Maniak na gorąco #10: „Twój Victor”, sezon 3.

Twój Victor

Nie pisałem jeszcze na blogu o Twoim Victorze, choć jest to serial, który od samego początku śledzę z zapartym tchem. Pomyślany on został jako spin-off megasympatycznego Twojego Simona, filmu Grega Berlantiego z 2018 roku. Akcja serialu toczy się w tym samym miasteczku, ale skupia się na zupełnie nowych postaciach.

Główny bohater, tytułowy Victor, wywodzi się z mniejszości latynoskiej, a jego rodzina jest głęboko wierząca. Od samego początku Twój Victor jest więc opowieścią o bohaterze znacznie mniej uprzywilejowanym niż jego filmowy poprzednik. To czyni tę historię o wiele bardziej zniuansowaną, zróżnicowaną i ciekawą. Przy tym wszystkim nie brakuje jednak w serialu ciepła i lekkości tak bardzo potrzebnych w historiach poświęconym społeczności LGBTQIA+ — zwłaszcza przeznaczonych dla młodzieży.

Trzeci sezon serialu rozpoczyna się bezpośrednio po finale poprzedniego. Victor musi podjąć decyzję i wybrać pomiędzy Benjim a Rahimem. Los szykuje jednak dla niego niespodzianki — i to niekoniecznie z rodzaju tych miłych.

Główny wątek sezonu to dość klasycznie rozpisana historia miłosna skupiona na poszukiwaniu „tego jedynego”. Victor musi stawić czoła swoim uczuciom i pokonać wszelkie przeciwności, by ostatecznie zrozumieć, co jest dla niego najważniejsze i z kim chce spędzić resztę życia. Sporo tu rozwiązań, które znane są z komedii romantycznych, ale połączenie ich z nieheteronormatywnością nadaje serialowi sporo świeżości.

Poza tym Twój Victor podejmuje szereg interesujących problemów, które przedstawia w sposób doskonale wyważony. W trzecim sezonie twórcy mierzą się między innymi z alkoholizmem, godzeniem religii i orientacji seksualnej (zarówno w wątku Victora, jak i Rahima), niezdrowych relacji rodziców z dziećmi (świetnie rozegrane wątki Pilar, Mii i Lake) czy wreszcie rozbieżnymi wizjami przyszłości w związku. 

To wszystko brzmi dość poważnie i twórcy w żaden sposób od powagi nie uciekają. Ale jednocześnie starają się pokazać, że każdy problem ma rozwiązanie, jeśli tylko się nad nim wspólnie usiądzie i porozmawia. I to jest chyba największa zaleta tego serialu. W wielu historiach wszelkie konflikty bardzo często wynikają z tego, że bohaterowie się ze sobą nie komunikują. Twój Victor takich sztucznych dramatów unika i ostatecznie zawsze stawia na wspólne radzenie sobie z kłopotami (nawet jeśli początkowo bohaterowie chcą to robić na własną rękę). To zdecydowanie duża zaleta tej historii.

Temu wszystkiemu towarzyszy zaś niezwykła lekkość, z jaką Twój Victor jest realizowany. Nie jest to ani przedramatyzowana telenowela, ani mroczny dramat psychologiczny. Zamiast tego twórcy proponują ciepłą, optymistyczną opowieść nakręconą w stylu serialu obyczajowego z elementami komediowymi. Oglądając ją, można nie tylko pochylić się nad problemami bohaterów i razem z nimi cieszyć się, gdy zostają rozwiązane, ale też choć na chwilę uciec od własnych.

Mam jednak wrażenie, że nie odniósłby Twój Victor tak wielkiego sukcesu, gdyby nie naprawdę dobra obsada. Młodzież została tu dobrana znakomicie i wszyscy, ze wspaniałym Michaelem Cimino na czele, błyszczą na ekranie. Na szczególne pochwały zasługują przede wszystkim Mason Gooding jako Andrew, który komediowo jest tu bezbłędny (zdecydowanie dorównuje talentem ojcu); Rachel Hilson (ależ moje serduszko się raduje, kiedy widzę na ekranie kogoś z obsady Rise) jako Mia, która świetnie radzi sobie z bardzo emocjonalnym materiałem, a także Anthony Turpel jako Felix i Bebe Wood jako Lake, którzy cały czas z powodzeniem dekonstruują archetypy kolejno: szkolnego dziwaka oraz szkolnej zołzy z bogatego domu. No i nie zawodzą też ci nieco starsi aktorzy, a zwłaszcza James Martinez i Ana Ortiz w rolach rodziców Victora. Wspaniale niuansują swoich bohaterów i stanowią bardzo ważną część całej historii.

Jeśli miałbym wskazać jakąś wadę tego sezonu, to pewnie powiedziałbym, że szkoda, iż to już koniec. Bardzo polubiłam wszystkich bohaterów i trudno się z nimi rozstać już na zawsze. Z drugiej strony, tę historię zamknięto tak umiejętnie, że w gruncie rzeczy dobrze, iż już jej nikt nie zepsuje.

Komentarze