmy to albo tanie projekty komercjalizujące strach przed chorobą, albo nie do końca udane komentarze społeczne, o tyle Skazani na siebie to po części komedia o rozstaniu, a po części szalony film o zuchwałej kradzieży. I tym mnie kupili.

Scenariusz filmu napisał Steven Knight. Ten brytyjski autor znany jest między innymi z serialu Peaky Blinders, a niedawno napisał ciekawą reinterpretację Opowieści wigilijnej, o której wspominałem tutaj. Na pomysł na Skazanych na siebie Knight wpadł podczas rozmowy z reżyserem, Dougiem Limanem, na platformie Zoom[1a].

Głównymi bohaterami filmu są Paxton i Linda. To para, która przeżywa kryzys w związku i planuje się rozstać. Na drodze stają im jednak pandemia koronawirusa i ogólnokrajowy nakaz izolacji. Zmuszeni są wiec pomieszkać razem trochę dłużej, niż zamierzali, a frustracja z tym związana i kilka zabawnych zbiegów okoliczności sprawią, że wpadną na szalony plan.

Najlepsza część filmu to chyba dwa pierwsze akty. Steven Knight z fantastyczną lekkością tworzy sceny zawierające nie tylko esencję życia podczas pandemii, ale też tworzy fantastyczne, niedoskonałe postaci. A do wszystkiego dodaje szczyptę fantastycznego humoru. Są tu zabawne sceny ilustrujące choćby wyprawę do sklepu czy internetowe wideokonferencje, które nie zawsze przebiegają zgodnie z planem. Są też wspaniale rozpisane dialogi dopiekających sobie głównych bohaterów, dzięki którym Knight pogłębia ich skomplikowaną relację. Skomplikowaną nie tylko z powodu wkradających się w związek nudy i rutyny, ale także z powodu różnic w statusie (ona na wysokim szczeblu w międzynarodowej korporacji, on — kurier, którego dalszą karierę uniemożliwia dawny wybryk) czy rasie.

Jest też w filmie miejsce na antykapitalistyczne rozważania. Knight nie jest wprawdzie Kenem Loachem, w związku z czym trudno doszukiwać się w jego tekście pogłębionej krytyki systemu. Zwłaszcza że Skazani na siebie to film głównie rozrywkowy. Scenarzysta zdobywa się jednak na małe uszczypliwości: czasem dosadnie wysłowione przez główną bohaterkę (zmęczoną okropnymi praktykami korporacji, w której pracuje), a czasem sugerowane przebiegiem wątków. I to właśnie z tych rozważań pośrednio wynika akt trzeci filmu wiążący się z planem kradzieży brylantu.

Wprowadza on do filmu trochę gatunkowego urozmaicenia — a tego we współczesnej kinematografii nigdy za wiele. Można by wprawdzie nieco ponarzekać na konstrukcję tego wątku — wydaje się zdecydowanie poprowadzony zbyt prosto, a bohaterom wszystko udaje się zbyt gładko. Nawet pomimo rozpisanych nieco na siłę przeszkód, które muszą się pokonać. Ale należy też ten trzeci akt potraktować symbolicznie — jako pewien przełom w związku głównych bohaterów. I w tym kontekście wypada on o wiele lepiej. Stanowi ostateczne przełamanie rutyny, którą pandemia i izolacja społeczna uwydatniły, a ponadto pozwala bohaterom na nowy start. To ciekawie użyta przez Knighta metafora.

Jak już wyżej wspomniałem, film wyreżyserował Doug Liman. I zupełnie bym go o to nie podejrzewał, bo to nazwisko, które kojarzy mi się raczej z kinem akcji: Bourne’em, Panem i Panią Smith czy Na skraju jutra. Tymczasem do realizacji Skazanych na siebie Liman korzysta z zupełnie innego emploi.

Przede wszystkim to film bardzo intymny. Większość akcji, niczym w odcinku butelkowym jakiegoś serialu, dzieje się w jednym miejscu, w ramach jednej scenografi — w domu głównych bohaterów. Liman przeplata przy tym sceny kręcone kamerami filmowymi z zabawnymi fragmentami internetowych konferencji. Szczególnie warta uwagi jest inscenizacja tych drugich. Reżyser zdaje sobie sprawę, że wiele osób musi się do takiej komunikacji przyzwyczaić i nie do końca umie z niej korzystać. Stąd choćby przezabawne sceny z Benem Kingsleyem, którego bohater nie umie porządnie nakierować kamery na twarz.

Tę intymność Liman kontrastuje w trzecim akcie za pomocą nakręconego z relatywnym rozmachem wątku kradzieży. Rozmachem niepolegającym jednak na efektownych scenach akcji, ale na miejscu akcji i doborze scenografii. Całość rozgrywa się bowiem w Harrods — jednym z najsłynniejszych londyńskich luksusowych domów towarowych. Ten działajacy już od 172 lat sklep nigdy dotąd nie pozwolił na zdjęcia w swoim wnętrzu. Ale ponieważ podczas pandemii świat stanął na głowie, zarząd Harrods zgodził się nie tylko na nakręcenie kilku scen w głównej części budynku, ale także zejście ekipy do skarbca[1b], w którym rozgrywa się kluczowa część akcji.

Choć zatem w trzecim akcie Skazanych na siebie nie doświadczymy efektownych pościgów i popisów kaskaderskich, Harrodsowe blichtr i przepych wystarczają, by odczuć zmianę w dotychczasowej narracji. Ta zmiana łączy się oczywiście tematycznie z tym, o czym wspominałem wcześniej: przełamaniem rutyny w życiu bohaterów — tej pandemicznej i niepandemicznej.

Liman wykazuje się także niesamowitym komediowym wyczuciem czasu. Wszelkie sceny o wydźwięku humorystycznym inscenizuje bezbłędnie, napełniając wręcz widza radością. Szczególnie warte uwagi są nie tylko błyskotliwe docinki głównych bohaterów, ale też małe szczegóły świata przedstawionego: choćby wspomniana realizacja scen wideokonferencji czy niuanse w niewerbalnej komunikacji aktorów.

No właśnie, aktorzy też są bezbłędni. Anne Hathaway i Chiwetel Ejiofor tworzą zgrany (w swoim niezgraniu) duet, który wypada bardzo wiarygodnie jako związek z długim stażem, w którym pojawił się kryzys.

Hathaway jest w taki paradoksalny sposób „pospolicie dystyngowana”; łączy codzienność z wyrafinowaniem, dodając do tego nutkę ironii. Być może wpisuje się to w pewien konkretny sposob grania, jaki aktorka realizowała w kilku ostatnich swoich filmach komediowych, ale na szczęście nie przenosi go do Skazany na siebie jeden do jednego. Jej Linda nie jest dzięki temu przerysowaną karykaturą, ale postacią zniuansowaną, z której Hathaway powoli odziera kolejne warstwy.

Ejiofor buduje z kolei postać o artystycznym obliczu, która zdolna jest do szaleństw w rodzaju recytowania wierszy na środku ulicy czy szaleńczej jazdy na motorze wbrew sygnalizacji świetlnej. Do tego wszystkiego dodaje też szczyptę zmęczenia absurdami codzienności, które czasami może zaowocować wybuchem emocji. I zawsze jest znakomity.

W filmie jest też mnóstwo świetnych epizodów śmietanki brytyjskich i amerykańskich aktorów. Zobaczymy między innymi Stephena Merchanta, wspomnianego Bena Kingsleya, Claesa Banga, Minday Kalling, Katie Leung czy Bena Stillera. Większość pojawia się na drugim planie na moment, ale wszyscy za każdym razem wspaniale ubarwiają film.

Skazani na siebie to świetna rozrywka, która — paradoksalnie — pozwala trochę uciec od coraz bardziej męczącej sytuacji pandemicznej i wkroczyć w świat, co prawda w niej funkcjonujący, ale jednocześnie zabawny, śmiały i szalony. A w rzeczywistości wciąż nękanej przez koronawirusa nie trzeba niczego więcej. Polecam z całego serduszka.

DOBRY

Przypisy:

  1. ^abHow Doug Liman Convinced Harrods to Let Him Shoot Locked Down in Its Vaults.

Komentarze