niedziela, 21 czerwca 2015 6/21/2015 10:14:00 PM

Maniak inaczej #44: O matko i córko, czyli "Once Upon a Time" S04E20

Krzysztof Karol Bożejewicz

MANIAK NA POCZĄTEK


Uwaga! We wpisie znajdują się: szczegółowy opis i analiza każdej sceny odcinka. Jeśli omawiana odsłona „Once Upon a Time” jeszcze przed Wami, to lepiej kliknijcie tutaj, by poznać moją opinię bez ryzyka popsucia sobie zabawy.
Przedostatni odcinek czwartego sezonu „Once Upon a Time” (tak na dobrą sprawę, to przedprzedostatni, bo finał składa się przecież z dwóch odcinków) oferuje domknięcie najważniejszych wątków związanych z bohaterami oraz otwiera drogę do emocjonującego finału, w którym plany Titeliturego mają szansę się ziścić. A przy okazji jak zwykle jest tu wiele uszczypliwych dialogów, nawiązań do popkultury i ciekawych spostrzeżeń. To co, gotowi na streszczenio-analizę?

MANIAK ANALIZUJE


Tytuł brzmi tym razem „Mother”, czyli „matka”. Oznacza to że pod lupę będą brane różne matki i w większości przypadków, ich relacje z córkami. Poobserwujemy więc Corę i Reginę, Diabolinę i Lily, Śnieżkę i Emmę, ale też dopiero dorastającą do roli matki Zelenę (jeśli można powiedzieć, że ta bohaterka kiedykolwiek dorośnie). Przyglądamy się tym postaciom z bliska, patrzymy jak na siebie wpływają i jaką mają przed sobą przyszłość.

Zła Królowa w żywiole.

Zaczarowany las. Zła Królowa przemierza królestwo w swojej karecie. Tymczasem, tuż przy drodze, grupa poddanych wiejskiego pochodzenia wyraźnie się czymś ekscytuje. Nie uchodzi to uwadze Reginy, która każe natychmiast zatrzymać powóz. Wychodzi na zewnątrz (ubrana, jak zwykle, w przepiękny kostium), a tuż za nią z karety wyłania się jej ojciec.
Królowa wita poddanych i pyta, czy właśnie podziwiają łąkę. Na pytanie odpowiada pewien starzec. Mówi, że łąka wydaje się doskonała na ceremonię ślubną (serio?). Zła Królowa przyznaje starcowi rację, ale zaznacza, że łąka należy do ziem królewskich i nie przypomina sobie, by udzieliła pozwolenia na zawieranie na nich zaślubin.
Głos zabiera młodzieniec, który tłumaczy, że nie zdawał sobie sprawy (no tak, ale przecież ignorantia legis non excusat, więc co to za wyjaśnienie). Królowa natychmiast wyciąga mu serce z piersi. Do akcji wkracza jednak jej ojciec. Stara się uspokoić córkę (choć metody ma, nazwijmy to, wątpliwe). Pyta, czy przypadkiem nie przesadza i czy powodem nie jest ten dzień (jaki dokładnie — dowiemy się za chwilę). Regina każe ojcu przestać wspominać o rzeczonym dniu, ten jednak nie zna umiaru i kontynuuje. Twierdzi, że Regina musi wspierać poddanych, a zrażenie ich do siebie byłoby oznaką krótkowzroczności i słabości.
Nietrudno się domyślić, że wyprowadza to królową z równowagi. Krzyczy, że wcale nie jest słaba. Następnie zwraca się do chłopaka, któremu wyjęła serce z klatki piersiowej — już łagodniejszym głosem. Mówi, że chciała go oszczędzić, ale ktoś ją zdenerwował. Ku przerażeniu zgromadzonych zgniata serce chłopaka, a następnie każe na przyszłość rezerwować kościół. Wsiada do swojego powozu, ale nie wpuszcza do środka ojca. Każe mu odejść w kierunku zamku, sama musi się bowiem gdzieś udać.
Oj, taka Zła Królowa zawsze mile widziana. Oczywiście w retrospekcjach. Targana emocjami, nie potrafiąca nad nimi zapanować, krucha. Cudownie, że scenarzyści przypominają takie jej oblicze, zwłaszcza że świetnie kontrastuje to z tym, jaka bohaterka jest obecnie. A co za tym idzie — podkreśla to jej postęp.

Ktoś tu igra z uczuciami Reginy…

Regina dociera na cmentarz, na którym leży jej dawna miłość, Daniel. Z niepokojem zauważa na jego grobie żółtą różę (symbolizującą optymizm i radość, ale wiązaną też przez niektórych z zazdrością). Bohaterka natychmiast wyczuwa obecność matki, odwraca się i przekonuje się, że się nie myliła. Cora rzeczywiście przybyła w odwiedziny. Oczywiście w jakimś konkretnym celu.

Smoki w Storybrooke.

Czas na kartę tytułową. Pojawia się na niej smok — ale nie ten, w którego zamienia się Diabolina. Można się tylko domyślać, że chodzi o smoczą formę Lily (co później zweryfikuje odcinek).
Lily rzeczywiście nadal pozostaje kluczowa dla fabuły, ale twórcy nawiązują kartą tytułową także do symboliki smoka, jako tego, który tworzy i niszczy. Symbolikę tę można bowiem z powodzeniem odnieść do kolejnych wątków i motywów.

Regina i Robin muszą sobie wiele wyjaśnić.

Nowy Jork, współczesność. Minęło trochę czasu od końcówki poprzedniego odcinka. Regina i Robin znajdują się w barze, gdzie omawiają zaistniałą sytuację.
Regina oskarżycielskim tonem zauważa, że Robin pogodził się z rozstaniem z nią i postanowił nie patrzeć w przeszłość. Mężczyzna odpowiada, że to niesprawiedliwe. Regina rozumiała sytuację i na wszystko wyraziła zgodę. Kobieta zauważa, że rozumieć a widzieć to dwie różne rzeczy. Trudno się dziwić jej goryczy — wszystko wszak zaszło bardzo daleko.
Robin mówi, że są istotniejsze sprawy. Jak choćby Roland. Kiedy Zelena przestanie używać zaklęcia zmiany wyglądu, chłopiec będzie się zastanawiał, gdzie jego mama. Ponowna jej strata byłaby nie do zniesienia. Regina proponuje miksturę zapomnienia — chłopiec straci trochę wspomnień, ale to w tej sytuacji najlepsze rozwiązanie. Robin się zgadza i dziękuje. Rzeczywiście, Roland znajduje się w nieciekawym położeniu, ale dobrze, że jest na to sposób.
Robin wyraża następnie wściekłość. Zelena zabiła Bogu ducha winną Marian tylko po to by odegrać całą tę farsę. Mężczyzna najchętniej zrobiłby jej krzywdę, ale nie może tego zrobić. Przez cały czas wiedział, że coś jest nie tak, ale nie wiedział dlaczego. Cóż, wniosek z tego taki, że trzeba ufać swoim instynktom.
Regina przeprasza. Tak naprawdę chodziło o nią — Zelena chciała się po prostu upewnić, że Regina nigdy nie dostanie swego szczęśliwego zakończenia. Robin natychmiast podchwytuje temat. Jeśli owym szczęśliwym zakończeniem miałby być ich związek, to chyba znów jest to możliwe. Oczywiście mężczyzna zdaje sobie sprawę, że sprawa jest bardzo poplątana, ale pomiędzy nimi… Regina przerywa. Pomiędzy nimi stoi wielka przeszkoda, która będzie z dnia na dzień rosnąć — nie tylko przez dziewięć miesięcy. Nieważne, co się wydarzy — zawsze na drodze będzie stać dziecko. Robin jest teraz z Zeleną związany w taki sposób, w jaki z Reginą nigdy nie będzie (bohaterka sugeruje tu, że sama nie może mieć dzieci, co będzie podjęte w dalszej części odcinka). Była idiotką, sądząc, że życie nie da jej znów kopniaka. Robin to wszystko rozumie. Pozostaje jednak ważne pytanie: co teraz?
No właśnie, sytuacja nie jest zbyt ciekawa i obojgu bohaterom trudno się w niej odnaleźć (a Robin wydaje się bardzo pogubiony). Sprawę trzeba rozwiązać delikatnie. Pozostaje też problem: czy rzeczywiście dziecko stanowi swego rodzaju pakt, łączący daną parę nade wszystko?

Zelena prosi się o manto.

Przenosimy się do mieszkania Robina. Emma trzyma w rękach łapacz snów. Nie wierzy, że przetrwał tak długo. Lily pyta, czy to mieszkanie należało do jej… Nie kończy, bo Panna Swan domyśla się, o kogo chodzi. Mówi, że miał na imię Neal i wiele dla niej znaczył. Przez działania Zeleny niestety odszedł. Widać, że wspomnienia lubią płatać figle i potrafią odżyć ze zdwojoną siłą w najmniej spodziewanym momencie.
Zelena słyszy rozmowę i gdy tylko pada wzmianka o Nealu i jego śmierci nonszalancko przeprasza. Emma podchodzi do kobiety z zamiarem wyrządzenia jej krzywdy, ale Zelena natychmiast udaje, że dziecko właśnie ją kopnęło, a następnie dodaje, że Emma chyba nie chciałaby poturbować ciężarnej. Oj, jak ona się prosi!
Do mieszkania nagle wchodzą Regina i Robin. Najwyraźniej wszystko już ustalili, bo kobieta każe się wszystkim spakować. Udają się do Storybrooke. Razem z Zeleną.

Oj ten Hak i jego brak umiaru…

Storybooke, bar U Babci. Przy jednym ze stolików, jak gdyby nigdy nic, siedzą sobie Titelitury i Autor. Ci to mają tupet!
Autor spogląda na bajgla i pyta towarzysza, co to jest. Gdy słyszy odpowiedź, wyraża powątpiewania i odkłada przysmak na talerz. Słychać dość głośny dźwięk, co może sugerować, że bajgiel był bardzo twardy. Cóż…
Do baru wchodzi Hak, który natychmiast zaczepia Titeliturego i Autora. Gold pod nosem mówi, że właśnie dlatego nienawidzi tego miejsca (po co w takim razie przychodził — zjadać czerstwe bajgle?), a potem zwraca się wprost do Haka, pytając, czy na pewno chce zacząć swój dzień od porachunków z Mrocznym. Pirat frywolnie odpiera, że ma do czynienia z bardzo słabym Mrocznym — takim, który nie może przeprowadzić kontrataku, nie zwęglając swojego serduszka. Mrocznym, który jest jak stary pies bez zębów. Oj igra sobie nasz kapitan — zupełnie jakby nie wiedział, czym się takie igraszki mogą skończyć.
Hak przynosi wiadomość: Emma wraca i wcale nie stała się zła. Pirat zazna więc szczęścia, natomiast Titelitury nigdy już nie będzie miał takiej możliwości. A „nigdy” oznacza bardzo, bardzo długo. Hak kończy te przekomarzanki i wychodzi. Nic nie nauczyły go poprzednie doświadczenia — Mrocznego lepiej w taki sposób nie drażnić! Nawet jeśli wydaje się bezbronny.
Isaac natychmiast podchwytuje temat. Zauważa, że całość nie układa się najlepiej. To Emma odpowiada za szczęśliwe zakończenia w Storybrooke, a zatem w atramencie musi znaleźć się jej krew. Musi być on bowiem kontrolowany przez jej mroczne impulsy. Jeśli Wybawicielka nie stanie się zła, nie dostaną atramentu. Teraz przynajmniej wiadomo, po co ta cała heca ze spowijaniem serca panny Swan mrokiem.
A propos serca — Titelitury nagle łapie się za swoje, zdradzając przy okazji trudności w oddychaniu. Autor natychmiast odznacza się troską i pyta, czy wszystko w porządku oraz o to co Hak miał na myśli wspominając o sercu Mrocznego. Titelitury odpowiada, że wszystko będzie w porządku, kiedy uda mu się znaleźć inny sposób na zdobycie atramentu. Taka odpowiedź ciekawi Autora, który pyta, czy Titelitury uważa, że istnieje jakaś luka. Mroczny twierdzi, że zawsze jakaś istnieje. Proponuje wyjść z baru. Wstaje z miejsca, ale ból natychmiast powraca. Autor próbuje pomóc, Titelitury jednak go zatrzymuje. Każe zapomnieć o chodzeniu piechotą, ma bowiem lepszy pomysł — teleportację. Oj, jest z nim coraz gorzej. Ale cóż za lukę może mieć na myśli?

Powitanie z Hakiem oczywiście najcieplejsze.

Emma, Regina i zebrani podczas podróży towarzysze przybywają do Storybrooke. Śnieżka, Książę, Hak i Henry wychodzą na powitanie, na miejscu czeka też stremowana Diabolina. Emma wychodzi z samochodu ściska się z Henrym, a następnie z Hakiem, jednak gdy próbuje zbliżyć się do niej Śnieżka, bohaterka trzyma ją na dystans. Jeszcze nie potrafi pogodzić się z rodzicami.
Z samochodu wreszcie wychodzi Lily. Przechodzi obok Śnieżki i Księcia, rzucając im groźne spojrzenie. Emma mówi, że nie ma powodów do obaw, a następnie przedstawia Lily Diabolinie. Czarownica jest wzruszona, choć Lily nie wydaje się zbyt zaaferowana pierwszym spotkaniem z biologiczną matką…

Cora najwyraźniej poznała właściwości Białego Królika.

Powracamy do przeszłości. Regina jest wściekła: jej matka pojawia się w rocznicę zabójstwa Daniela. Czyżby chciała rozgrzebać stare rany? Sama niby twierdzi, że przybyła, aby przeprosić, ale przecież komu jak komu — Corze nie można ufać.
Regina pyta matki, jak uwolniła się ze zwierciadła. Cora odpowiada, że pożyczyła królika (to oczywiście nawiązanie do właściwości Białego Królika widzianych w „Once Upon a Time in Wonderland”, a także do związku tej postaci z Królową Kier w książce). Cora opowiada, że Kraina Czarów to niesamowite miejsce i wiele się tam nauczyła. Rozumie też, dlaczego Regina musiała ją odesłać — bez niej stała się niezależna i silna. I to napawa Corę dumą.
Regina przechodzi do rzeczy — pyta, czego Cora chce. Ta odpowiada, że pragnie jedynie pomóc. Regina ma piękno, siłę i władzę, a matka chce jej zapewnić ostatni ważny element — miłość. Regina daje jej do zrozumienia, że miała kiedyś miłość, ale Cora ją zabrała i zniszczyła, wyrywając jej wybrankowi serce. Cora wzdycha: „stajenny”, na co Regina reaguje bardzo ostro: „Daniel! Miał na imię Daniel!” Cora zdobywa się na skruchę i przyznaje, że popełniła straszliwy błąd. Jej samej dobrze było w małżeństwie bez miłości i sądziła, że z Reginą będzie tak samo. Teraz rozumie, że jej córka przeżywa pewne rzeczy głębiej niż ona sama (psst, może dlatego, że nie pozbawiła się serca?). Regina wymownie się odwraca, jakby chciała powiedzieć: „oszczędź te bzdury”. Cora zapewnia jednak, że naprawdę tak uważa. Dodaje ponadto, że Regina zasługuje na więcej, niż miała ona sama.
Regina reaguje we właściwy sobie sposób — ironicznie zauważa, że już za późno. Cora ma jednak asa w rękawie. Twierdzi, iż obie wiedzą, że to wcale nieprawda. Poznała pewną pozbawioną skrzydeł wróżkę (Dzwoneczek była w Krainie Czarów?), która opowiedziała jej o nieudanej próbie połączenia Reginy z jej bratnią duszą. Wróżka wyjawiła, że istnieje ktoś, kto jest przeznaczony Reginie i Cora pragnie go odnaleźć. Regina nie chce jej jednak od razu zaufać. Uwierzy w słowa matki dopiero wtedy, gdy zobaczy, że zostały zrealizowane.
Ruch Cory bardzo zastanawia. Czy rzeczywiście chce dobra córki? Czy naprawdę chce odkupić błędy z przeszłości? A może ma inne cele? Zdradzą to oczywiście jej kolejne posunięcia.

Zelena w nadzwyczaj dobrym humorze.

I znów magiczne miasteczko w Maine. Regina prowadzi Zelenę na najniższy poziom storybroodzkiego szpitala, gdzie mieści się oddział psychiatryczny. Jest bardzo ostrożna i skupiona na tym, co robi, dlatego Zelena uspokaja ją (oczywiście we właściwy sobie ironiczny sposób), że nie ma żadnych powodów do ucieczki. Oczywiście Regina nie byłaby sobą, gdyby nie miała gotowej równie złośliwej odpowiedzi — zadbała bowiem o to, by Zelena nie miała możliwości użycia magii. Następnie otwiera drzwi izolatki i mówi, że to od teraz dla Zeleny dom.
Czarownica zauważa, że to zimne i wilgotne miejsce. Regina tylko czekała na taką uwagę. Ironizując mówi, że cieszy się, iż o tym pomyślała. Dodaje, że położnik, dr Whale (Whale to widać lekarz od wszystkiego), zaoferuje Zelenie najlepszą opiekę, jakiej może się spodziewać po tej stronie fikcyjnych Alp. To najlepszy tymczasowy dom, jakiego może sobie tylko zapragnąć.
Zelena nie daje w tych słownych przekomarzankach za wygraną. Owszem — to tymczasowy dom, ale obecność Zeleny w życiu Reginy wcale nie jest tymczasowa. Czarownica dotyka brzucha — dziecko będzie zbijać sen z powiek jej siostry już na zawsze. Nietrudno się domyślić, że to wytrąca nieco Reginę z równowagi. Pani burmistrz zadaje więc siostrze pytanie: skąd u niej pewność siebie; skąd wie, że będzie bezpieczna, kiedy dziecko już się urodzi. Zelena odpowiada, że powód jest prosty. Jeśli Regina ją zabije, Robin będzie wiedział, że zabiła matkę jego dziecka. Regina uśmiecha się i odpowiada siostrze, że ta najwyraźniej jej nie docenia. Zamyka drzwi izolatki i stawia magiczną barierę. Spotkanie z siostrą obudziło w niej najgorsze instynkty — czyżby teraz to ona miała zboczyć w kierunku zła?

Autor skrzętnie szuka rozwiązania.

Sklep Golda. Bardzo słaby Titelitury każe Isaacowi szybko znaleźć wszystko co tylko może na temat magii krwi. Sam udaje się na zaplecze — ponoć ma tam coś, co może pomóc.

Serce Titeliturego nie ma się najlepiej.

Mężczyzna wchodzi na zaplecze sklepu. Jest w bardzo złym stanie. Wyjmuje swoje serce i dokładnie je ogląda. Jedyny czerwony punkcik jest ledwo widoczny. Nie pozostało już wiele czasu.
Nagle z przedniej części sklepu dobiegają głosy. Ktoś wszedł do środka. Titelitury wkłada serce z powrotem na miejsce i o resztkach sił wychodzi z zaplecza.

Regina stawia czoło Mrocznemu.

Okazuje się, że sklep odwiedziła Regina, która przyszła po Autora. Zaznacza, że to ona wpadła na pomysł odszukania mężczyzny i Titelitury ten pomysł ukradł.
Titelitury słucha w milczeniu. Nagle ból w klatce piersiowej staje się nie do zniesienia. Regina pyta, co się dzieje. Z początku Mroczny udaje, że to nic poważnego, ale kiedy Regina naciska, przyznaje, że jego serce umiera i jest to bardzo zła wiadomosć dla ich obojga. Zdziwiona słowami mężczyzny przypomina Titelituremu, że mrok miał pozbawić go umiejętności kochania, nie zabić. Wszak Mroczny nie może zginąć. Gold odpowiada, że owszem, Mroczny zginąć nie może, ale Titelitury — to już inna historia. Dodaje, że Regina nie chciałaby mierzyć się z Mrocznym, gdy „nikogo innego nie będzie w domu”. Lepiej więc, żeby z nim nie igrała. Dla Reginy jest to jednak bez znaczenia, bo kiedy już dostanie szczęśliwe zakończenie, będzie zwyczajnie… szczęśliwa. Nie obchodzi jej, co też Titelitury wymyśli. Ten oskarża ją o krótkowzroczność. Wyjmuje zza pazuchy pióro, a następnie proponuje współpracę. Razem mogliby znaleźć sposób na zdobycie atramentu.
Regina podchodzi bliżej, dając Titelituremu nadzieję, że potraktowała jego propozycję poważnie. Szybko jednak pozbawia go złudzeń. Ironizuje, że mężczyzna rzeczywiście wygląda na zdolnego do poważnej współpracy. Wyrywa mu pióro z ręki, dziękuje i mówi, że sama wymyśli jak zdobyć atrament. Rzuca słowa pożegnania i wraz z Autorem teleportuje się w bliżej nieokreślone miejsce. Tymczasem Titelitury bezwładnie pada na ziemię.
W scenie przemycono bardzo ważną informację: Titelitury może umrzeć — wtedy nad jego ciałem całkowicie zapanuje Mroczny. To istotny element mitologii serialu, która nie pierwszy raz w tym sezonie jest rozwijana właśnie pod kątem tego bohatera (cały wcześniejszy wątek z tiarą Czarnoksiężnika).
Druga rzecz — Regina zaczyna działać egoistycznie i pojawia się duże zagrożenie. Zło i chodzenie na skróty jest kuszące, a Autor właśnie taką krótką drogę do szczęścia może zapewnić…

Nottingham przypada Corze do gustu.
No cóż, o gustach się ponoć nie dyskutuje.

Przeszłość, karczma gdzieś w Sherwood. Do środka wchodzi Cora. Rozgląda się i szybko zwraca uwagę szeryfa z Nottingham. Mężczyzna podchodzi i mówi Corze, że wygląda za dobrze, by przebywać w takich miejscach (serio — tak tani tekst?). Cora uśmiecha się i odpowiada szeryfowi, że mocno by się zdziwił (o, tak). Następnie pyta go, kim jest. Nottingham się przedstawia i szybko zamawia gestem dwa napoje. Cora również się przedstawia i przechodzi do rzeczy: szuka mężczyzny. Nottingham, starając się być zabawnym (ha, ha), wskazuje na siebie. Cora delikatnie się uśmiecha i doprecyzowuje: chodzi jej o kogoś konkretnego; mężczyznę z wytatuowanym na ramieniu lwem. Szeryf od razu domyśla się, że chodzi o Robina Hooda. Cora prosi o więcej informacji, lecz Nottingham od razu zastrzega, że kobieta wcale nie chciałaby wiedzieć o nim więcej: to świętoszkowaty bufon, który uważa się za lepszego od innych, bo okrada bogatych i rozdaje biednym. W dodatku ani myśli się na ten temat zamknąć.
Cora uśmiecha się ponownie. Przyznaje, że to wszystko brzmi tak, jakby rzeczywiście trudno było wytrzymać, ale jednocześnie nic nie poradzi na to że jej córka się zakochała. A w końcu dzieciom się nie odmawia. Nottingham odpowiada, że niestety Robin jest już żonaty — wziął ślub z pannicą, której nikt inny by nie chciał (oż, ty hipokryto — jeszcze niedawno sam ostrzyłeś sobie na Marian pazurki!). Na Corze informacja nie robi żadnego wrażenia — żon można się łatwo pozbyć. Nottingham oferuje w tej sytuacji pomoc, ale ostrzega, że nie zrobi tego za darmo. Cora znów się uśmiecha (chyba bardzo lubi to robić). Być może jest bliżej tego, co chciała odnaleźć, niż myślała. Chce jeszcze porozmawiać. Nietrudno się domyślić, że nic dobrego z tego spotkania nie wyjdzie…

Regina konsultuje się z Isaakiem i obmyśla plan.

Wracamy do Storybrooke. Regina zabrała Autora do krypty, gdzie ucina sobie z nim pogawędkę. Na sam początek upewnia się, że wszystko rozumie: Isaac i Gold myśleli, że Emma stanie się zła, a skoro do tego nie doszło, to ich plany spaliły na panwece. Issac potwierdza. Energia najmroczniejszego potencjału Emmy musi zasilić atrament. Regina kiwa głową na znak zrozumienia i mówi, że w takim wypadku trzeba się zastanowić nad dalszymi krokami. Ale Isaac oczywiście nie będzie się zastanawiać w ciszy.
Gdy tylko Regina kończy mówić Autor natychmiast zaczyna się podlizywać. Mówi, że Regina od zawsze była jego faworytką. Jasno określone cele, zniszczona osobowość i tendencja do autodestrukcji — oto idealny przepis na porywającą postać (no proszę, scenarzyści dzielą się swoimi tajemnicami — to się zrobiło metatekstualnie). Ze wszystkich postaci o których pisał, Regina była chyba najbardziej pokrzywdzona przez los. Kobieta delikatnie, acz stanowczo daje Autorowi do zrozumienia, że wcale nie musi jej o tym informować. Isaac ignoruje uwagę i ciągnie swój wywód dalej. Działał z Titeliturym tylko dlatego, że ten mógł go chronić, a więc Regina może mu zaufać (serio, TAKI argument ma ją przekonać?).
Regina zmienia temat. Pyta, czy Isaac może zrobić to co mówi — wprowadzić zmiany do historii. Isaac odpowiada twierdząco. Regina pokazuje mu wtedy kartkę znalezioną przez Robina i pyta czy to znak, że szczęśliwe zakończenie jest dla niej możliwe. Kartka musi wszak istnieć z jakiegoś określonego powodu. Na twarzy Isaaca maluje się ekscytacja. Kartka pochodzi z pewnego eksperymentalnego dzieła, które pisał, ale nigdy nie miał okazji skończyć. Pyta, skąd Regina ją wzięła. Kobieta mówi, że któregoś dnia kartka pojawiła się w rzeczach Robina. Isaac mówi, że nie ma pojęcia, jak to się stało, ale to z pewnością znak, że coś Reginy strzeże. „«Coś»… Czy da się być bardziej ogólnikowym” pyta bohaterka. Isaac odpowiada, że istnieją siły, wykraczające poza ich zrozumienie. Z całą pewnością istnieją. Ale za czyją sprawą Robin wszedł w posiadanie kartki i dlaczego? Ja stawiam na Czarnoksiężnika — wydaje się chyba najbardziej prawdopodobną opcją.
Isaac wraca do poprzedniego tematu. Zapewnia Reginę, że jest jej fanem i z radością napisze cokolwiek kobieta zechce. Oczywiście jeśli tylko dostanie atrament. Regina zaskakuje jednak Autora — już wymyśliła, jak zdobyć atrament.

Że też wcześniej tego nie zauważyłem! Czysta Annie Hall!

Dzięki montażowej magii kadr szybko zmienia się na Lily — jakby chciano zasugerować, że to ona jest kluczem w zyskaniu atramentu.
Znajdujemy się wraz z bohaterką i jej matką w barze „U Babci”. Diabolina, wciąż wyraźnie wzruszona wyczekiwanym spotkaniem z Lily, mówi córce, że wygląda przepięknie. Lily spogląda na nią spod byka, więc czarownica szybko się reflektuje i przeprasza — po prostu nie mogła tego nie zauważyć.
Zniecierpliwiona Lily zmienia temat i pyta, w jaki sposób zemszczą się na Śnieżce i Księciu. Odpowiedź Diaboliny jest zaskakująca: wreszcie poznała córkę i nie chce tracić czasu na zemstę. Rozumie, dlaczego Lily jej chce, ale dotarło do niej, że powinny patrzeć w przyszłość. Lily nie może w to uwierzyć — naprawdę wszystko ma ujść Księciom na sucho? Diabolina odpowiada, że mogą albo cieszyć się wspólną przyszłością, albo gniewać przeszłością. Do Lily nie dociera jednak taki argument. Dlaczego nie miałaby zrobić obu tych rzeczy? Przez wszystkie lata, od kiedy dowiedziała się, co się wydarzyło, próbowała sobie wyobrazić, jak dwoje ludzi mogło ją odebrać smokowi. Teraz już wie: Diabolina to popychadło. Dziewczyna z wyrzutem pyta, co Śnieżka i Książę zrobili Diabolinie — pogłaskali po brzuszku czy poczęstowali smakołykiem? Auć!
Diabolina jest rozgoryczona. Odpowiada, że zrobiła wszystko, co było w jej mocy. Lily zbywa jednak jej wyjaśnienia zduszonym śmiechem. Diabolina przełyka ślinę i kontynuuje. Chce cieszyć się tym, że może spędzać z Lily czas, jako jej matka. Dziewczyna ponownie złośliwie atakuje, mówiąc, że jest dorosła i nie potrzebuje rad od Annie Hall (że też wcześniej nie zauważyłem podobieństwa jej stroju do tego, który nosiła bohaterka słynnej komedii Woody’ego Allena!). Następnie wstaje od stolika i kieruje się w stronę wyjścia. Diabolina oczywiście także natychmiast wstaje i prosi, by Lily zaczekała. Jeśli bowiem wyjedzie, nie będzie już mogła wrócić. Sama Diabolina zaś, jeśli przekroczyłaby granicę Storybrooke, zamieniłaby się w pył, z którego Titelitury przywrócił ją do życia (to stwierdzenie stawia w ciekawym świetle jej wskrzeszenie — wygląda na to że jedynym, co utrzymuje ją przy życiu, jest magia). Na Lily błagania Diaboliny nie robią najmniejszego wrażenia, czarownica jednak prosi jeszcze raz: niech zostanie choć trochę dłużej. Może za tydzień wszystko się zmieni? Lily jednak nie słucha matki i z chłodem w głosie każe jej wysłać pocztówkę.

Desperacka prośba o pomoc.

Diabolina postanawia zasięgnąć pomocy u Śnieżki i Księcia, którym składa wizytę. Już na samym początku wyjaśnia, że nie chce ich zabić, a pragnie jedynie odzyskać córkę. Śnieżka pyta, czy kobieta uważa, że wraz z Księciem mogą jej pomóc. Diabolina niewerbalnie przytakuje i zostaje zaproszona do środka.
Czarownica pyta, czy skoro to właśnie Książę i Śnieżka rzucili drugą klątwę, to mogą zapieczętować granice miasteczka, tak jak zrobiła to Regina. Śnieżka odpowiada, że nie wie jak to zrobić i dodaje, że to i tak nie byłaby właściwa droga. Jeśli Lily coś trapi, to trzeba dotrzeć do sedna rzeczy; do tego, co jest nie tak. Problem polega jednak na tym, że Diabolina nie do końca wie, co jest nie tak (psst — poczucie osamotnienia, porzucenia, żądza zemsty i takie tam?) i tak naprawdę nie zna Lily. Książę zauważa, że Lily zachowuje się bardzo podobnie do Emmy, kiedy ta pierwszy raz przybyła do Storybrooke. Bohaterka otaczała się wtedy murem nie do przebicia. Śnieżka dodaje, że Emma bała się otworzyć, by Śnieżka jej nie zawiodła tak jak inni. Ostatecznie jednak tak się stało. Zrozpaczona Diabolina jeszcze raz zwraca się z prośbą: wcześniej Śnieżka i Książę nie oddali jej Lily, ale jeśli mogą pomóc, to niech to zrobią teraz. Śnieżka się zgadza.
Bardzo ciekawy krok Diaboliny, na którą spotkanie z córką wywarło ogromy wpływ i stopiło jej serce. A dzięki temu historia w pewnym sensie zatacza koło, choć nie w taki sposób, jaki można się było spodziewać — z tych, którzy najdotkliwiej skrzywdzili czarownicę, Śnieżka i Książę stają się tymi, którzy mogą jej pomóc.

Typy spod ciemnej gwiazdy.

Tymczasem Lily siedzi na przystanku autobusowym pod apteką Dark Star (Ciemna Gwiazda — czy da się sugerować coś bardziej nachalnie?). Odnajduje ją Regina, która ostrzega, że z autobusami w miasteczku jest bardzo kiepsko i trzeba będzie trochę poczekać. Lily odpowiada, że to nie problem Reginy i każe jej spływać. Regina nie daje się jednak tak łatwo spławić. Mówi, że takie teksty może i działały w domu dziecka, ale w Storybrooke nie może na to liczyć. Dosiada się i mówi, że muszą porozmawiać.

Regina z suknią wzorowaną na najlepszych.

Czas na podróż w przeszłość, do pałacu Reginy. Ojciec z troskliwością czesze jej włosy, aż tu nagle słychać kroki. Henry zauważa, że to Cora, co naturalnie mocno go dziwi. Cora jednak ignoruje uwagę mężczyzny i każe mu odejść. Sama zaś podchodzi do córki i dzieli się nowiną: udało jej się odnaleźć mężczyznę z przepowiedni Dzwoneczka. Powinien się zaraz pojawić w pałacu. Kobieta jednym ruchem ręki zmienia stylizację Reginy (na inspirowaną nieco sukienką Kopciuszka), a ta dziwi się, że matka pamiętała o tym, jaki jest jej ulubiony kolor. Nie jest w stanie uwierzyć, że Cora to wszystko dla niej zrobiła (taa, ja bym też nie był w stanie). Cora jeszcze raz powtarza, że sporo się nauczyła. Regina dziękuje za sukienkę, a potem jej matka każe się odwrócić i poznać wybranka.
Mężczyzna nadchodzi. Oczywiście nie od razu widzimy jego twarz. Najpierw spoglądamy na fragment ubrania, potem na tatuaż, a kiedy już jesteśmy przekonani, że to Robin i zaczynamy się zastanawiać, jak to możliwe, pokazana zostaje twarz mężczyzny. I okazuje się, że to wcale nie jest szlachetny złodziej z Sherwood. Nic bardziej mylnego. To Nottingham!
Cora uśmiecha się złowieszczo i zapowiada, że zostawi parę samą. Każe im cieszyć się wspólnym wieczorem. A to okropna kobieta! Ale co jej z tego przyjdzie?

Randka w pałacowych ogrodach.

Dziedziniec pałacu. Regina spogląda na jabłoń. Mówi Nottinghamowi, że drzewo stało w tym miejscu jeszcze kiedy dorastała. Spotykała się pod nim ze stajennym, który kiedyś się jej podobał. Nottingham zaśmiewa się szyderczo: pozycja Reginy sporo się podniosła od czasów, kiedy spotykała z jakimś nisko urodzonym stajennym. Regina odpowiada, że czuje się zupełnie odwrotnie, jakby gdzieś tam jednak upadła. Nottingham, z właściwą sobie nonszalancją, odpiera że po prostu potrzebne są męskie ramiona, by ją podnieść. Musi pozwolić mu być tym silnym — wtedy sama będzie mogła być słaba, gdy tylko zechce (to już drugi czerstwy tekst na podryw od naszego szeryfa; jeszcze tylko brakuje, by zaczął pytać o to czy Regina mocno się poturbowała spadając z nieba…).
Tutaj w Reginie coś pęka. „Słaba?”. Nottingham szybko naprostowuje: „Kobieca.” (ależ się pogrąża…). Regina ujmuje w dłonie jego ręce (co oczywiście bardzo zadowala szeryfa), a następnie używa magii. W jednej chwili „tatuaż” staje się żywy i zaczyna atakować mężczyznę. Regina rozpoczyna przesłuchanie. Doskonale wie, że tatuaż nie był prawdziwy i pyta, czy to Cora go wyczarowała. Przerażony Nottingham przytakuje. Cora kazała mu udawać bratnią duszę Reginy i skusiła wizją zostania królem. A co Cora z tego wszystkiego by miała? Ponoć pragnęła, by Regina miała dziecko, ale szeryf z Nottingham szczegółów nie zna.
Dziecko? Jaki w tym wszystkim interes? I dlaczego z kimś tak żałosnym jak Nottingham?

I atrament gotowy.

I znów przystanek pod wiele mówiącą apteką. Regina pyta, cze Lily zdaje sobie sprawę z tego, co dokładnie zrobili Śnieżka i Książę: przelali potencjał do mroku z Emmy i wypędzili Lily z Zaczarowanego Lasu. Lily przytakuje. Księcia wysłały ją przez portal, gdy właśnie wykluwała się z jaja — prawie jak Mojżesza (cóż za porównanie…). Dziewczyna sugeruje, że jeśli Regina nie ma jakiegoś pomysłu, jak dać parce to na co zasługują, to może odejść. Regina proponuje jednak, by nie martwić się tym, na co zasługują Śnieżka i Książę, a zająć się tym, na co same zasługują. Lily odpowiada, że zasługuje na śmierć Księciów. Regina, jakby tylko na to czekała, odwdzięcza się uwagą, że rzeczywiście w Lily drzemie ogromny mrok. Problem jednak w tym, że większość tego mroku tak naprawdę pochodzi od Emmy. Na całe szczęście, jest on dość podburzony, napędzony gniewem, a tego Reginie właśnie potrzeba.
Lily natychmiast każe kobiecie odejść. Regina wyraża żal. Myślała, że pogawędzą sobie jak ludzie, ale chyba będzie musiała od razu przejść do rzeczy. Wyciąga nóż, którym nacina rękę dziewczyny. Uzyskaną w ten sposób krew miesza z atramentem. Lily wtrąca, że Regina ma nierówno pod sufitem, ale kobieta tylko się uśmiecha. Krew zadziałała, atrament gotowy. Rzuca ironicznym „Witamy w Storybrooke”, a potem znika. Pozostawiona sama sobie Lily nie czuje się zaś dobrze. W przypływie bólu, gniewu i bezsilności coś zaczyna się z nią dziać.
Wracając jednak do samej kwestii atramentu — rozwiązanie Reginy było wręcz banalne! Jeśli zadziałało to w ten sposób, to Titelituremu choroba serca chyba rzuciła się też na mózg. Jak mógł na to nie wpaść?

Lily w smoczej formie. Daję okejkę.

Tymczasem Śnieżka, Książę i Diabolina jadą samochodem, gdzieś na storybroodzkich obrzeżach. Nagle słychać ryk smoka, a chwilę później bohaterowie dostrzegają jego sylwetkę na jezdni. Wygląda całkiem ładnie, jak na once’owe standardy (z pewnością jest ładniejszy niż ten, w którego zamienia się Diabolina). Smok rzuca gniewne spojrzenie trójce bohaterów i podrywa się do lotu. Diabolina jest bardzo zdziwiona — rozpoznaje bowiem w stworzeniu swoją córkę. Oj, Regina nabroiła…

Tak się kończą randki z Reginą.

Retrospekcje. Zdenerwowana Regina samotnie czeka przy stole w swoim pałacu. W końcu pojawia się Cora, która pyta, jak udało się spotkanie i czy mężczyzna już poszedł. Regina tylko na to czekała. Mówi, że wręcz przeciwnie, wciąż tu jest, bo chciał zobaczyć lochy. Następnie pokazuje Nottinghama w zwierciadle. Związanego, powieszonego do góry nogami i nad gorącymi płomieniami. Och, ta Regina…
Cora wyraża dezaprobatę i natychmiast przenosi biednego szeryfa do domu. Pełna chłodu i goryczy Regina pyta, dlaczego to uczyniła. Czyżby nie chciała, by to ktoś inny cierpiał za to co sama zrobiła; tak jak dzieje się zawsze? Cora jest nieco zdezorientowana (serio?) — myślała, że córka doskonale dogaduje się z wybranym przez nią mężczyzną. Regina uświadamia jej, że choć nie zaznała wiele miłości w swym życiu (to słowa szczególnie wymierzone w Corę), doskonale potrafi rozpoznać bratnią duszę i wie, że Nottingham nią nie był. Rozgoryczona Cora mówi, że ta prawdziwa bratnia dusza to żonaty świętoszek, a człowiek którego znalazła to znacznie lepsza sztuka (wymieńmy zalety: czerstwe teksty na podryw, postrzeganie płci żeńskiej jako tej słabej oraz pogarda dla nisko urodzonych — ciekawe rzeczy imponują naszej Corze). Regina spogląda na matkę z wyrzutem i rzuca oskarżenie: Corze nigdy nie zależało na szczęściu Reginy. Trudno się z tym nie zgodzić, choć wciąż intrygują motywy jej działania. I kiepski gust.

Powoli uśmiech Zeleny rzednie.

Wracamy do teraźniejszości. Isaac i Regina składają wizytę Zelenie. Regina oświadcza, że zdobyła Autora oraz atrament. Pragnie, by jej siostra była świadkiem chwili, w której Isaac napisze Reginie wszystko to czego pragnie. Storybrooke to bowiem miasto Reginy i toczy się w nim jej historia. Zelena cały czas była tylko graczem drugoplanowym.
Zelena natychmiast rzuca, że nie pojawiła się po to by grać na drugim planie, ale by zastąpić Reginę; pozbyć się starego i zaoferować nowe. Regina unosi brew i pyta siostry, czy jest pewna swoich słów. Zelena podrywa się z miejsca i pyta, co dokładnie Isaac napisze. Renia z uśmiechem na twarzy mówi, że sporo się nad tym zastanawiała, bo możliwości jest naprawdę wiele, ale po namyśle wpadła na świetne zakończenie dla Zeleny.
Regina stawia tym samym kolejny krok na niewłaściwej ścieżce. W emocjach daje się zwieść pokusie i wybiera drogę na skróty. Mimo że doskonale wie, iż skróty nigdy nie są dobre…

Hak bierze sprawy w swoje ręce

Tymczasem Hak i Emma przesiadują w zatoce. Panna Swan pyta ukochanego, na co patrzą; ten odpowiada, że na horyzont. Emma zadaje kolejne pytanie „Czy ten horyzont coś robi?” (oj, jak tu czuć rękę Jane Espenson), pirat zaś mówi, że po prostu pomyślał, że taki widok troszkę Emmę uspokoi. Bohaterka przytakuje i dodaje, że równie dobrze uspokaja rum. Zrozumiawszy tę delikatną sugestię, Hak wyciąga zza pazuchy podręczną buteleczkę i podaje ją ukochanej, po czym przechodzi do rzeczy. Rozumie, że Emmie jest dość ciężko na sercu, a jego pracą, a przynajmniej ma taką nadzieję, jest to serce chronić — nawet wtedy, gdy nikt nie próbuje go skraść (fizycznie). Emma odrzeka, że jeśli Hak chce ją powstrzymać przed zaatakowaniem na Golda, to robi to niepotrzebnie. Jest zdecydowanie na tyle rozsądna, by tego nie robić. Hak jednak nie martwi się Goldem, a na myśli ma raczej rodziców Emmy. Dziewczynie rzednie nieco mina — już ten temat poruszali. Hak nie daje jednak za wygraną. To on poruszył temat, a panna Swan szybko go zbyła. Pirat chce wiedzieć, czy cokolwiek będzie dla Emmy wystarczające. A może dziewczyna zamierza stracić rodziców tylko po to by zrobić im na złość? Emma, czując nagły przypływ bezsilności prosi o oddanie rumu, co Hak czyni (rum jest dobry do prowadzenia poważnych rozmów, zapamiętajcie).
Następnie pirat ciągnie dalej. Śnieżka i Książę zrobili dużo dobrego i stali się bohaterami. Emma chce w tej chwili coś powiedzieć, ale Hak przerywa. Wie, że rodzice Emmy nie przyznali się do winy, ale może po prostu się wstydzili; może pragnęli, by Emma ich zwyczajnie polubiła? Emma kontratakuje: bardziej by ich polubiła, gdyby wiedziała, że się poprawili. Lubi, kiedy ludzie odnajdują w sobie dobro (to oczywiście słowa szczególnie ciepłe dla Haka). Killian tak łatwo się nie poddaje. Kontynuuje, mówiąc, że Śnieżka i Książę chcieli Emmę chronić i to dwukrotnie: najpierw, przed jej narodzinami, pragnęli jej szczęścia (działania dążące do pozbawienia Emmy potencjału do mroku umotywowane były zatem, zdaniem pirata, chęcią zapewnienia Emmie szczęśliwego zakończenia), a kiedy po latach odnaleźli ją w Storybrooke,chcieli, by była z nich dumna. Hak pyta, czy Emma chciałaby, żeby to wszystko poszło na marne. Emma spogląda na mężczyznę i milknie.
Ależ ten Hak ewoluował. Przemawia przez niego sporo empatii i dobra. Coraz bardziej upewniam się w tym, że jest dla Emmy odpowiednią osobą. Mimo, że dość szybko się z nim panna Swan związała po śmierci Neala.

Diabolina znów wyciąga rękę do córki.

W innym zakątku miasteczka Diabolina i Księcia mkną przez las. Książę rzuca dość niemiłą uwagą, kiedy próbuje określić kierunek, w którym udał się smok: „«To coś» pobiegło tędy”. Śnieżka natychmiast go karci, uświadamiając, że mówi o konkretnej osobie (w dodatku tej samej, którą wcześniej skrzywdził). Diabolina dziękuje kobiecie. Na jej miejscu jeszcze bym porządnie Księciu przyłożył.
Diabolina mocno się martwi, bo by smoki latały, muszą poświęcić sporo czasu na naukę. Naukę, którą Lily z wiadomych pominęła. Dziewczyna leciała zdecydowanie za nisko. Jeśli zahaczy o drzewo, choćby końcówką skrzydła, to może poważnie się zranić. Książę — jakby nie wiedział, że dość już nakłapał dziobem — dodaje, że może też zranić ludzi wokół.
Zanim jednak Diabolina zdąży mu przyłożyć, grupa wreszcie odnajduje Lily, która leży zwinięta w kłębek (no, w kłąb) na ziemi. Wzruszona Diabolina mówi, że córka wygląda dokładnie jak ona (kłóciłbym się — jest o wiele bardziej dopracowanym i lepiej zanimowanym, a ponadto znacznie ładniejszym smokiem niż ten diabolinowy). Czarownica podchodzi do córki, która podnosi się powoli i niespokojnie. Śnieżka prosi Diabolinę, by zachowała ostrożność. Ta jednak lekceważy radę — w końcu to jej córka. Smok zaczyna się denerwować. Snieżka postanawia pobiec za Diaboliną (w razie jak smok zaatakuje, to oberwie razem z czarownicą, żeby nie było jej smutno). Książę jest zmuszony ruszyć za nimi.
Lily zaczyna ziać ogniem. Książę krzyczy za żoną, by się zatrzymała, ponieważ Lily zupełnie nad sobą nie panuje. Śnieżka jednak nie słucha i dobiega do Diaboliny. W tej samej chwili Lily atakuje. Odtrąca Śnieżkę ogonem tak, że te uderza głową o pobliski kamień. Ksiażę natychmiast chce ruszyć na ratunek, ale smoczyca oddziela go od żony ścianą ognia, a następnie odlatuje.

Nareszcie zgoda.

Mija trochę czasu. Książę dzielnie siedzi przy Śnieżce i uciska jej ranę. Chwilę później nadbiega Emma wraz z Hakiem (mam nadzieję, że to Hak prowadził garbusa i nie puścił Emmy za kółko po tym rumie). Książę tłumaczy, że Śnieżka uderzyła głową o kamień, a Emma natychmiast przygotowuje magię. Jedno zaklęcie i po ranie ani śladu. Przynajmniej na zewnątrz, bo ponoć w środku jeszcze trochę będzie się goić. Dziwne te czarodziejskie sztuczki. Ale może to z braku wprawy…
Śnieżka przeprasza, że po raz kolejny zawiodła Emmę. Ta pociesza ją, mówiąc, że to nieprawda. Śnieżka dodaje, że była egoistką. Emma zgadza się, ale jednocześnie zaznacza, że trzeba ze wszystkim skończyć. Śnieżka rozumie ten apel trochę opacznie i zarzeka się, że nigdy nie przestanie jej chronić, nieważne co Emma powie czy zrobi. Emma mówi, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę i naprostowuje matkę: to ona, Emma, musi przestać ją karać. Śnieżka wyraża zdziwienie. Naprawdę córka wyciąga do niej rękę? Panna Swan ciągnie dalej. Być może pewne rzeczy wydarzyły się kosztem Emmy, ale to nic to nie zmienia. Nie zmienia to tego, jak dobrą osobą jest Śnieżka ani tego, kim jest — mamą Emmy.
Mówiąc to bohaterka spogląda na Haka, który kiwa z aprobatą. Emma nabiera powietrza i kontynuuje. Rozumie, że Śnieżka chciała, by córka była z niej dumna dumna, więc skła… ukryła prawdę. Dało to odwrotny od zamierzonego skutek, ale było ludzkie. Odcinanie się od niej i próba zadania ciosu czyni Emmę kimś żałosnym. Dziewczyna tęskni i wybacza. Na koniec przemowy bohaterki mocno się przytulają, a Hak i Książę wymieniają uśmiechy.
Ciekawe, że scenarzystka sprowadziła to wszystko do relacji matka-córka (motyw odcinka). Na miejscu Księcia zrobiłoby mi się bardzo przykro, że Emma zwraca się tylko do matki. Odkładając jednak na bok ten szczegół — bardzo się cieszę, że panna Swan wreszcie dojrzała i stać ją było na gest pojednania. Chyba można zażegnać niebezpieczeństwo zboczenia na ścieżkę zła.

Diabolina i Lily na smoczym kacu.

A co z Lily? Diabolina szybko ją znajduje, a po chwili dziewczyna z powrotem zamienia się w człowieka. Matka natychmiast podchodzi i pyta, czy wszystko w porządku. Lily odpowiada, że jeszcze nie jest pewna. Diabolina siada obok niej i wyjmuje z kieszeni grzechotkę. Miała zamiar dać ją Lily wcześniej, ale nie miała ku temu okazji. Lily rzuca jej zdumione spojrzenie, które czarownica natychmiast komentuje: „Pewnie już za późno.” Dodaje, że Lily ze wszystkiego już wyrosła, nie potrzebuje matki i pewnie spodziewała się, że Diabolina będzie inna. Lily odpowiada, że liczyła na matkę, która będzie przerażającą smoczą suką; na to że się zemszczą i zniszczą każdego, kto wyrządził im krzywdę. Tymczasem Diabolina jest zwykłą osobą, w dodatku tak otwartą, że Lily nie może tego wytrzymać. Nie bardzo rozumiejąc córkę, czarownica pyta, dlaczego nie może tego wytrzymać. Lily odrzeka, że to dlatego, iż Diabolina pragnie jakiejś relacji, przyszłości. Z nikim, kto chciał coś takiego z Lily mieć, nigdy nie wychodziło — zawsze ich zawodziła. Niszczy wszystko, czego się dotknie (motyw smoka niszczyciela), bowiem ciemność, którą przelali w nią Śnieżka i Książę, to coś naprawdę poważnego. Diabolina uśmiecha się. Ciemność jej wcale nie przeszkadza. Przytula córkę i proponuje jej zostać na tydzień, w ciągu którego mogłaby ją nauczyć, jak być przerażającą smoczą suką. Lily się zgadza.
I kolejne pojednanie matki i córki. Dość zgrabnie pomyślano, żeby te dwie sceny nastąpiły bezpośrednio po sobie, ponieważ idealnie się dopełniają, co jeszcze mocniej wzmacnia ich optymistyczną wymowę.

Zelena obnaża kły.

Powracamy do podziemi szpitala. Zła Czarownica z Zachodu wysnuwa wniosek, że wściekłość jej siostry wynika z tego, iż to ona, Zelena, ma z Robinem to czego Regina zawsze chciała — dziecko. Regina odpiera jednak ten zarzut, mówiąc że już ma dziecko, Henry’ego. Jest natomiast wściekła, bo Zelena chce wejść między nią a Robina; bo chce ją skrzywdzić. Ale Regina zadba o to by nikogo już nie skrzywdziła — Autor na zawsze wymaże ją z historii. Zelena zaśmiewa się nerwowo. To chyba blef? Przecież Regina nigdy nie zabrałaby Robinowi dziecka… Kobieta tłumaczy jednak, że widzi to inaczej. Wszyscy będą bowiem przekonani, łącznie z nią samą, że Zelena nigdy nie istniała. Zła Czarownica z Zachodu pyta, czy Autor jest w stanie rzeczywiście to zrobić i pozmieniać wszystkim wspomnienia. Isaac nie daje jej złudzeń — z pewnością jest w stanie, wszak pióro jest silniejsze niż… wszystko inne. Zelenie rzednie mina, ale jeszcze zdobywa na akt desperacji. Mówi Reginie, że nigdy nie znała ich matki, ale chyba ją właśnie poznaje. Cora wrzuciła ją do koszyka i wysłała do Oz (no, to z Oz to tak nie do końca było — po prostu przyszedł huragan): oddała swoje dziecko bez mrugnięcia okiem. A teraz proszę — Regina jest zupełnie taka sama. Nie da się takiemu rozumowaniu odmówić logiki. I Regina chyba też mu jej nie odmawia, tylko wpatruje się w siostrę i zaczyna się zastanawiać.

Regina i Cora ostatecznie wyjawiają swoje motywy.

To oczywiście idealny czas na ostatnie retrospekcję. Rozgrywają się zaraz po poprzednich. W odpowiedzi na zarzut Reginy, Cora odpowiada, że jej córka nigdy nie będzie szczęśliwa, bo nie wie jak. Rozumie tylko władzę, którą wkrótce i tak straci, ponieważ jej poddani chcą, by to Śnieżka została królową. Jeśli Regina nie zacznie budować dynastii, to jej przybrana córka rzeczywiście przejmie królestwo. Regina zdaje się rozumieć aluzję i gorzkim tonem pyta, czy kiedy zapadnie na tajemniczą chorobę, to Cora będzie pociagać za sznurki zza tronu. Kobieta milczy, w związku z czym Regina kontynuuje. Znalazła sposób, by nigdy nie ziścił się taki plan. Ma eliksir, który pozbawi Corę roszczeń co do królewskiego rodu; eliksir dzięki któremu nigdy nie zajdzie w ciążę i nie stanie się fabryką dzieci (twórcy ładnie przemycają tu problem stereotypowego wiązania wszystkich kobiet z rolą matki i dają Reginie siłę, by się tym stereotypom przeciwstawiła). Cora oczywiście nie wierzy w słowa córki i jest przekonana, że kłamie. Regina jest jednak jak najbardziej poważna. Cora dała jej do zrozumienia, że nikt jej nie pokocha, więc czemu nie uczynić tego oficjalnym. Miłość to wszak słabość.
Cora odpowiada że nie miała co do tego racji i naprawdę myślała, że Nottingham to dobra partia (serio?). Przeprasza i każe odłożyć córce miksturę. Obie doskonale wiedzą, że jej nie wypiją. Proponuje wszystko naprawić.
Regina nie chce jednak słuchać. Słowa matki ranią jej dumę. Pyta, czy naprawdę Cora uważa, że nie jest na tyle silna, by wypić eliksir. Ta odpowiada, że Regina jest głupia i pyta czy myśli, że wyrządzanie sobie krzywdy uczyni ją silną. Regina odpowiada, że owszem, jeśli wyrządzi tym samym krzywdę Corze. Przemawia przez nią rozgoryczenie i nienawiść. I w tych emocjach bohaterka wypija eliksir. Następnie złośliwie uśmiecha się do matki, ale po chwili pojawia się ból. Cora podchodzi bliżej, jakby chciała pomóc, ale Regina każe jej odejść.
Zanim kobieta to zrobi, mówi córce, że naprawdę przyszła pomóc. Kocha Reginę i chciała, by dla własnego dobra miała dziecko. Gdyby pragnęła odebrać jej władzę, to znalazłaby bardziej bezpośredni sposób. Następnie każe przyjąć ostatnią matczyną radę. Ma nadzieję, że weźmie ją sobie do serca, bo samej Corze całe życie zajęło, by wreszcie to zrozumieć. Nikt nie stoi na drodze do szczęścia Reginy — poza nią samą. Cora odwraca się i odchodzi. Renia wstaje i krzyczy za nią, by wracała do Krainy Czarów, bo wcale jej nie potrzebuje. Kto by pomyślał, że ich relacje aż tak się w przeszłości pokomplikowały, a Cora, poprzez próbę pomocy (wygląda na to że tym razem, mimo wątpliwych wyborów po drodze, szczerej) odsunęła córkę od siebie jeszcze bardziej.

I już czuje się bezpiecznie.

Storybrooke. Autor popędza Reginę — atrament wszak schnie. Bohaterka jednak nagle się opamiętuje i każe Isaacowi nic nie pisać. Mówi Zelenie, że ta nie miała okazji poznać ich matki, ona sama zaś tak. Mimo to obie cierpiały: Cora zraniła zarówno Zelenę jak i Reginę. Ich najgorszym wrogiem nie jest jednak Cora, czy one nawzajem wobec siebie. Każda z nich jest wrogiem samej siebie. No proszę, nauka Cory nie poszła w las.
W tym momencie wchodzi Robin i pyta Reginy czy wszystko w porządku, bo wszędzie jej szukał. Regina odpowiada, że owszem, wszystko w porządku. Dodaje, że jest już zmęczona staniem na drodze swego szczęścia i dłużej nie ma zamiaru tego robić.
Zelena oczywiście nie omieszka tego nie skomentować: „Kolejna kobieta, która uważa że szczęście jest zależne od mężczyzn. Jakie to smutne…” Ależ twórcy przemycają tu feminizmu! Ale nic dziwnego, w końcu scenariusz pisze Jane Espenson.
Regina uśmiecha się i odpiera argument: to nie Robin jest jej szczęśliwym zakończeniem. Polega ono raczej na tym, że czuje się na świecie jak w domu, a Robin to po prostu część tego świata. Świata, który Zelena będzie obserwować z dystansu, bowiem otrzyma jedne z najbardziej restrykcyjnych praw do odwiedzin w historii. Ładnie powiedziane (ta pierwsza część) i jak zwykle przyprawione dozą złośliwości, jak to u Reginy (ta druga część).
Znużony Autor pyta, czy w takim razie nie ma nic pisać. Regina potwierdza: ma już wszystko, czego potrzebuje. Wymienia z Robinem pocałunek, a w tym czasie Autor oświadcza, że niestety on nie ma tego, co potrzebuje. Zaczyna coś pisać i nagle znika. Na ziemi zostaje po nim tylko kartka, na której można odczytać: „Autor znika w chmurze dymu i wymyka się wraz z atramentem tam, gdzie czeka na niego pan Gold”. Oj, Regina, dałaś się nabrać na stary numer… A wystarczyłoby trochę więcej ostrożności.

Ależ piękna okładka…

Przenosimy się oczywiście do sklepu Golda. Przez chwilę spoglądamy na wnętrze z jego perspektywy, a gdy kamerzysta złapie ostrość przyglądamy się scenie z boku. Autor pokazuje Titelituremu atrament. Ten pyta jak go zdobył, ale chwilę później się reflektuje. Nie chce tracić czasu i każe Isaacowi pisać. Wyczarowuje książkę, zatytułowaną bardzo wymownie: „Bohaterowie i złoczyńcy”, i mówi że czas, by to czarne charaktery wreszcie zwyciężyły. Autor zaczyna więc pisać: „Dawno, dawno temu…”. No to się będzie teraz działo…

MANIAK KOŃCZY


A jak Wam się podobało to przygotowanie gruntu pod finał i zamknięcie wątków: Reginy, Emmy oraz Diaboliny? Złapaliście jeszcze jakieś nawiązania. Śmiało dzielcie się w komentarzach (ale koniecznie sprawdźcie, czy wgrał się disqus, bo inaczej nie będę w stanie odpisać!).

PS. Teksty o finale sezonu będą, z racji jego długości, najwcześniej za dwa tygodnie. Z góry dzięki za cierpliwość!

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger