piątek, 8 stycznia 2016 1/08/2016 06:48:00 PM

Maniak podsumowuje tydzień #120-127

Krzysztof Karol Bożejewicz

MANIAK NA WSTĘPIE


Witajcie wreszcie w kolejnym, pierwszym w tym roku podsumowaniu tygodnia (a właściwie kilku tygodni). Udało mi się już doszlifować, złożyć i obronić pracę magisterską, przez którą musiałem odłożyć „Przemyślenia maniaka” na nieco dalszy plan, więc myślę, że częstotliwość wpisów wzrośnie, a i poprawi się ich regularność. A że najwyższa pora zebrać najważniejsze popkulturowe wiadomości, tak też robię. Ale najpierw, zgodnie z niedawno rozpoczętym zwyczajem, małe blogowe rozliczenie.
W ciągu ostatnich ośmiu tygodni tygodni na blogu pojawiło się 20 notek. Pierwsza z nich to ogromne (ale nie tak ogromne jak dzisiejsze) podsumowanie kilku tygodni; druga i trzecia to recenzjarecap drugiego odcinka piątego sezonu „Once Upon a Time” (cykl wznowiony zostanie pewnie wkrótce); dziesięć kolejnych to obiecane recenzje „Penny Dreadful” (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10) z okazji blogowego miesiąca „Penny Dreadful” (niekoniecznie mieszczącego się w danym miesiącu kalendarzowym, ale trwającego +/- miesiąc); potem pojawiły się trzy teksty o starej trylogii „Gwiezdnych wojen” („Nowa nadzieja”, „Imperium kontratakuje”„Powrót Jedi”) oraz recenzja długo oczekiwanego „Przebudzenia Mocy”; gwiezdnowojenny cykl przerwany został recenzją najnowszej księgi „Dreamfall Chapters”, a potem wznowiony wpisem o „Mrocznym Widmie” i kontynuowany tekstem o „Ataku klonów”. Było więc nieco monotematycznie (najpierw „Penny Dreadful”, potem „Gwiezdne Wojny”) — i jeszcze trochę pobędzie, bo na „Gwiezdne Wojny” mam ogromną fazę.
No dobrze. A co czytaliście poza tymi nowościami? Chętnie wracaliście też do czterech moich starszych tekstów: po pierwsze, do mało aktualnego wpisu o filmowych ekranizacjach komiksów DC i Marvela; po drugie, do jednej z moich relacji z podróży do Japonii; po trzecie, do wpisu o oglądanych w dzieciństwie serialach Disneya, który powstał w ramach nieco zapomnianej serii „Seriale z dzieciństwa” (kiedyś do niej wrócę) i po czwarte, do mojego szalonego porównania kilku wersji językowych „Let it Go”.
Bardzo kreatywne były niektóre osoby, które trafiły do mnie z google. Oto kilka przykładowych zapytań (ortografia itd. bez zmian):
zwierz popkulturalny leia — Ja nie Zwierz i nie Leia, ale miło mi.
www.dreamfall chapter rozgrywka 4 ksiega — Że taka strona internetowa? Nie słyszałem.
jak zrobic macki osmiornicy urszuli disney — Ale dlaczego ktoś chciałby je zrobić? Ktoś tu się napatrzył na „Sen żony rybaka”?
mara jade luke skywalker porn — Nie, no naprawdę?
Mam nadzieję, że nawet jeśli nie trafiliście na to, czego szukaliście, to przynajmniej się Wam troszkę podobało.
I tym optymistycznym akcentem kończę przydługi wstęp i zapraszam do jeszcze dłuższego przeglądu popkulturowych wiadomości.

FILMY


„Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” — zwiastun i artykuł w Wired


Sporo ostatnio obsypało wieściami o filmie, na który w 2016 roku czekam najbardziej, czyli „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”. Na sam początek nowy zwiastun, w którym twórcy dość sporo zdradzają. Możecie go obejrzeć poniżej.


I od razu, bez zbędnych ceregieli, przechodzę do analizy.


Wychodzimy od ujęcia na przeszklony budynek, prawdopodobnie siedzibę Lex Corp. Do budynku zmierza sznur samochodów, a na miejscu, na istnym czerwonym dywanie są już niektórzy goście i dziennikarze. Wśród nich znajduje się Clark Kent, który zauważa charakterystycznego mężczyznę o facjacie Bena Afflecka. Pyta osobę stojącą obok, o tożsamość faceta i słyszy, że to Bruce Wayne.


Wysoki dźwięk skrzypiec i przenosimy się nieco później. Impreza w Lex Corpie trwa w najlepsze, a Clark decyduje się zaczepić Wayne'a i zapytać go o zdanie na temat działalności samozwańczego stróża prawa, który przebiera się za nietoperza. Na twarzy Wayne'a pojawia się ironiczny uśmieszek — świetne i bardzo proste ujęcie faktu, że to przecież on przebiera się za nietoperza. I po tym krótkim wstępie zwiastun rusza z kopyta, co podkreśla przyspieszona muzyka.


Rozmowa Wayne'a i Kenta przez chwilę ilustrowana jest kilkoma ujęciami, przedstawiającymi działalność tak Batmana jak i Supermana. Na początek Kent rozwija myśl: „Depcze się wolności obywatelskie. Ludzie żyją w strachu”, a my widzimy znane z poprzedniego zwiastuna sceny, w których policja znajduje przestępcę ze nietoperzowym piętnem. Szybki montaż dopełnia ujęcie gazety, której pierwszą stronę zdobi artykuł pt. „Nietoperzowe piętno sprawiedliwości!” Przy okazji — tak, sprawdziłem, nic więcej ciekawego nie piszą.


Wayne odpowiada: „Daily Planet krytykujące ludzi, którzy uważają, że są ponad prawem to lekka... hipokryzja, nie uważa pan? Sami przecież piszecie temu waszemu bohaterowi peany, jak tylko uratuje kota z drzewa. A przecież to kosmita, który mógłby tu wszystko obrócić w zgliszcza.” W ten sposób twórcy dają znać o tym podstawowym ideologicznym konflikcie między bohaterami: Superman nie akceptuje metod Batmana, Batman zaś nie ufa Supermanowi, bo ten pochodzi z innej planety i ma ogromną moc, którą może wykorzystać przeciw ludzkości (planetarny szowinista z tego Batmana).
Wypowiedź Wayne'a ilustruje najpierw rzut na panoramę miasta (zapewne Metropolis), potem na pomnik Supermana i wreszcie dwa znane z poprzednich zwiastunów ujęcia: Superman ratujący kapsułę z rosyjskiej rakiety oraz wyczekująca pomocy rodzina na dachu domu podczas powodzi.


Clark, wyraźnie zbity z tropu i nieco dotknięty kontruje: „Większość ludzi na świecie nie podziela pańskiej opinii, panie Wayne.” Wayne zdaje się być jednak niewzruszony i odwdzięcza się ciętą — choć emocjonalną — ripostą: „Być może przemawiają przeze mnie doświadczenia z Gotham City. Nie mieliśmy tam zbyt ciekawych przeżyć z dziwolągami w strojach błazna”. A żeby dodać tym słowom kontekstu, na ekranie pojawia się umieszczony w gablotce kostium zmarłego Robina (z napisem „HAHAHA! To ja się śmieję ostatni, Batman!”). Wayne przyrównuje więc Supermana do Jokera i niemal stawia między nimi znak równości.


Kent i Wayne już prawie skaczą sobie po tej wymianie zdań do gardeł i wtem pojawia się pan wieczoru, Lex Luthor. Z dość specyficzną, nonszalancką (i irytującą) manierą wykrzykuje: „Chłopaki! Bruce Wayne poznaje Clarka Kenta! Cudownie! Jak ja uwielbiam poznawać ze sobą ludzi!” Następnie zwraca się do Wayne'a, z którym wyraźnie już się zna: „Jak się mamy?” Bruce, jak to Bruce, zdaje się ignorować nadmierną ekspresję Luthora i — pochylając głowę — wita się z nim stonowanym „Lex”.
Lex zwraca się potem do Clarka: „Cześć, witaj. Lex, bardzo mi miło. Ał! Ale mocny uścisk, lepiej z tą osobą nie wszczynać walki!” Oj ten Clark, tak ciężko mu ukryć nadludzką siłę — oby Lex się nie domyślił jego prawdziwej tożsamości. Ciekawi też fakt, że Luthor kojarzy nazwisko Kenta — sugeruje to, że Clark w ciągu okresu pomiędzy „Człowiekiem ze stali” a „Batman V Superman” wyrobił sobie dziennikarskie nazwisko. I dobrze.


Czas na obowiązkową planszę z napisem: „Spod ręki reżysera Zacka Snydera”, a potem dynamiczny montaż w rytm równie dynamicznej muzyki. Widzimy głównie znane już sceny: Superman z impetem lądujący w jakiejś podziemnej bazie, gdzie czekają żołnierze z jego symbolem na mundurach i Superman lądujący przed Kapitolem, gdzie zgromadzeni są jego przeciwnicy z transparentami. Następnie na moment spoglądamy na Lexa, który zwraca się do granej przez Holly Hunter senator Finch. „Zna pani najstarsze kłamstwo Ameryki, pani senator? «Władza może być niewinna»”. Na moment spoglądamy na panią senator, potem na Supermana, stawiającego się przed Kongresem USA i wreszcie wracamy do podziemnej bazy, gdzie bohater — z widocznym na twarzy gniewem — idzie w kierunku kamery. Atmosfera się zagęszcza.


Kolejna plansza, tym razem z napisem: „W 2016 roku”. Rzucamy okiem na bat-jaskinię, potem na Batmana wpatrzonego w swój kostium. Następnie słyszymy Alfreda: „Chcesz iść z nim na wojnę?!” Kamerdyner jest wyraźnie zaniepokojony zamiarami podopiecznego. Bruce odpowiada: „Ten sukinsyn sam wypowiedział nam wojnę”, a my oglądamy Metropolis podczas walki Supermana i Zoda — oczywiście z prespektywy Bruce'a. Alfred ciągnie dalej: „Wiesz, że nie wygrasz, to samobójstwo.” I czas wreszcie na akcję, czyli krótkie ujęcia z samej walki: najpierw Superman zbliżający się do Batmana w bat-pancerzu; następnie Superman spychający przeciwnika wgłąb klatki schodowej.


Spoglądamy na bat-winga (że to bat-wing, a nie bat-dron potwierdza ujęcie chwilę później, na którym widać Batmana w kokpicie), a zaraz potem na lecącego z naprzeciwka Supermana. W tle słychać wyraźnie podekscytowanego Luthora: „Najwspanialszy pojedynek gladiatorów w historii!” Szybko rzucamy okiem na ostrzeliwanego Supermana, a następnie widzimy dwa kluczowe ujęcia: na pierwszym z nich Superman szykuje laserowy wzrok, a na drugim Batman ustawia się w tej słynnej pozie znanej z okładki „Powrotu Mrocznego Rycerza”. To wszystko zgrane z narracją Lexa: „Syn Kryptona kontra Nietoperz z Gotham”. „Zaiste!” — chciałoby się krzyknąć.


Emocje sięgają zenitu, pora więc nieco przystopować krótkim dialogiem Lois Lane i Lexa Luthora. Lois, jak to Lois, wypala bez ogródek: „Jesteś nienormalny”. Lex uśmiecha się i ripostuje: „To czterosylabowe słowo określające każdą ideę, której malutkie umysły nie są w stanie pojąć.” Ależ on wygadany!


I powracamy do akcji. Batman przeskakuje przez szybę, a potem hyc! na Supermana i przez świetlik budynku. W tle słychać też jego głos (elektronicznie przetworzony): „Pora byś dowiedział się, co znaczy być człowiekiem” — Batman prawdopodobnie osłabia Supermana kryptonitem, by wyrównać szanse. Następnie na krótko widzimy kręcący wiraże batmobil oraz naszych walczących bohaterów w parterze, by w końcu przenieść się na tę intrygującą pustynię z poprzednich zwiastunów i zobaczyć Batmana wśród żołnierzy Supermana oraz... latających stworów, przypominających komiksowe parademony. Sen, wizja przyszłości czy rzeczywistość? Stawiam na to pierwsze.


Wracamy do walki. Batman zostaje powalony na ziemię, po czym Superman krzyczy: „Nie podnoś się. Gdybym chciał cię zabić, już dawno bym to zrobił.” Czyżby Superman walczył wbrew swojej woli? Może ktoś nim steruje? To by łączyło się ze sceną z poprzedniego zwiastuna, w której Superman klęczy przed Lexem.
Chwilę później znów przenosimy się do podziemnej bazy, gdzie... Superman zdejmuje maskę przerażonemu Batmanowi, po czym ze złością upuszcza ją na ziemię. No, no, no. Na bank to jest jakaś sekwencja snu.


Znów czas na chwilę oddechu. Widzimy teraz znaną z poprzedniego zwiastuna scenę z bohaterką graną przez Tao Okamoto, żołnierzami i kontenerem USAMRID, w którym znajdują się zwłoki Zoda. Kontener trafia oczywiście w ręce uradowanego Lexa Luthora. Jak bardzo to niedobra sytuacja? Bardzo, zwłaszcza że Luthor mówi w tle: „Skoro człowiek nie zabije boga... zrobi to diabeł!”, a my oglądamy obrazki z eksperymentu niczym z zamku Frankensteina. Jeszcze tylko rozgniewany Superman z pytaniem: „Coś ty zrobił?” oraz złowieszczy ryk. Czyli wychodzi na to, że Batman ostatecznie się z Supermanem dogaduje, a Lex musi wyjść z planem B. Jak „bardzo zły potwór”.


Z budynku skacze złowroga postać, która okazuje się Doomsdayem (a przynajmniej tak wygląda). Prawdopodobnie Luthor wykorzysta więc ciało Zoda, do stworzenia zombie-Kryptończyka, by ten zniszczył Supermana. Nie jest to zgodne z komiksową wersją potwora, ale w ramach budowanego w DCEU świata i w kontekście poprzedniej części filmu, to może być całkiem ciekawa reinterpretacja. Doomsdaya dostrzega siedzący w batmobilu Batman, który zdąży tylko soczyście skomentować sytuację („O, cholera...”), zanim potwór rozpocznie swój atak. Powstaje wielka fala uderzeniowa, ale Batman nie ginie, bo na horyzoncie pojawia się najwspanialsza superbohaterka na świecie, czyli Wonder Woman. Jej amazońska tarcza daje mocno radę, bo dzięki jej użyciu, Batmanowi nic się nie dzieje. Wiedziałem, że trzeba na Wonder Woman czekać!


I na koniec czas na żarcik (i nie, to nie jest jedyny żart w DCEU, obejrzyjcie uważniej „Człowieka ze stali”). Widząc Wonder Woman zdziwiony Superman pyta Batmana: „Twój człowiek?”, na co Batman odpiera: „Myślałem, że twój”. I wreszcie cała trójka staje w pozycji bojowej. Jak miło widzieć całą trójcę razem <3
Pokazano naprawdę sporo, ale myślę, że wciąż czekają nas jeszcze w filmie niespodzianki. Zresztą — to, że Batman i Superman w końcu się sprzymierzą, można było wywnioskować już z samego tytułu (kluczowe jest tu „v” — czytane zarówno jako „against” i „and” — oraz podtytuł „Świt sprawiedliwości”), nietrudno było też się domyślić, że Lex Luthor coś nabroi.
No dobrze, to jednak nie koniec, bowiem na stronie wired.com pojawił się kolejny materiał w  ramach marketingu wirusowego i zabawy marketingowców w ARG — wywiad z Lexem Luthorem. Poniżej możecie przeczytać jego całość w polskim tłumaczeniu, oryginał linkuję w źródle:
ANALIZA LEXYKALNA

Lex Luthor o nowoczesnej alternatywie dla samozwańczych stróży prawa


Zbliżająca się nieuchronnie premiera stworzonego w firmie Luthora rewolucyjnego systemu operacyjnego, Lex/OS (udało mi się dorwać do wersji beta i tak: jest ekstra) wydaje się najlepszą chwilą by przysiąść i porozmawiać z dynamicznym i, czasami, kontrowersyjnym młodym geniuszem odpowiadającym za całą magię LexCorp; by dowiedzieć się, co jeszcze ma w zanadrzu.
Rozsuwają się drzwi windy i wchodzę do wspaniałego Royal Penthouse Suite w Park Metropolis Downtown. Jedenaście ogromnych sypialni (w każdej wanna z marmuru włoskiego), sala kinowa/wykładowa na 100 miejsc, czterotorowy parkiet do kręgli (dwa tory do standardowego bowlingu, jeden do odmiany duckpin i jeden do odmiany Belgian Feather), dwa lądowiska dla helikopterów i prywatna Caffè Bene. W skrócie: wszystko to, czego można się spodziewać za 95 000 dolarów za noc.
Oczywiście nikt tam tak naprawdę się nie zatrzymał. To tylko miejsce, które wynajął na piętnasto-chociaż-chyba-nawet-dziesięciominutowy wywiad, w którym wszystkie-chwyty-są-dozwolone-poza-kilkoma-z-nich.
Gdybym zupełnie go nie znał, pomyślałbym, że niezwykle utalentowany technologiczny potentat i miliarder, Lex Luthor, próbuje mnie onieśmielić.
Ron Troupe: Niezła chata.
Lex Luthor: O nie, odpuśćmy sobie.
Ron Troupe: Co takiego?
Lex Luthor: Odpuśćmy sobie wstęp z opisem wspaniałego pokoju hotelowego, czyniący mnie osobą, z którą kompletnie nie da się utożsamić, żeby potem znienacka zaatakować zwrotem akcji: że oto tak naprawdę, niespodziewanie, jestem osobą twardo stąpającą po ziemi i nawet znam wynik ostatniego meczu Metros.
Ron Troupe: A znasz?
Lex Luthor: Metros 102, Guardsmen 86.
Ron Troupe: To dziwne (tak wyglądają zazwyczaj te pogawędki, które mają uczynić rozmówcę kimś, z kim łatwo się utożsamić, ale w ustach Luthora wynik meczu koszykówki brzmi raczej jak ciąg liczb całkowitych).
Lex Luthor: I dlatego sobie odpuśćmy.
Ron Troupe: Powiedziałbyś, że jesteś człowiekiem, który zawsze dostaje to, czego chce?
Lex Luthor: Nieźle. To teraz ja: chcę zostawić tę planetę przyszłemu pokoleniu w lepszej kondycji. Uczynić świat i jego dzieci bezpieczniejszymi. Właśnie tego chcę. I założę się, że ty też, Ron.
Ron Troupe: Brzmisz, jakbyś starał się o jakiś urząd polityczny.


Lex Luthor: Jeśli moje słowa są zgodne z retoryką niektórych kandydatów, to może powinienem zwrócić na nich więcej uwagi. Może powinienem któregoś poprzeć. Świat zmienia się szybciej, niż się spodziewaliśmy; wszyscy przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Potrzebni są nam teraz — bardziej niż kiedykolwiek — przywódcy, którzy nie tylko rozumieją nowe zagrożenia, jakie przed nami stoją, ale też z pełną powagą i rozwagą są w stanie się im przeciwstawić.
Ron Troupe: Bardzo głośno o tym mówisz. O tym nowym zagrożeniu ze strony superludzi.
Lex Luthor: Nie bardzo wiem, skąd wziąłeś to określenie. Moim zdaniem, by być superczłowiekiem, należy w ogóle pochodzić z tej planety.
Ron Troupe: Zły dobór słownictwa?
Lex Luthor: Powinniśmy dość ostrożnie wybierać ludzi czy obcych, których wynosimy do statusu „super”.
Ron Troupe: Bo wszyscy jesteśmy równi.
Lex Luthor: To absurd. Nie, chodzi mi o to, że powinniśmy być wybiórczy i wynosić do takiego statusu odpowiednich ludzi. Odpowiednich ludzi, którzy rzeczywiście są ludźmi.
Ron Troupe: A co myślisz o Batmanie? Jest człowiekiem. Prawdopodobnie.
Lex Luthor: Owszem, jest. Powiedziałbym nawet, że nawet zbyt ludzkim. Każdy obiektywny analityk powie, że jego podejście do sprawiedliwości, jej samozwańcze wymierzanie, jest przestarzałe. Takie coś było skuteczne w czasach, kiedy stróże prawa nosili pałki, bo przestępcy nosili noże. Najbardziej niebezpieczny facet na ulicach działał z ukrycia, bo był tchórzliwy i przesądny. I wystarczyło to wykorzystać, żeby jego działania przerwać. Chcesz zrobić porządek na ulicach? Przebierz się za straszydło, włącz maszynę do robienia dymu i obniż głos.
Ron Troupe: Brzmi śmiesznie, jeśli tak się to ujmie.
Lex Luthor: Kiedy Batman pojawił się po raz pierwszy, wcale tak nie brzmiało, ale to było dawno temu. Teraz żyjemy w zupełnie nowym świecie, Ron, i pora na powagę. Spójrz na to z takiej strony: dziś jest na świecie więcej przestępców, niż kiedykolwiek. Jeśli jesteś przestępcą, to znaczy, że masz sporą konkurencję. Jeśli więc chcesz w takiej sytuacji przetrwać, musisz być lepszy; musisz zepchnąć rywali na dalszy plan. Czy tak samo nie powinni robić ci po stronie prawa? Jeśli sprawiedliwość ma w tym nowym, globalnym paradygmacie przetrwać, musimy stać się lepsi, zacząć inwestować w nowe, innowacyjne technologie, wyjść poza schemat, poza tę puszkę Pandory. Kto ma na to środki? Rząd? Nie; jedyną rzeczą, która sprawia, że ten stary portfel jakoś się trzyma, jest gruba warstwa nieprzeniknionej czerwonej taśmy. Samozwańczy stróże prawa jak Batman? Nie, jeśli nie mają dostępu do dużych sum pieniędzy.
Ron Troupe: Tak jak ty.
Lex Luthor: Ja nie jestem samozwańczym stróżem prawa.
Ron Troupe: Może nie w tym tradycyjnym rozumieniu. Ale inwestujesz sporą cześć swojego prywatnego majątku w obronę, a szczególnie w innowacyjne technologie, o których wspominałeś — mimo, że wielokrotnie odmawiano podpisania z tobą umów rządowych, które przyniosłyby tym inwestycjom zysk. Jeden mężczyzna pracujący poza rządem, który chce oczyścić ulice? To przecież brzmi jak...
Lex Luthor: Tu cię zatrzymam, bo przeinaczasz fakty. Jeśli chcesz mnie zrozumieć, spróbuj zrozumieć to, co teraz powiem: jestem biznesmenem, który przeprowadza inwestycje długoterminowe; gdybym nie poświęcał moich działań ochronie planety, stanowiłoby to poważne naruszenie moich zobowiązań. Ja nie liczę na ludzkość, ja na nią stawiam.


Ron Troupe: Wróćmy do jednej sprawy. Wspomniałeś o rządzie. Jaką rolę odgrywa on w tym twoim „nowym, globalnym paradygmacie”?
Lex Luthor: W zeszłym tygodniu odpowiedziałbym ci zupełnie inaczej.
Ron Troupe: A co się zmieniło?
Lex Luthor: Powiedzmy, że trafiłem w ślepy zaułek. Nie będę wdawać się w szczegóły. Wystarczy, że powiem, iż niebezpieczeństwa, o których rozmawiamy, są bardzo realne. Niebezpieczeństwa te nie ograniczają się do kilku kosmicznych osiłków, którzy mogliby zrównać miejską zabudowę z ziemią jednym ruchem. Jestem gotów na rozmowy z każdym oddziałem specjalnym, jaki tylko rząd utworzy — by dzielić się informacjami i wspólnie wynaleźć rozwiązania. Jeśli ona... oni... Argus... rząd, jakkolwiek tego się nie nazwie, jeśli naprawdę chcą walczyć o przyszłość, to powinni pracować z tymi z nas, którzy już są z przodu.
Ron Troupe: Przepraszam, moglibyśmy... co to jest Argus?
Lex Luthor: Co. To. Jest. Argus. Piszę się A.R.G.U.S.
(Z początku zdaje mi się, że pyta mnie; potem asystent Luthora daje mu telefon, a Luthor czyta wyniki wyszukiwania.)


Lex Luthor: Nazwa pięciu różnych statków wojennych — każdy z nich zatonął lub został zniszczony; gatunek pawia; stary, już nie produkowany automobil; ulubiony wierny pies w mitologii greckiej... LEX/OS zwraca listę 17000 wyników. Mógłbym tak wymieniać je dalej, ale mało się różnią.
Ron Troupe: Łał, szybko.
Lex Luthor: 0,7 sekundy. Ale zostawmy sobie te dane na ogłoszenie premiery; nie chciałbym tutaj przyćmić tego, o co naprawdę mi chodzi: nowe zagrożenia, którym musimy stawić czoła, są bardzo realne. I stają się coraz bardziej niebezpieczne. Najwyższy czas, by radykalnie zmienić myślenie o obronie. Mam następującą filozofię: problemu mnożenia nie rozwiąże się dzieleniem. Albo się zjednoczymy, albo zginiemy. Sektory publiczne i prywatne muszą ze sobą współpracować, by stworzyć nową generację technologii obronnych, które są konieczne, by ocalić świat. To jest przyszłość. Samotni strzelcy i zakapturzeni krzyżowcy nie są nawet warci tuszu, którym wydrukuje się ich nazwiska w przypisie dolnym.
Ron Troupe: Myślisz, że tak powiedziałby twój ojciec?
Lex Luthor: Ojciec powiedziałby, że gry wygrywa się ofensywą. Ale ojciec nie żyje, a ja mówię, że o naszych szansach decyduje siła defensywy.
Ron Troupe: To wszystko brzmi jak manifest.
Lex Luthor: Ron. Ludzie, którzy chcą wygłosić manifest, nie przynoszą na wywiad butów do kręgli. Gramy? Proszę bardzo. Zaczynajmy. Zniszczę cię.

Ron Troupe mieszka w Metropolis z narzeczoną Lucy w otoczeniu niebezpiecznie wysokiego stosu opakowań po fast foodzie i starych dokumentach biznesowych LexCorp.
Bardzo ciekawy obraz Luthora wyłania się z tego tekstu. Widać, że to postać o określonych celach i filozofii działania. Mam nadzieję, że w filmie zostanie to pokazane równie dobitnie.
Warto przyjrzeć się także obrazkowi z rankingiem przedsiębiorstw (powyżej): wygląda na to, że w kinowym świecie DC istnieje Kord Industries, Stagg i Queen Industries. A to daje nadzieję na filmowe wcielenia kilku ciekawych bohaterów.
No i „autorem” tego tekstu jest Ron Troupe — znany z komiksów dziennikarz Daily Planet. Miłe mrugnięcie okiem!
To tyle o „Batman V Superman”. Odliczam już dni do premiery!

Źródło: wired.com

„Suicide Squad” w Empire


Tak jak obiecałem w zeszłym tygodniu, przygotowałem przekład artykułu o „Suicide Squad” z magazynu „Empire”. Warto się z jego treścią zapoznać, bo twórcy i aktorzy zdradzają kilka ciekawych informacji tak o procesie kręcenia obrazu, jak i jego fabuły.
SUPERŹLI

„Suicide Squad” to nie tylko zupełnie nowe spojrzenie na film superbohaterski. To — jak mówi reżyser, David Ayer —„komiksowy film 2.0”


Na niektórych planach filmowych jest wózek z napojami. Na planie „Suicide Squad” jest wózek z bronią. Obsługiwany w Pinewood Studios w Toronto przez byłego członka SWAT o imieniu Mike, wózek ten aż ugina się pod ciężarem takiej ilości uzbrojenia, że spokojnie można by z jej pomocą odtworzyć ostatnią szpulę filmu „Komando”. Mamy tu granatnik M320 wyposażony w tryb nocny. Jest rewolwer Chiappa Rhino, ze zmieniającym się napisem „LOVE”/„HATE” na komorze nabojowej. I jest też ogromny granatnik przeciwpancerny M72 LAW, który redakcji Empire właśnie wręczył David Ayer.
„Nigdy nie celuj w coś, czego nie zamierzasz zniszczyć” beszta nas były członek marynarki wojennej, który został hollywoodzkim reżyserem, gdy niepewnie kierujemy nowoczesne działo w stronę ekipy. Sprawdza ruchomą zbrojownię. „Mamy dostateczną ilość broni? Ta, którą masz, jest całkiem wygodna. Ale ta jest już chora.”
Mowa tu tak naprawdę o osobie. A dokładniej o Willu Smithie. Ubrany w strój super-zabójcy, Deadshota, podszedł do nas, żeby zobaczyć, co za idiota wymachuje bazooką. Wśród wielu broni, które ma przypięte do zbroi, znajduje się para pistoletów Glock bez rączek Można z nich strzelać prawdziwymi nabojami, a uruchamia się je kciukami za pomocą innowacyjnego systemu wykorzystującego przewody powietrza i siłownik pneumatyczny. Deadshot jest praktycznie pół-człowiekiem, pół-bronią.


„Hej, przed nami okropne miejsce, w którym dzieją się okropne rzeczy” uśmiecha się Smith między kolejnymi łykami ogromnego bananowego smoothie. „Musimy być przygotowani.”
Nadzorowane przez Ayera, człowieka stojącego za takimi filmami dla dorosłych jak „Furia” czy „Bogowie ulicy”, „Suicide Squad” to obietnica mocniejszego, świeższego podejścia do kwestii supermocy. Ale korzenie filmu sięgają kilkadziesiąt lat wstecz. W 1959 roku, w komiksie „The Brave And The Bold” #25 napisanym przez Roberta Kanighera, użyto terminu „Suicide Squad” (można go tłumaczyć jako „Szwadron Samobójców”) po raz pierwszy. Odnosił się on do drużyny poszukiwaczy przygód, którzy walczyli z dinozaurami i olbrzymami. W 1987 roku John Ostrander udoskonalił ten koncept: co jeśli rząd (w tej pierwszej historii sam Ronald Reagan!) schwytałby grupę superłotrów i zmusił ją do podejmowania szalenie niebezpiecznych tajnych misji?
Od tego czasu w DC Comics powstawały różne wariacje na ten temat. Deadshot i terapeutka-która-stała-się-źle-traktowaną-dziewczyną Jokera, Harley Quinn, pozostawali w głównym składzie jednostki, która oficjalnie nazywa się Oddziałem Specjalnym X (Task Force X), a takie dziwolągi jak King Shark (to naprawdę rekin), KGBeast (duży, Rosjanin) i Hrabia Vertigo (dosłownie przyprawia ludzi o zawroty głowy) do zespołu wpadali i z niego wypadali. Sam pomysł filmu tak naprawdę chwycił jednak dopiero w maju 2014 roku.
„Byliśmy w Michigan, gdzie właśnie rozpoczęliśmy zdjęcia do «Batman V Superman»” wyjaśnia producent Charles Roven. „Planowaliśmy dalszą drogę rozwoju świata DC i Ligi Sprawiedliwości. Wtedy pojawił się David Ayer i podzielił się swoim pomysłem na «Suicide Squad». Był w tym pomyśle mrok i pewna skrajność, ale pozostawał on w tonie tego, co planowaliśmy wobec serii. Nie da się chyba przejść od pomysłu do rozpoczęcia zdjęć tak wielkiego, ważnego filmu szybciej, niż zrobiliśmy to my.”
Podczas montażu widowiska o czołgach II wojny światowej, „Furii”, Ayer w szaleńczym tempie napisał scenariusz „Suicide Squad”. Pierwsze wyzwanie: wybrać członków zespołu. „Od pierwszej serii do New 52 przez zespół przewinęło się pewnie ze 100 postaci” mówi reżyser. „Nie wiem dlaczego, ale Harley była jedną z pierwszych, którą łatwo było mi zrozumieć. Jeśli spojrzeć na jej historię, okazuje się, że przede wszystkim chodzi o wyzwolenie się od Jokera i zostanie w pełni zrealizowaną, niezależną osobą. Historia ta stanowi metaforę podróży każdego z nas.”


Drugie wyzwanie: wymyślenie na nowo Jokera. W „Mrocznym Rycerzu” Heath Ledger zinterpretował słynnego błazna jako nieprzewidywalnego samotnika. Roven, który także produkował ten film, określa nowe wcielenie Jokera w wykonaniu Jareda Leto bardziej towarzyskim. „To skuteczny i inteligentny biznesmen, poza tym, że jest socjopatą.” Postać wciąż spowija tajemnica — Empire grzecznie wyproszono z planu podczas kręcenia sceny z Leto i wielkim, obracającym się stabilizatorem — ale wiemy tyle: zobaczymy go w Azylu Arkham; jego ubrani w wymyślne kostiumy, wyciągnięci niemal z psychodelicznej wizji podwładni to m.in. panda, płaczące niemowlę i wielkie oko; niekonwencjonalny reżyser Alejandro Jodorowsky stanowił inspirację, jeśli chodzi o wygląd Jokera; kostiumy i biżuteria były z kolei inspirowane tymi, które noszą szefowie karteli. „Joker napędza komiksowe filmy” rozmyśla Ayer. „Jest w tej postaci pewna moc i z jakiegoś cudownego powodu, dzięki temu co zrobił Jared czy operator kamery oraz dzięki tysiącom innych rzeczy, udało nam się przygotować coś naprawdę wyjątkowego, coś wykraczającego poza wszelkie wyobrażenia. Jest przerażający.”
Skoro Ayerowi udało się na nowo zinterpretować postać Jokera, to reszta filmu również musi być świeża. I to też reżyser obiecuje. „Wszystkie komiksowe filmy mówią o walce ze złym kosmicznym robotem z jakiejś pieprzonej Planety X, zanim ten zniszczy świat swoim tykającym zegarkiem. Kogo to, do cholery, obchodzi? Ale historia o walce, osamotnieniu i ludziach, którym spieprzono życie i którzy nagle dostają koło ratunkowe... no, to już jest niezłe. Lubię myśleć o naszym obrazie jako o komiksowym filmie 2.0.”
Wyposażony w sprzęt z wózka, cały Szwadron Samobójców zebrał się razem — niczym anty-Avengerzy — by nakręcić scenę na pokładzie helikoptera Chinook. Parszywa szóstka, czyli Deadshot (Smith), Diablo (Jay Hernandez), Boomerang (Jai Courtney), Slipknot (Adam Beach), Harley Quinn (Margot Robbie) i Killer Croc (Adewale Akinnuoye-Agbaje), siedzi na miejscach i — na razie — dobrze się zachowuje. Hrabia Vertigo niestety nie dostał propozycji dołączenia do zespołu.
Podejrzliwie przygląda się im mała kadra marynarki wojennej, dowodzona przez nienagannego moralnie Ricka Flaga (Joel Kinnaman). Kiedy maszyny powietrzne i dymne są już odpalane, na horyzoncie pojawia się jeszcze jedna postać. To ostatni nabytek w zespole: zamaskowana szermierka, Katana (Karen Fukuhara). W przeciwieństwie do reszty, Katana nie została zmuszona do współpracy wszczepioną w kark nanobombą. Zgłosiła się dobrowolnie.
„To moje wsparcie” informuje Flag drużynę. „Radziłbym nie nadziać się na jej miecz — ostrze więzi dusze ofiar”.
Harley dziarsko, z uśmiechem na twarzy, wyciąga rękę. „Harley Quinn, miło mi. Podobają mi się twoje perfumy. Co to za marka? Smrodek Śmierci?”


Cała przyjemność „Suicide Squad” płynie z interakcji pomiędzy tymi zasadniczo różniącymi się skazańcami. Część z nich to metaludzie o niesamowitych zdolnościach, część po prostu potrafi się bić. Jeśli film spodoba się widzom, to każdy z bohaterów będzie mógł dostać własny obraz lub też zmierzyć się z Batmanem w jednej z produkcji o nim (iphonowe obiektywy złapały zamaskowanego krzyżowca na planie i rzeczywiście — będzie miał w filmie epizod). „Suicide Squad”, w większym nawet stopniu niż „Batman V Superman: Świt sprawiedliwości”, poszerzy świat DC.
„Już samo prześledzenie historii każdego z bohaterów jest zadaniem niemalże monumentalnym” mówi Ayer. „Ale na szczęście wszyscy bohaterowie są niezwykle wyraziści.”
Harley Quinn, na punkcie której fani mają obsesję już po występach w serialu animowanym, komiksach i grach (Kevin Smith nawet nazwał córkę na jej cześć), na pewno wzbudzi ogromny entuzjazm. „To faworytka fanów” mówi producent Richard Suckle. „Zabawna, szalona, straszna... Nie da się znaleźć wystarczająco wielu przymiotników, by móc opisać wszystko to, co robi. A Margot jest po prostu niesamowita.”
Ale i inni mogą ukraść film. Warto choćby wspomnieć o cichym Killerze Crocu, brutalu o skórze, temperamencie i żywieniowych upodobaniach krokodyla. Empire obserwuje Akinnuoye-Agbajego podczas... wymiotowania kawałkami niestrawionej jagnięciny (tak naprawdę to żelki, suszone śliwki i sok) w Chinooku. Potem Croc bierze część wymiocin i wkłada jej znów do ust, przyprawiając hardych żołnierzy marynarki o mdłości. I to naprawdę: Ayer nic im nie wspomniał o wymiotowaniu. „O, rany, nieźle!” śmieje się Will Smith, kiedy ogląda nagranie. „To dla ośmiolatków...”

Każdy zespół potrzebuje celu. Jednak choć Ayer bardzo chętnie porównuje swoje dzieło do innych filmów o zespołach wykonujących misję — „To «Parszywa Dwunastka», ale z komiksowymi superłotrami” — o samej misji mówi dość powściągliwie. Jest w stanie podzielić się tylko następującymi informacjami: „Muszą uratować kogoś bardzo cennego. Kiedy podejmują tę próbę, okazuje się, że na tym nie koniec”.
Kiedy naciskamy na reżysera i pytamy, z kim zmierzy się jego spisana na straty drużyna, żartuje sobie: „Z Donaldem Trumpem. Jego włosy mają magiczną moc.” Można być jednak pewnym, że zagrożenie będzie zaskakujące. To będzie nawet coś potężniejszego od przylizanego Republikanina. Najbardziej Szwadron musi jednak uważać na szefową. „Pieprzyć dobro kontra zło” mówi Ayer. „Zło kontra jeszcze okropniejsze zło jest o wiele ciekawsze. A Amanda Waller jest najokropniejsza.”
Jak bardzo przerażająca jest Amanda? Bardzo bardzo. Stojąca na czele Oddziału Specjalnego X Waller to specjalistka od mokrej roboty, a dwukrotnie nominowana do Oscara Viola Davis wciela się w postać całkowicie: wygląda na twardą i zdecydowaną, i taka też jest. „Jest w swej nikczemności niepohamowana” mówi aktorka. „Kiedy się na nią spojrzy, nie widać nic niebezpiecznego. Jej jedyna moc to inteligencja i brak poczucia winy. Czytałam świetną książkę pt. «Wyznania socjopaty», która była przerażająca, ale bardzo pomocna. Polecam do lampki wina, a nawet dwóch!”
Gdybyście się zastanawiali — tak, Davis też odwiedziła Mike'a i jego wózek z bronią. „Mogę teraz strzelać, rozładowywać, przeładowywać i znów strzelać, a wszystko w sześć sekund” uśmiecha się. „Broń o dużej mocy naprawdę emocjonuje.”


AKTA CZŁONKÓW

Joker
Alias: Mr. J
W roli wystąpi: Jared Leto
Specjalność: Chaos

„Tak się właśnie zastanawiałem” mówi Jared Leto na początku rozmowy telefonicznej z Empire, „że Joker pewnie kazałby się wam pierdolić, a potem by się rozłączył.” Na szczęście Leto to nie Joker. Przynajmniej nie teraz. To, jak 43-latek niemal się w Jokera przeistoczył podczas trwających sześć miesięcy zdjęć, przeszło już do legendy. Wysłał naboje do Willa Smitha, szczura do Margot Robbie i martwą świnię do ekipy. Cały czas wyznaczał Jimowi Parrackowi, aktorowi, który wcielił się w jego pomocnika, Jonny'ego Frosta, przeróżne zadania, w tym pomalowanie róż czarnym sprayem czy napełnienie plecaka dziewięciocalowymi gwoździami. Nigdy nie wyszedł z roli — tak, że Smith powiedział nam: „Tak naprawdę, to nigdy nie poznałem Jareda.”
„Był pewien okres... oderwania się od rzeczywistości” wspomina Leto. To jego pierwszy wywiad na temat roli i złapaliśmy go podczas trasy koncertowej z jego zespołem, Thirty Seconds to Mars. To wyjaśnia dość niespodziewane miejsce, z którego z nami rozmawia: Grecja, Akropol o godzinie jedenastej. „Dość głęboko wszedłem w rolę. To była jednak wyjątkowa okazja i nie wyobrażam sobie, bym mógł zrobić to inaczej. Te wszystkie psychologiczne gierki sprawiały mi frajdę. Jednocześnie cały proces był niesamowicie bolesny, jak rodzenie kutasem.”
Kolejne noce spędzał samotnie i słuchał wtedy muzyki gospel z lat dwudziestych („Zawsze miałem wrażenie, że Joker może być znacznie starszy, niż się przypuszcza”) oraz czytał o szamanizmie. Jego błazen (wytatuowany, z żarzastozielonymi włosami) to prawdziwy szaleniec. „To coś zupełnie nowego” obiecuje. „Jeśli nie złamie się pewnych zasad, to nie ma szans na mocne uderzenie i zrobienie czegoś świeżego.”
Pytamy czy całe to metodyczne jokerowanie wymaga jakieś okresu wyciszenia. Natychmiast wybucha śmiechem — Leto, Joker, może obaj... „Bedę się uspokajać i wyciszać przez resztę życia.”

Pułkownik Rick Flag
W roli wystąpi: Joel Kinnaman
Specjalność: Dowództwo strategiczne

„Flag to dowódca wysokiego kalibru, który pracuje dla rządu” wyjaśnia Kinnaman. „Wielu jego przyjaciół i znajomych przez niego zginęło, sam zabił wielu ludzi.” Jest twardy, ale czy wystarczająco, żeby niańczyć Szwadron Samobójców? „Deadshot sprawia mu najwięcej problemów. Harley dość łatwo się rozprasza, ale łatwo zachęcić ją do wykonywania rozkazów, jeśli oznacza to jakąś destrukcję...”

Killer Croc
Alias: Waylon Jones
W roli wystąpi: Adewale Akinnuoye-Agbaje
Specjalność: siła

Kiedy był dzieckiem, Waylona Jonesa dotknęła choroba, przez którą jego skóra pokryła się łuskami. Chodził do psychiatry. Zjadł go. „To kanibal, który nie radzi sobie z gniewem” mówi Akinnouye-Agbaje. „Ale je tylko tych najbardziej utalentowanych. Jest wybredny.” Jego popisowy ruch? Inspirowany prawdziwymi krokodylami obrót o 360 stopni po schwytaniu ofiary. „To coś prawdziwie brutalnego.”

Diablo
Alias: Chato Santana
W roli wystąpi: Jay Hernandez
Specjalność: ognie piekielne

Diablo to były członek gangu z Los Angeles, który jest w stanie wzywać ognie piekielne. „Większość członków zespołu cieszy się, że może sobie hasać i zabijać ludzi” mówi Hernandez „ale on chce trzymać się z dala od walki.” Jego cela w Belle Reve to ogromna metalowa rura, którą można zalać wodą: „Wodę miałem w uszach, nozdrzach i zatokach. Ale wygląda to świetnie.”

Enchantress
Alias: June Moone
W roli wystąpi: Cara Delevingne
Specjalność: czarnoksięstwo

Jeśli byliście ostatnio w hotelu w Toronto i postanowiliście skorzystać ze spa, to prawdopodobnie już spotkaliście Enchantress. A jeśli tak, to było to spotkanie przerażające, które sprawiło, że z krzykiem przybiegliście z powrotem do swojego pokoju. „Postanowiłam, że jej królestwem będzie ciepła, zaparowana kryjówka” wyjaśnia Cara Delevingne „więc spędziłam sporo czasu w hotelowej saunie. Czasem ktoś wchodził, a ja leżałam na podłodze, w rogu sauny, czołgałam się i robiłam straszne rzeczy. Od razu przepraszałam, ale kilku ludzi na pewno nieźle wystraszyłam.”
Upiorna, nieziemska, o olbrzymiej mocy, a w dodatku przystrojona diademem z półksiężycem, Enchantress nie jest członkinią Szwadronu Samobójców. Bohaterka, która zadebiutowała w komiksach w 1966 roku pod cudownym aliasem „The Switcheroo Witcheroo”, to tak naprawdę alter ego nieśmiałej June Moone. „June to poszukiwaczka przygód, która zawsze chciała w życiu trochę ekscytacji” wyjaśnia Delevingne. „I dostaje to, czego chciała, ale w przeraźliwy sposób. Na początku filmu odkrywa jaskinię i coś w niej znajduje.”
W komiksach Enchantress była zarówno bohaterką jak i czarnym charakterem. Nie wiadomo, jaka okaże się w filmach. Jej moce przyciągną uwagę wprawdzie Amandy Waller, ale jedno jest pewne: nikt nie jest w stanie jej w pełni kontrolować. „To starożytna czarodziejka” mówi Delevingne. „Zdziczała istota. Bardzo długo była uwięziona i wreszcie wydostała się na wolność.”
Podczas odbywających się codziennie czterogodzinnych sesji charakteryzatorskich aktorka miała sporo czasu, by wyzwolić swoje wewnętrzne „Switcheroo Witcheroo”. „Wyrabiałam w sobie akcent — o wiele głębszy i bardziej elegancki niż ten June. I puszczałam na cały głos «Red Right Hand» Nicka Cave'a, tę piosenkę o diable. A, i jeszcze sporo Megadeth. Takie tam złe rzeczy.”

Deadshot
Alias: Floyd Lawton
W roli wystąpi: Will Smith
Specjalność: strzelectwo

„Suicide Squad” to drugi film, w którym Will Smith zyska supermoce. W „Hancocku” dostał jednak moc latania, super siłę i wieczną młodość, a tutaj jest po prostu dobrym strzelcem.
„Kiedy grałem w «Bad Boys», trenowałem w Miami z facetami z oddziałów specjalnych” mówi Smith „ale nie mogę tego nawet porównać. Cały sprzęt zakłada się około 20 minut, a z opanowaniem specjalnych pistoletów Glock mocowanych przy nadgarstkach było trochę jak z zapinaniem stanika — trzeba było trochę poćwiczyć. Trudniejszy był jednak ten komponent psychologiczny. Musiałem się nauczyć wyzbywania uczuć przy zabijaniu zupełnie nieznanych osób.”
Deadshot może i jest płatnym zabójcą, ale takim, któremu się kibicuje. „Na początku filmu ma za sobą wielką przestępczą karierę” mówi Smith. „Po jednym ze zleceń chce zacząć wszystko od nowa razem z córką, ale coś idzie nie tak. Bardzo, bardzo nie tak. I przez to na całe życie ląduje w Belle Reve.” Zamiast emerytury dostaje więc życie w zamknięciu razem z najnieprzyjemniejszymi typami na Ziemi. „Harley sprawia najwięcej kłopotów, ale wpada Deadshotowi w oko. Rodzi się całkiem porąbany trójkąt miłosny.”
To dla Smitha pierwszy film z tak dużą pierwszoplanową obsadą od czasów „Dnia Niepodlełości”, ale według aktora, jest między wszystkimi „magiczna chemia”. Wziął nawet igłę do tatuowania i wytatuował „SKWAD” na ręce Joela Kinnamana na imprezie wieńczącej zdjęcia. „Will to człowiek naprawdę wielu talentów, ale tatuowanie nie jest jednym z nich” napisał Kinnaman na swoim Instagramie. „To było jak oglądanie pijanego dziecka pilotującego helikopter.”
Smith ryczy ze śmiechu na same wspomnienie. Przyznaje jednak, że ciężko mu było dotrzymać kroku niektórym aktorom. „Wydawało mi się, że mam dwadzieścia-parę lat, a na planie «Suicide Squad» wyszło, że jednak nie. Nikt nigdy nie kładł się spać. Nigdy. Aż chciałem prosić: «No dalej, mała drzemka!»”

Harley Quinn
Alias: Dr. Harleen Quinzel
W roli wystąpi: Margot Robbie
Specjalność: psoty

Szelmowska, niegrzeczna dziewczynka Harley Quinn, balonowa księżniczka błazeńskiego księcia zbrodni Jokera, już jest jedną z najchętniej cosplayowanych postaci. Będzie cosplayowana jeszcze chętniej po premierze „Suicide Squad” — i Margot Robbie czuje się trochę winna. „Kiedy dostałam tę rolę, zaczęłam szukać kostiumów Harley online, z mamą u boku” śmieje się aktorka. „Mówiła: «Moja córka będzie ubierać się jak prostytutka!» Wściekłe matki nie śpią!”
Filmowa Harley wygląda nieco grzeczniej niż te, które przechadzają się po Comic-Conie, ale wciąż przyciąga wzrok. Jej strój niemal natychmiastowo staje się przebojem: bransoletki („Mam od nich pełno blizn”), kabaretki („Cały czas się drą”) i glany („Wiążę je 20 minut”), do tego rozjaśnione włosy, tatuaże na twarzy i gorrrące spodenki. „To, co fajnie wygląda, ciężko się nosi” mówi Robbie. „Ale kiedy przyszłam na plan bez tego wszystkiego, każdy mówił: «Rany, ale dziwnie wyglądasz. Przebierz się, bo zwariujemy!»
To może być dla Robbie rola życia. Zagra zarówno Harleen Quinzel, panią doktor, która ma zbadać psychikę Jokera, jak i Harley — rezultat jego potwornego uwodzenia. Aktorka była też obiektem uczuć Jokera poza ekranem. „Jared wysłał mi szczura” mówi. „Czarnego, ze ślicznymi białymi łapkami, jakby nosił skarpetki. Nazwałam go Rat Rat. Moja asystentka siadała z nim na dywanie i piliśmy sobie herbatkę. Przekazała Rat Rata Jaiowi (Courtneyowi), potem wzięła go jedna z dziewczyn z garderoby. Teraz jest u Guillermo del Toro.” Możemy się więc niedługo spodziewać, że ogłoszą nową rolę w „Hellboyu 3”.

Boomerang
Alias: George „Digger” Harkness
W roli wystąpi: Jai Courtney
Specjalność: zakrzywione narzędzia miotane

Siłacz z antypodów z asortymentem groteskowych broni i kaburą na piwo — to ci dopiero. „Żul, w pełnym tego słowa znaczeniu” śmieje się Courtney. „Pierwsze, co powiedział mi Dave, to: «Znajdź w sobie najgorszą szumowinę»”. Nigdy nie będziecie się spodziewać jego bumerangu. Ani nigdy nie złapiecie go w locie.

Slipknot
Alias: Christopher Weiss
W roli wystąpi: Adam Beach
Specjalność: Liny

Tak, jego supermoc to węzły. I tak, powinniście się bać. „Robi wrażenie” mówi Adam Beach. „Po wszystkim się wespnie. I zawodowo wiesza ludzi. Śmieję się, że złapano go, jak dusił Wonder Woman.” A jak Beach radzi sobie z liną teraz? „Ściągnąłem aplikację Grog Knots. Jestem teraz w stanie związać konia.”

Katana
Alias: Tatsu Yamashiro
W roli wystąpi: Karen Fukuhara
Specjalność: szermierka
Katana jest ochroniarzem Ricka Flaga. „Podąża za pewnym kodeksem moralnym” mówi Karen Fukuhara. „Może też na bezdechu pokroić w plastry setki ludzi.” Z jej wyglądu można wyczytać informacje na temat jej przeszłości: jej ostrze to Pochłaniacz Dusz (Soultaker), a japońskie znaki na wstędze można przetłumaczyć jako „Szlocham, myśląc o nim.”
Wiele rzeczy można z powyższego artykułu wywnioskować. Na pewno cieszy entuzjazm nieprzebierającego w słowach reżysera i jego szacunek wobec materiału źródłowego. Cieszy również niezwykłe zaangażowanie aktorów, zwłaszcza Leto i Delevigne. A choć o samej fabule na razie nie wiadomo zbyt wiele, to wygląda na to, że Ayer i spółka zaoferują pewien powiew świeżości w tzw. kinie superbohaterskim. Mam nadzieję, że nas nie zawiodą.

Źródło: Empire 12/2015, empire.com

Pierwsze zdjęcia i obsada „Wonder Woman”


Ruszyły zdjęcia do „Wonder Woman”, pierwszego filmu kinowego poświęconego tej bohaterce DC Comics. W związku z tym opublikowano pierwsze (oficjalne i mniej oficjalne) zdjęcia oraz informacje na temat fabuły.
Wiemy, że główną rolę zagra Gal Gadot, którą po raz pierwszy jako wojowniczą Amazonkę zobaczymy w nadchodzącym „Batman V Superman”. Na ekranie towarzyszyć będzie jej Chris Pine, wcielający się w Steve'a Trevora, który w wielu historiach był ukochanym Diany z Temiskyry. Ponadto w obsadzie znalazł się Saïd Taghmaoui („Zagubieni”), który ma ponoć zagrać bliżej nieokreślonego superbohatera. Reszta obsady prezentuje się natomiast tak: Robin Wright („Dziewczyna z tatuażem”, „House of Cards”), Danny Huston („Starcie tytanów”, „X-Men Geneza: Wolverine”), David Thewlis (seria „Harry Potter”, „Teoria wszystkiego”), Ewen Bremner („Exodus: Bogowie i królowie”, „Snowpiercer: Arka przyszłości”), Elena Anaya („Skóra, w której żyję”) i Lucy Davis („Wysyp żywych trupów”). Czyli całkiem nieźle, bo są i nazwiska wielkie (Wright! Thewlis!) i aktorzy mniej ograni. Za kamerą stanie oczywiście Patty Hawkins, a w jej ekipie znajdą się: operator Matthew Jensen („Kronika”, „Fantastyczna czwórka”, „Gra o tron”), nominowana do Oscara kierownik artystyczna Aline Bonetto („Amelia”, „Piotruś: Podróż do Nibylandii”), laureat Oscara montażysta Martin Walsh („Chicago”, „Jack Ryan: Teoria chaosu”, „V jak Vendetta”), i laureatka Oscara kostiumolog Lindy Hemming (trylogia „Mroczny Rycerz”). O techniczne aspekty nie ma się więc co obawiać.
To jeszcze zdjęcia. Najpierw oficjalne, z piękną Gadot:


A teraz mniej oficjalne, z równie pięknymi Pine'em i Taghmaouim.


No, to „Wonder Woman” oficjalnie została najbardziej oczekiwanym przeze mnie filmem superbohaterskim (sorry, „Batman V Superman”).

Źródło: collider.com, thewrap.com

„Aquaman” ma nowego scenarzystę


David Leslie Johnson dołącza do ekipy pracującej przy filmie o Aquamanie. Wcześniej oddzielne teksty do projektu pisali Will Beal oraz Kurt Johnstad. O tym drugim wspominał też niedawny artykuł w magazynie „Empire”. Nie wiadomo, czy swoją pracę panowie już zakończyli, czy też Johnson będzie z nimi w jakiś sposób współpracował, choć w kuluarach przebąkuje się, że wraz z reżyserem, Jamesem Wanem, Johnson ostatecznie doszlifuje tekst poprzedników. Ciężko powiedzieć, czy to dobrze czy też źle, bo scenarzysta nie ma na koncie zbyt wielu filmów, a te, które ma, są... cóż, bardzo nierówne. Ale trzymam kciuki!

Źródło: hollywoodreporter.com

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” — zapowiedź i artykuł w EW


Wywiązuję się też z drugiej obietnicy i tłumaczę artykuł z „Entertainment Weekly”, który dotyczy filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. I tu też sporo można się dowiedzieć — włączywszy w to amerykańskie czarodziejskie slangi.
ZUPEŁNIE N(EWT)OWY ŚWIAT

Świat Harry'ego Pottera przenosi się w szykowanym na przyszłą jesień filmie „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” w czasie i przestrzeni — i ląduje w Nowym Jorku! Głęboko w komnacie tajemnic...


Spotykamy Newta Scamandera z dala od jego zwyczajnego miejsca zamieszkania. Słynny na całym świecie „magizoolog” przebija się przez tłumną ulicę Manhattanu lat dwudziestych. To nieco cudaczny jegomość i uważny obserwator z daleka odkryje wskazówki, które naprowadzą go na pochodzenie i zwyczaje Newta. Widzicie jego szeroki chód? To dlatego, że zazwyczaj skrada się po dżungli. Niedopasowaną tweedową marynarkę? Ekscentryczny Brytyjczyk nie przywykł do miejskiego ubioru. Powściągliwość, gdy się do niego podejdzie? Niezbyt dobrze czuje się w towarzystwie. No i jest ta dziwna, wysłużona, płowa walizka, którą tak mocno ściska. W środku jest coś bardzo cennego.


Chodzimy za Newtem po coraz większej replice Nowego Jorku w Leavesden Studios niedaleko Londynu, bo, tak jak jego stworzenia, jest jedyny w swoim rodzaju: to pierwszy główny bohater w filmie należącym do dziesięciomiliardowej serii o Harrym Potterze, który nie jest Harrym Potterem. Grany przez zdobywcę Oscara, Eddie'ego Redmayne'a, Newt Scamander to bohater planowanego na przyszły listopad tajemniczego filmu „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” — pierwszej części szykowanej przez Warner Bros serii, opartej na mini-encyklopedii magicznej fauny (wychudzone testrale, kąsające bahanki itd.). „Fantastyczne zwierzęta...” to napisany przez J.K. Rowling i wydany w 2001 roku zaledwie czterdziestodwustronnicowy — Harry'emu więcej stron zajęło wydostanie się z domu Dursleyów — podręcznik autorstwa Newta, którym posługują się uczniowie szkoły magii i czarodziejstwa w powieściach o Potterze. Nie ma żadnej fabuły. Jak więc zrobić film z cieniutkiego katalogu stworzeń? Jedną z propozycji była produkcja fałszywego dokumentu — coś w stylu programów z Animal Planet z hipogryfami zamiast hipopotamów — ale kiedy Rowling o tym usłyszała, zaproponowała coś innego: „Po prostu zaczęła pisać” mówi wieloletni producent filmów o Potterze, David Heyman.


Choć Rowling miała pewien wkład w potterowe filmy, „Fantastyczne zwierzęta” to jej pierwszy scenariusz. Czekanie na pierwszą wersję tekstu było dla wszystkich niezwykle stresujące, zwłaszcza dla Redmayne'a. O trzydziestotrzyletniego aktora zabiegano jeszcze na pięć miesięcy przed tym, jak Rowling ukończyła scenariusz. A to postawiło go w niewiarygodnej sytuacji — być może byłby zmuszony odmówić najukochańszej (i najlepiej zarabiającej) autorce na świecie. „Czytałem książki [o Harrym Potterze] i oglądałem filmy. W takiej sytuacji nikt nie chciałby tak po prostu...” tu Redmayne urywa zdanie. Często to robi. „Denerwowałem się, bo co, jeśli przeczytam scenariusz i...” Tak. Znowu.
Rudowłosy Brytyjczyk, który zdobył w tym roku Oscara dla najlepszego aktora za rolę Stephena Hawkinga w „Teorii wszystkiego” i całkiem możliwe, że powtórzy ten wyczyn za występ w filmie „Dziewczyna z portretu” (premiera 27 listopada w USA, 22 stycznia w Polsce), gdzie zagrał transpłciową pionierkę, Lili Elbe, nie miał się czym martwić. Pierwszy szkic Rowling miał wszystko, czego filmowcy chcieli: rozwiniętą fabułę, której akcja — to dość dziwne dla tej mocno brytyjskiej serii — osadzona była w Nowym Jorku w 1926 roku. „Były tam rzeczy, które zapierały dech w piersi” mówi Heyman ze swojego pomieszczenia strategicznego, które upstrzone jest pełnymi spoilerów scenorysami. Na drzwiach wisi zaś ostrzeżenie do ekipy sprzątającej: mają się trzymać z daleka. „Czuć było tam jej niesamowitą wyobraźnię.”


Redmayne mógł poczuć tę wyobraźnię na własnej skórze, kiedy spotkał się z autorką, by omówić rolę. „Była w stanie wszystko wyjaśnić, każdą zawiłość” zachwyca się aktor. „Nie gram «prawdziwej» postaci, ale w umyśle J.K. Rowling Newt jest całkowicie trójwymiarowy; można z nią porozmawiać o tym, jak przebiegało jego życie.”
W filmie, który wyreżyseruje David Yates (autor czterech ostatnich obrazów w serii o Potterze), Scamander wyruszy w podróż do Ameryki z początku XX wieku, gdzie czarodzieje od stuleci żyją w ukryciu. Polowania na czarownice w Salem niezbyt dobrze wpłynęły na wzajemne relacje i teraz większość Mugoli — którzy w USA nazywani są nie-magami (zobacz słowniczek niżej) — nawet nie wierzą w istnienie czarodziejów. Newt może nieumyślnie zagrozić takiemu status quo, kiedy jego rzadkie i zagrożone magiczne zwierzęta wydostają się z walizki.
No dobrze, to o walizce. Jest zaczarowana i, podobnie do dywanikowej torby Mary Poppins, jest znacznie większa wewnątrz, niż wydaje się z zewnątrz. Można by wręcz określić ją mianem przenośnego zoo, obfitującego w zwierzęta, które żyją w swych wyjątkowych siedliskach. Brzmi to trochę jak opowieść o pewnym chłopcu i jego trzygłowym psie, ale bez obaw. Newt znajduje w Stanach towarzyszy.


Tak jak filmy o Potterze, „Zwierzęta...” traktują przede wszystkim o grupie bliskich przyjaciół. Tylko tym razem jest ich czworo — nie troje. Newt łączy siły z Porpentiną „Tiną” Goldstein (znana ze „Steve'a Jobsa” Katherine Waterston), ambitną pracowniczką amerykańskiego odpowiednika Ministerstwa Magii, czyli Magicznego Kongresu USA (MAKUSA). Tina przedstawia Newtowi swoją siostrę i współlokatorkę, Queenie (debiutantka Alison Sudol), wprawioną w legilimencji (czytaniu myśli) czarodziejkę o wielkim sercu. Jest też Jacob Kowalski (znany z „Piłek z jajami” Dan Fogler), pracownik fabryki, który jest przy okazji pierwszym w serii nie-magiem. „Na początku opowieści Jacob zrywa ze swoją dziewczyną i zostaje wciągnięty w magiczny świat, który budzi w nim wielki podziw i do którego podchodzi bardzo otwarcie” mówi Heyman. „To on wprowadza nas w fabułę.” Cała czwórka będzie z pewnością porównywana do Harry'ego, Rona i Hermiony, co jest tyleż niesprawiedliwe, co nieuniknione. „Koncepcja jest taka, że Newt pozostaje w centrum opowieści, ale ostatecznie mamy cały kwartet głównych bohaterów” mówi Redmayne. „To troszkę ujmuje [presji]. A przynajmniej tak sobie mówię.”
Niektórzy już krytykowali brak różnorodności etnicznej w głównej obsadzie „Zwierząt...” — cóż za ironia, skoro film — wcale nie tak skrycie — traktuje o bigoterii i dewocji. Heyman chętnie jednak wyjaśnia, że taki podział rasowy w mieście stanowił tło fabularne filmu. „W Nowym Jorku lat dwudziestych biali i czarni byli segregowani, co odzwierciedlamy w filmie” opowiada, zaznaczając, że scena w nielegalnym barze w Harlemie podkreśla wspomnianą segregację. „Świat czarodziejów i czarownic jest o wiele bardziej otwarty i tolerancyjny. Ludzie różnych ras i różnych grup etnicznych współistnieją w nim harmonijnie. Yates dodaje, że «Zwierzęta» są „troszkę” dojrzalsze od reszty kanonu. „W tym filmie nie ma dzieci” mówi.


Ponieważ członkowie obsady nie są dziećmi, mieli trochę do nadrobienia. Musieli przede wszystkim podszlifować magię. (Nie można tak sobie po prostu ominąć Hogwartu i nie ukończyć chociażby jakichś kursów wyrównawczych). Na początek: wybór różdżek. Każdy z aktorów dostał najpierw kilkanaście propozycji projektów różdżek, zanim mógł poćwiczyć ruchy. „Prowadziliśmy dyskusje na temat tego, jaką chcemy różdżkę — każde dziecko by tak chciało” mówi Redmayne. „Wiedziałem, że Newt nie miałby nic skórzanego, ani też nic z rogiem w środku. To musiało być coś prostego, z drewna.” Waterston zażądała, by jej różdżka była cięższa, aby nadać rzucaniu zaklęć pewnego ciężaru. Farrell zaznacza, że dostał specjalną różdżkę do ćwiczeń (jakby „prawdziwa” miała być zbyt niebezpieczna dla aktora z „Detektywa”), którą mógł zabrać do hotelu. „Chodziłem po pokoju w szlafroku z różdżką w ręku” mówi Farrell. I tu następuje „magiczny” gest w kierunku telewizora, któremu towarzyszy zaklęcie: „Channel 4! BBC 1!”
Jeśli zaś chodzi o tytułowe fantastyczne zwierzęta, to zobaczymy między innymi niuchacza — małe, poszukujące skarbów stworzonko, które lubi błyszczące przedmioty; nieśmiałka — czujne stworzonko w kształcie patyków, które mieszka w kieszeni Newta i groźną śmierciotulę, która dusi ofiary we śnie. Redmayne spędził miesiące przygotowując się do roli — m.in. spotykał się z różnymi opiekunami zwierząt, także takimi pracującymi w zoo. Tym samym jest prawdopodobnie jedynym odtwórcą roli czarodzieja w historii, który przeprowadził szczegółowe, metodyczne badania, by lepiej wczuć się w postać. Ale jego koledzy z planu mówią, że się opłacało. „Oglądanie interakcji Eddie'ego i zwierząt jest przeurocze” mówi Waterston. „To takie piękne. Wypracował sobie różne typy relacji z nimi.”
Kiedy 18 listopada 2016 roku film ukaże się w kinach, fani na pewno zobaczą w nim także pewne stworzenia z filmów o Potterze (prawdopodobnie pojawią się trytoni). Nie ma się jednak co spodziewać młodszych wersji znajomych postaci. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Jeśli jednak „Zwierzęta” odniosą sukces, będą kontynuacje, a Rowling najprawdopodobniej napisze scenariusze. (Jak to zazwyczaj w jej przypadku, dwa kolejne są już rozplanowane). Heyman zdradza, że ostatecznie, w tych kolejnych filmach, kogoś znajomego zobaczymy. W pewnej kwestii dialogowej w „Fantastycznych zwierzętach” wspomniany jest czarodziej, o którym chyba każdy słyszał — nazywa się Dumbledore.

POZNAJCIE FANTASTYCZNĄ OBSADĘ

Kathe­rine Wa­ter­ston to Por­pen­ti­na „Ti­na” Gold­stein
Am­bit­na pra­cow­nicz­ka MAKUSA, któ­ra zos­ta­je zde­gra­do­wa­na na sta­no­wis­ko zu­peł­nie po­niż­ej jej kwa­li­fi­kac­ji po tym, jak sta­wia się nie­właś­ci­wej oso­bie. Chce wal­czyć o to, co właś­ci­we.

Ali­son Su­dol to Quee­nie Gold­stein
Młod­sza sios­tra i współ­lo­ka­tor­ka Ti­ny; lek­ko­dusz­na acz o wiel­kim ser­cu; wpraw­na w le­gi­li­men­cji (pot­ra­fi czyt­ać w myś­lach)

Dan Fogler to Jacob Kowalski
Optymistyczny nie-mag-pracownik fabryki, który chce zostać filmowcem. Po tym, jak poznaje Newta, zostaje wciągnięty w świat magii i czarodziejstwa.

Co­lin Fa­rrell to Graves
Po­tęż­ny au­ror i pra­wa rę­ka pre­zy­den­ta ame­ry­kań­skie­go świa­ta cza­ro­dzie­jów.

Sa­man­tha Mor­ton to Ma­ry Lou
Fa­na­tycz­na, ogra­ni­czo­na w swych po­glą­dach przy­wód­czy­ni Dru­gich Sa­le­me­rów, gru­py, któ­ra prag­nie ujaw­nić i znisz­czyć cza­ro­dzie­jów i cza­row­ni­ce.

Ez­ra Mi­ller to Cre­dence
Po­gu­bio­ny, adop­to­wa­ny syn Ma­ry Lou

Glosariusz zwierzęcej terminologii:

Międzynarodowa Konfederacja Czarownic i Czarodziejów
Odpowiednik ONZ w świecie czarodziejów; bardzo różnorodna grupa reprezentantów czarodziejów z całego świata, która spotyka się w Nowym Jorku

MAKUSA (ang. MACUSA)
Amerykańska wersja Ministerstwa Magii, z siedzibą ukrytą w Woolworth Building

Nie-mag (ang. no-maj)
Tak Amerykanie nazywają nie-czarodziejów (zamiast „mugol”)

Drudzy Salemerzy
Organizacja, której celem jest ujawnienie czarodziejów i czarownic

TAJEMNICE OKŁADKI



EW zrobiło Eddie'emu Redmayne'owi zdjęcie na planie MAKUSA, amerykańskiej wersji Ministerstwa Magii. Na zdjęciu dostrzec można sporo tajemnic, a kierownik artystyczny filmu, Stuart Craig, zgodził się zdradzić kilka tych najfajniejszych.

MAGIA ARCHITEKTURY
Magiczny Kongres USA (MAKUSA) został ukryty przed mugolami w Woolworth Building (najwyższym budynku w Nowym Jorku w 1926 roku). Czarodzieje wchodzą przez niezwykle szybkie obrotowe drzwi do wielkiego foyer. Choć powierzchnia planu jest ogromna (75 m długości i 15 m wysokości), to sufit zostanie dzięki efektom specjalnym umieszczony jeszcze wyżej, na wysokości niemal 215 m. W ten sposób powstanie „pusta katedra światła; robiąca niesamowite wrażenie, doskonale oświetlona przestrzeń” mówi kierownik artystyczny, Stuart Craig.

CIEKAWY PRZYPADEK NEWTA SCAMANDERA
W walizce Newta, specjalnie wyglądającej na wysłużoną i przypominającej teczkę z płyty pilśniowej, znajduje się mnóstwo stworzeń i ich siedliska, które można ukryć przed ciekawskim mugolami i amerykańskimi celnikami za pomocą ukrytego przycisku przy zatrzasku. Różdżka Newta jest również celowo prosta i drewniana (i nie ma w sobie żadnych nielegalnych produktów zwierzęcego pochodzenia, rzecz jasna).

FENIKSY PORZĄDKOWE
J.K. Rowling wymyśliła cztery złote posągi feniksów podtrzymujących wejście do MAKUSA, które mają stanowić hołd ofiarom procesów czarownic w Salem. Craig zauważa: „W całym filmie świat magiczny jest zakorzeniony w tym mugolskim, wyrasta z tego co znane i prawdziwe”.

ZŁOTO JUŻ NIE TYLKO DLA ZNICZY
Luźno oparty na wnętrzu budynku w stylu gotyckiego art-deco na Manhattanie, American Radiator Building, projekt MAKUSA zakłada dość hojne użycie złota, w celu „wzbogacenia dekoracji. Biorąc pod uwagę, że to siedziba rządu w świecie magii, pozłocenie wydaje się właściwe.”

MAGICZNA HERALDYKA
Na oficjalnym herbie MAKUSA, opartym na pieczęci prezydenckiej USA, znajduje się flaga amerykańska, którą połączono z abstrakcyjnym feniksem.
I tak jak do tej pory „Fantastyczne zwierzęta” po prostu mnie intrygowały, tak teraz filmu wręcz nie mogę się doczekać, bo wszystko, co EW piszą, brzmi fantastycznie. Oj, umie ten Warner Bros w PR, umie.
Ale to jeszcze nie wszystko, bo jeszcze filmowa zapowiedź. Najpierw wersja angielska:


A potem niczego sobie wersja polska, z dubbingiem.


Niewiele może tu widać i nie jest to tak zachęcające, jak sam artykuł, ale hej: to przecież dopiero krótka zapowiedź.

Źródło: Entertainmanet Weekly #1389, ew.com

„Dunkirk” — szczegóły nowego filmu Nolana


Znane są juz szczegóły kolejnego fabularnego projektu Christophera Nolana. Reżyser nakręci film pt. „Dunkirk”, który opowie o słynnej Operacji Dynamo z czasów II wojny światowej, czyli ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego z Dunkierki we Francji. Drugoplanowe role w obrazie negocjują Mark Rylance, Tom Hardy i Kenneth Branagh, natomiast te główne mają zostać powierzone młodym, niekoniecznie opatrzonym aktorom.
To będzie pierwszy wojenny film Nolana i jestem niezmiernie ciekaw, jak reżyser podejdzie do gatunku. Premiera 21 lipca 2017 roku.

Źródło: variety.com

„Assassin's Creed” — nowe zdjęcia


Do premiery ekranizacji gier „Assassin's Creed” jeszcze prawie rok, ale już powoli rusza cała machina marketingowa. A skoro tak, to pojawiły się bardzo zachęcające zdjęcia.




Ciężko na razie powiedzieć, co z tego będzie, ale jedno jest pewne — wygląda zachęcająco.

Źródło: empireonline.com, ew.com

Whedon robi musical


Po „Czasie Ultrona” Whedon zakończył swoją przygodę z kinowym uniwersum Marvela i postanowił poświęcić się innym projektom. Jednym z nich będzie komiks pod tytułem „Twist” (o „wiktoriańskim Batmanie-kobiecie”), ale oczywiście można będzie również liczyć na kolejny filmowy projekt. W rozmowie z Oxford University's Student Union, reżyser zdradził, że pracuje już nad nowym obrazem i na pewno będzie to musical. Więcej już nie powiedział, ale to nie szkodzi: i tak jestem maksymalnie podekscytowany. Aż chyba sobie włączę „Once More with Feeling” i „Dr. Horrible's Sing-Along Blog” w ramach czekania.

Źródło: denofgeek.com

„Morderstwo w Orient Expressie” — Branagh zagra też główną rolę


Jakiś czas temu pisałem, że Kenneth Branagh wyreżyseruje nową adaptację „Morderstwa w Orient Expressie” Agathy Christie. Teraz okazuje się, że także w filmie zagra. I to nie byle kogo, bo samego Herkulesa Poirot! Co, jak co, ale to wybór dość niespodziewany — choć oczywiście szalenie intrygujący. Bardzo mnie ciekawi, jaki będzie słynny detektyw w wykonaniu Brytyjczyka oraz czy wreszcie uda się stworzyć w pełni udaną ekranizację książki (z trzech dotychczasowych do ideału zbliżyła się tylko ta z Albertem Finneyem w roli głównej — gdyby jeszcze poprawić te wąsy!). Trzymam kciuki!

Źródło: variety.com

„Tomb Raider” z reżyserem


Długo mówi się o trzecim filmie na podstawie serii gier „Tomb Raider”, ale wreszcie coś w tej sprawie ruszyło — na horyzoncie pojawił się bowiem reżyser. Stanowisko powierzono Norwegowi, niejakiemu Roarowi Uthaugowi, autorowi ubiegającej się o nominację do Oscara „Fali”. To będzie jego hollywoodzki debiut, ale ponoć rodzime produkcje udowadniają, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. „Falę” będziemy mogli oglądać u nas w kinach 25 grudnia, więc jeszcze się przekonamy czy rzeczywiście, ale jedno jest pewne — póki Lary nie zagra (uwaga, niepopularna opinia) kompletnie nie pasująca Angelina Jolie, to film będzie przynajmniej w porządku.

Źródło: variety.com

Phillipa Boyens o młodym Merlinie


Phillipa Boyens, współautorka scenariusza do „Władcy Pierścieni”, „Hobbita”, „King Konga” oraz „Nostalgii anioła” napisze adaptację „Sagi o Merlinie” T.A. Barrona. Film powstanie dla wytwórni Disneya, która ma nadzieję, że uda się stworzyć nową serię fantasy. Trzymam kciuki!

Źródło: deadline.com

Kontynuacja „Prometeusza” z kolejnym nowym tytułem oraz opisem fabuły


Kontynuacja „Prometeusza” coś bardzo chce odciąć się od poprzednika, a zamiast tego będzie żerować na popularności serii zdecydowanie podpina się pod serię „Obcy”. Najpierw więc Scott zapowiedział, że film zostanie zatytułowany „Alien: Paradise Lost” („Obcy: Raj utracony”), potem delikatnie zmienił zdanie i ostatecznie tytuł brzmi „Alien: Covenant” („Obcy: Przymierze”). Jest też opis fabuły:
Ridley Scott powraca do świata, który stworzył na potrzeby „Obcego”, filmem „Alien: Covenant”, drugim rozdziałem trylogii prequeli, którą rozpoczął „Prometeusz” i która bezpośrednio połączona jest z wielkim dziełem science-fiction Scotta z 1979 roku. Wyruszywszy ku odległej planecie na dalekim krańcu galaktyki, załoga statku kolonizacyjnego „Covenant” odkrywa coś, co wydaje im się nieistniejącym na mapach rajem. W rzeczywistości jest to mroczny, niebezpieczny świat, którego jedynym mieszkańcem jest „syntetyk” David (Michael Fassbender), ocalały z przeklętej ekspedycji Prometeusza.
Film ma się ukazać w kinach 6 października 2017 roku. Mam nadzieję, że okaże się ciekawszy niż sam, dość wtórny względem serii, opis.

Źródło: hollywoodreporter.com

Margaret Qualley w „Death Note”


Obsada hollywoodzkiej ekranizacji mangi „Death Note” rośnie. Mamy już kandydata na Lighta (lub jego odpowiednika, bo pewnie scenarzyści udomowią materiał źródłowy), czyli Nata Wolffa, a na horyzoncie pojawiła się już kolejna aktorka, Maragaret Qualley („Pozostawieni”). Qualley przypadła główna rola żeńska, prawdopodobnie jakoś tam oparta na Amane Misie. No nic, czekam na kolejne doniesienia i wciąż mam nadzieję na udział aktorów azjatyckiego pochodzenia.

Źródło: hollywoodreporter.com

Robią remake „Memento”


AMBI Pictures sfinansują i wyprodukują remake filmu „Memento” autorstwa Christophera Nolana. To dość dziwna decyzja, wziąwszy pod uwagę fakt, że „Memento” przecież wcale się nie zestarzało i ciężko byłoby powtórzyć sukces oryginału. A jak studio motywuję tę decyzję? Twierdzą, że „Memento” to znakomity film, który chce się obejrzeć kilkakrotnie, co ma niejako pomysł remake'u usprawiedliwiać. Brzmi to trochę w stylu: „To był dobry film, więc spróbujemy się na nim wzbogacić”. Jestem nastawiony bardzo sceptycznie, ale cóż: poczekamy, zobaczymy.

Źródło: variety.com

Szczegóły kontynuacji i zwiastun „Królewny Śnieżki i łowcy”


Ujawniono szczegóły kontynuacji „Królewny Śnieżki i łowcy”, która zatytułowana będzie „The Huntsman: Winter's War” („MyśliwyŁowca: Zimowa wojna”). Tak brzmi opis filmu:
Długo przed tym, gdy Królowa Ravenna zginęła od ciosu Śnieżki, kobieta w milczeniu spoglądała na to, jak jej siostra, Freya, doświadczyła okrutnej zdrady i uciekła z królestwa. Freya, która posiadła umiejętność zamrażania swych wrogów, zaszyła się na dziesiątki lat w odległym, zimowym pałacu, gdzie wytrenowała legion śmiercionośnych łówców — w tym Erica i wojowniczkę Sarę — po czym dowiedziała się, że cenna dla niej dwójka odmówiła wypełnienia jej rozkazu: zamknięcia serc na miłość. Kiedy Freya dowiaduje się o śmierci siostry, wzywa pozostałych żołnierzy, by przynieśli Magiczne Zwierciadło do jedynej czarownicy, która może opanować jego moc. Freya wskrzesza Ravennę ze złotych głębin zwierciadła i złe siostry zagrażają krainie podwójnie: tak mrocznej siły, jeszcze nie było. Ich armia okaże się niepokonana, chyba że wygnani łowcy, którzy złamali zasadę królowej, odnajdą się ponownie.
Brzmi to trochę jak połączenie wątków Królewny Śnieżki ze „Królową Śniegu” oraz domieszką „Krainy lodu”. Wygląda też na to, że akcja będzie toczyć się zarówno przed oryginałem, jak i po nim, co w gruncie rzeczy jest pomysłem niezłym. No i jest znakomita obsada, bo i Emily Blunt, i Jessica Chastain, i Charlize Theron. To jeszcze zwiastun:


Będzie przynajmniej przyjemne!

Źródło: empireonline.com

Pierwsza zapowiedź „Gdzie jest Dory?”


Pojawiła się pierwsza zapowiedź „Gdzie jest Dory?”, czyli kontynuacji „Gdzie jest Nemo?” Pixara. Poniżej możecie zobaczyć wersję oryginalną i polską:



Zapowiada się bardzo sympatycznie!

„Zwierzogród” — dwa nowe zwiastuny


Są też aż dwa nowe zwiastuny „Zwierzogrodu”. Pierwszy skupia się na bardzo zabawnej scenie, wyszydzającej biurokrację:


I jeszcze po polsku:


Takiemu humorowi daję okejkę.
No to jeszcze drugi zwiastun (niestety wersji polskiej jeszcze nie ma):


Szykuje się bardzo sympatyczna produkcja, która trafnie komentuje pewne społeczne zjawiska starym, jak świat, chwytem znanym z bajek (tak, tych wierszowanych). Jestem na tak.

„Kung-Fu Panda 3” — trzeci zwiastun


Kolejny zwiastun promuje film „Kung Fu Panda 3”.


Jest przyjemnie i dość zabawnie — mam nadzieję, że zwiastuny nie oszukują i film również będzie przyjemny.

„Kubo and the Two Strings”


A teraz coś, co zupełnie przypadkowo urzekło moje serce: zwiastun tworzonego poklatkowo „Kubo and the Two Strings”.


Rany, jakie to jest ładne!

O bogowie, czyli zwiastun „Gods of Egypt”


No, to czas na rzecz złą. A na taką zdecydowanie zapowiadają się „Bogowie Egiptu”. Zobaczcie sami.


Uwielbiam mitologię egipską i jest mi bardzo przykro. Bo to wygląda raczej jak Grecja w egipskich realiach — niepodobni do najbliższych etnicznie Egipcjanom Koptów bohaterowie; bogowie, którzy zdają się jedynie zapożyczać imiona od pierwowzorów... Płaczę...

„Iluzja 2”


Ale chwilę później buzia już mi się śmieję, bo widzę zwiastun drugiej części bardzo przyjemnej „Iluzji”. Z Danielem „Potterem” Radcliffe'em w jednej z ról!


Zapowiada się przynajmniej tak dobrze, jak jedynka.

„Legenda Tarzana”


Dobrze zapowiada się też nowa ekranizacja „Tarzana” (choć wciąż zastanawiam się, jakim cudem Tarzan był przez całe życie w dżungli taki gładki i nieowłosiony) w reżyserii Davida Yatesa (tego, który skopał „Zakon Feniksa”).


Mam właściwie jedno zażalenie — po zwiastunie „Suicide Squad” Margot Robbie już zawsze będzie miała dla mnie za dużo szaleństwa w oczach.

„Klątwa Ju-On” i „Ring” w jednym, czyli zwiastun „Sadako vs. Kayako”


I na koniec zwiastunów filmowych absolutna perełka: „Sadako vs. Kayako”, czyli crossover pomiędzy „Klątwą Ju-On” i „Ringiem”.


Cudowne!

Nominacje do Złotych Globów


Pod koniec tego tygodnia Złote Globy (relacje na żywo na pewno będą na facebookutwitterze, szykujcie się na spamy), a ponieważ wcześniej nie miałem okazji, to jeszcze na szybko lista nominowanych:

KINO

Najlepszy film fabularny:

„Carol”
„Mad Max: Na drodze gniewu”
„Zjawa”
„Pokój”
„Spotlight”

Najlepszy fillm muzyczny lub komediowy:

„Big Short”
„Joy”
„Marsjanin”
„Agentka”
„Wykolejona”

Najlepszy reżyser filmu:

Todd Haynes, „Carol”
Alejandro Innaritu, „Zjawa”
Tom McCarthy, „Spotlight”
George Miller, „Mad Max: Na drodze gniewu”
Ridley Scott, „Marsjanin”

Najlepszy aktor w filmie fabularnym:

Bryan Cranston, „Trumbo”
Leonardo DiCaprio, „Zjawa”
Michael Fassbender, „Steve Jobs”
Eddie Redmayne, „Dziewczyna z portretu”
Will Smith, „Wstrząs”

Najlepsza aktorka w filmie fabularnym:

Cate Blanchett, „Carol”
Brie Larson, „Pokój”
Rooney Mara, „Carol”
Saoirse Ronan, „Brooklyn”
Alicia Vikander, „Dziewczyna z portretu”

Najlepszy aktor w filmie muzycznym lub komediowym:

Christian Bale, „Big Short”
Steve Carell, „Big Short”
Matt Damon, „Marsjanin”
Al Pacino, „Idol”
Mark Ruffalo, „Infinitely Polar Bear”

Najlepsza aktorka w filmie muzycznym lub komediowym:

Jennifer Lawrence, „Joy”
Melissa McCarthy, „Agentka”
Amy Schumer, „Wykolejona”
Maggie Smith, „The Lady in the Van”
Lily Tomlin, „Grandma”

Najlepszy aktor drugoplanowy w filmie:

Paul Dano, „Love & Mercy”
Idris Elba, „Beasts of No Nation”
Mark Rylance, „Most szpiegów”
Michael Shannon, „99 Homes”
Sylvester Stallone, „Creed: Narodziny legendy”

Najlepsza aktorka drugoplanowa w filmie:

Jane Fonda, „Młodość”
Jennifer Jason Leigh, „Nienawistna ósemka”
Helen Mirren, „Trumbo”
Alicia Vikander, „Ex Machina”
Kate Winslet, „Steve Jobs”

Najlepszy scenariusz:

Emma Donoghue, „Pokój”
Tom McCarthy and Josh Singer, „Spotlight”
Charles Randolph and Adam McKay, „Big Short”
Aaron Sorkin, „Steve Jobs”
Quentin Tarantino, „Nienawistna ósemka”

Najlepsza oryginalna ścieżka dźwiękowa:

Carter Burwell, „Carol”
Alexandre Desplat, „Dziewczyna z portretu”
Ennio Morricone, „Nienawistna ósemka”
Daniel Pemberton, „Steve Jobs”
Ryuichi Sakamoto & Alva Noto, „Zjawa”

Najlepsza oryginalna piosenka:

„Love Me Like You Do”, „Pięćdziesiąt twarzy Greya”
„One Kind of Love”, „Love & Mercy”
„See You Again”, „Szybcy i wściekli 7”
„Simple Song #3”, „Młodość”
„Writing's On the Wall”, „Spectre”

Najlepszy pełnometrażowy film animowany:

„Anomalisa”
„Dobry dinozaur”
„W głowie się nie mieści”
„Fistaszki: wersja kinowa”
„Baranek Shaun”

Najlepszy film nieanglojęzyczny:

„Zupełnie nowy testament” (Belgia, Francja, Luksemburg)
„El Club” (Chile)
„Miekkailija” (Finlandia, Estonia, Niemcy)
„Mustang” (Turcja, Francja, Katar, Niemcy)
„Syn Szawła” (Węgry)

TELEWIZJA

Najlepszy serial fabularny:

„Imperium”
„Gra o tron”
„Mr. Robot”
„Narcos”
„Outlander”

Najlepszy serial muzyczny lub komediowy:

„Casual”
„Mozart in the Jungle”
„Orange is the New Black”
„Dolina krzemowa”
„Transparent”
„Figurantka”

Najlepszy film telewizyjny lub miniserial:

„American Crime”
„American Horror Story: Hotel”
„Fargo”
„Pot i łzy”
„Wolf Hall”

Najlepszy aktor w serialu fabularnym:

Jon Hamm, „Mad Men”
Rami Malek, „Mr. Robot”
Wagner Moura, „Narcos”
Bob Odenkirk, „Better Call Saul”
Liev Schrieber, „Ray Donovan”

Najlepsza aktorka w serialu fabularnym:

Caitriona Balfe, „Outlander”
Viola Davis, „How to Get Away With Murder”
Eva Green, „Penny Dreadful”
Taraji P. Henson, „Imperium”
Robin Wright, „House of Cards”

Najlepszy aktor w serialu muzycznym lub komediowym:

Aziz Ansari, „Master of None”
Gael Garcia Bernal, „Mozart in the Jungle”
Rob Lowe, „The Grinder”
Patrick Stewart, „Blunt Talk”
Jeffrey Tambor, „Transparent”

Najlepsza aktorka w serialu muzycznym lub komediowym:

Rachel Bloom, „Crazy Ex-Girlfriend”
Jamie Lee Curtis, „Scream Queens”
Julia Louis-Dreyfus, „Figurantka”
Gina Rodriguez, „Jane the Virgin”
Lily Tomlin, „Grace and Frankie”

Najlepszy aktor drugoplanowy w serialu:

Alan Cumming, „Żona idealna”
Damian Lewis, „Wolf Hall”
Tobias Menzies, „Outlander”
Ben Mendelsohn, „Bloodline”
Christian Slater, „Mr. Robot”

Najlepsza aktorka drugoplanowa w serialu:

Uzo Aduba, „Orange is the New Black”
Joanne Froggatt, „Downton Abbey”
Regina King, „American Crime”
Judith Light, „Transparent”
Maura Tierney, „The Affair”

Najlepszy aktor w filmie telewizyjnym lub miniserialu:

Idris Elba, „Luther”
Oscar Isaac, „Kto się odważy”
David Oyelowo, „Nightingale”
Mark Rylance, „Wolf Hall”
Patrick Wilson, „Fargo”

Najlepsza aktorka w filmie telewizyjnym lub miniserialu:

Kirsten Dunst, „Fargo”
Lady Gaga, „American Horror Story: Hotel”
Sarah Hay, „Pot i łzy”
Felicity Huffman, „American Crime”
Queen Latifah, „Bessie”

Na gorąco mogę powiedzieć, że bardzo się cieszę z uwzględnienia Evy Green i Bena Mendelsohna (i gniewam za pominięcie Rory'ego Kinneara oraz Kyle'a Chandlera), jestem zawiedziony brakiem „Sense8” i „Gwiezdnych Wojen” oraz bawi mnie kategoria „Najlepszy film muzyczny lub komediowy” — niezmiennie od wielu lat. A więcej komentarzy już po ceremonii.

SERIALE


Nowinki z "Once Upon a Time"


Przegląd serialowych wieści zaczynam — a jakże — od „Once Upon a Time”, bo przez ostatnie tygodnie sporo się tego nagromadziło.
Po pierwsze, potwierdzono, że Greg Germann wcieli się w Hadesa, z którym bohaterowie będą musieli się użerać w zaświatach. Bohater będzie oparty zarówno na wersji z mitologii greciej, jak i na tej z filmu animowanego o Herkulesie. Podobno będzie go też coś łączyć z jedną z postaci — choć nie chodzi o więzy krwi.
Skoro będzie Hades, to pojawią się również Herkules i Megara, których zagrają Jonathan Whitesell i Kacey Rohl. Bohaterowie pojawią się w odcinku 13, zatytułowanym „Labour of Love”.
Ponadto, ponieważ akcja osadzona będzie w zaświatach, powróci wiele postaci, które wcześniej zginęły. Jedną z nich będzie Cruella, która ponoć pozostanie w piątym sezonie na dłużej. Tym lepiej, bo Victoria Smurfit zagrała ją przecudownie.
No i wreszcie sprawy ozowe. Zelena została wygnana do Oz, gdzie będzie próbowała odzyskać władzę. Do Oz powróci jednak ktoś jeszcze — Dorotka. Starsza, bogatsza w doświadczenia i dojrzalsza. I zagrana przez nową aktorkę — Teri Reeves. Oby miała więcej charyzmy niż poprzedniczka!

Źródło: ew.com (1, 2, 3), tvline.com

Twórcy „Once'a” horrorowo


Adam Horowitz i Edward Kitsism, twórcy „Once Upon a Time”, którzy należeli także do ekipy scenarzystów „Zagubionych”, rozpoczynają prace nad nowym serialem, który dostał w ciemno zamówienie na cały sezon. Produkcja zatytułowana zostanie „Dead of Summer” (dosłownie: „Zmarli lata”) i będzie horrorem. Poniżej jej oficjalny opis.
Historia osadzona jest pod koniec lat osiemdziesiątych. Nastało lato i skończyła się szkoła. Upalna pora roku sprowadza opiekunów do sielankowego — mogłoby się zdawać — obozu Clearwater w środkowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Tutaj wiele dzieje się po raz pierwszy: są pierwsze miłości, pierwsze pocałunki i... pierwsze zabójstwa. Do życia budzi się prawdawna, mroczna mitologia Clearwater, a lato pełne zabawy zmienia się w lato pełne strachu i zła. „Dead of Summer” to po części historia o dojrzewaniu, a po części horror; śmiała, zupełnie nowa opowieść, która łączy gatunki i jak żadna inna pozwala przyjrzeć się blaskom i cieniom lata.
Brzmi bardzo ciekawe, a ponieważ od Horowitza i Kitsisa biorę wszystko w ciemno, to na „Dead of Summer” zdecydowanie czekam.

Źródło: tvline.com

„Emerald City” — pierwsze zdjęcia


Pojawiły się pierwsze zdjęcia z serialu „Emerald City”, który szykowany jest na jesień tego roku. Będzie dziesięcioodcinkowa to reinterpretacja cyklu o krainie Oz L. Franka Bauma. Wszystkie odsłony wyreżyseruje Tarsem Singh, a głównych rolach zobaczymy między innymi Adrię Arjonę (Dorotka), Vincenta D'Onofrio (czarnoksiężnik), Florence Kasumbę (Zła Czarownica ze Wschodu) oraz Olivera Jackson-Cohena (Lucasa — serialowego odpowiednika Stracha na wróble). Poniżej możecie zobaczyć dwa udostępnione na stronie internetowej Entertainment Weekly kadry.



Wygląda to naprawdę dobrze, a twórcy obiecują poruszyć wiele ciekawych kwestii: Dorotka będzie musiała poradzić sobie z relacją z matką, która zostawiła ją w dzieciństwie; czarnoksiężnik i czarownica będą toczyć ze sobą wojnę — także ideologiczną; a Lucas będzie zmagał się z traumą. Jako fan wszelkich baśniowych reinterpretacji, na tę czekam z wyjątkową niecierpliwością.

Źródło: ew.com

„Wayward Pines” z drugim sezonem


„Wayward Pines”, serial na podstawie trylogii książek Blake'a Croucha, choć początkowo nie miał być kontynuowany (scenarzyści wyczerpali cały materiał źródłowy), to stacja Fox zmieniła zdanie i zamówiła drugi sezon. Ten, podobnie jak pierwszy, pojawi się latem tego roku i będzie kontynuował historię dokładnie od chwili, w której zakończyła się w pierwszym sezonie. Trzymam kciuki, by się udało!

Źródło: tvline.com

KOMIKSY


Będzie też „Dark Knight IV”


Po udanym debiucie „The Dark Knight III: The Master Race”, Frank Miller zapowiada czwartą część serii. Tym razem będzie jednak sprawował nad nią pełną kontrolę twórczą: sam całość napisze i narysuje. Cóż, oby mu wyszło.

Źródło: nypost.com

Yanick Paquette zastąpi Grega Capullo


Greg Capullo od lutego na moment robi sobie przerwę od serii „Batman”, by zająć się autorskim projektem. Wiadomo jednak, kto go zastąpi. I będzie to artysta równie utalentowany i nie bojący się eksperymentów: Yanick Paquette. Można mieć pewność, że współpraca ze Scottem Snyderem będzie mu się dobrze układać — zwłaszcza, że panowie mieli już wspólny projekt, „Swamp Thing”. Czekam zatem z niecierpliwością!

Źródło: newsarama.com

Będzie komiks na podstawie „Penny Dreadful”


„Penny Dreadful” wykroczy w tym roku poza ramy telewizji i trafi także na łamy komiksów. Za scenariusz serii, która ukaże się tej wiosny nakładem wydawnictwa Titan Comics będą odpowiadać Chris King, Krysty Wilson-Cairns i Andrew Hinderaker, pracujący przy produkcji serialu; rysunkami zajmie się zaś uznany artysta Louie De Martinis. Oby całość miała tak wysoki poziom jak serialowy pierwowzór!

Źródło: hollywoodreporter.com

GRY


Batman od Telltale Games


Telltale Games nabyli nową komiksową licencję, dzięki czemu w 2016 roku ukaże się ich gra z... Batmanem. Poniżej krótka zapowiedź.


No tak, nic nie pokazali, ale apetytu narobili. Czekam bardzo mocno (zwłaszcza, że na „Arkham Knight” wciąż nie mogę sobie sprzętowo pozwolić)!

Źródło: telltalegames.com

BLOGI


Na koniec kilka wartych przeczytania tekstów z innych blogów.

Zwierz popkulturalny:
Mysza Movie:
Bajkonurek:
Fangirl's Guide to the Galaxy:
Muzeum nietoperzy:
Recenzje Malkontentki:
Wiedźma na orbicie:

MANIAK NA KONIEC


I to tyle na dziś. Wyczekujcie kolejnych notek (w przygotowaniu recenzja "The Abominable Bride" wraz z powiązanym tekstem niespodzianką, podsumowanie roku i "Gwiezdne Wojny"; w dłuższej perspektywie ciąg dalszy "Once Upon a Time"). Trzymajcie się ciepło!

Krzysztof Karol Bożejewicz / Autor

Zapalony maniak komiksów, seriali, książek, dobrych filmów i superbohaterów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze, zawierające treści obraźliwe, wulgarne, pornograficzne oraz reklamowe zostaną usunięte. Zostaliście ostrzeżeni.

Coprights @ 2016, Blogger Templates Designed By Templateism | Distributed By Gooyaabi Templates

Logo: Takano Hiro. Modyfikacja szablonu: Krzysztofiński. Technologia Blogger