Maniak ocenia #191: "Once Upon a Time" S04E03

MA­NIAK ZA­CZY­NA


Pod ko­niec po­przed­nie­go od­cin­ka „Once Upon a Time” wpro­wa­dzo­no ta­jem­ni­czą po­stać wła­ści­ciel­ki lo­dziar­ni, któ­rą gra Eli­za­beth Mit­chell. Ak­tor­kę pa­mię­tam jesz­cze z mo­ich uko­cha­nych „Za­gu­bio­nych”, dla­te­go bar­dzo moc­no cze­ka­łem na jej wy­stęp w se­ria­lu i mia­łem wo­bec nie­go dość spo­ro ocze­ki­wa­nia.
W tym ty­go­dniu od­ci­nek zo­stał za­ty­tu­ło­wa­ny „Roc­ky Road”, co do­słow­nie ozna­cza ka­mie­ni­stą dro­gę, ale mniej do­słow­nie od­no­si się tak­że do sprze­da­wa­ne­go w Sta­nach Zjed­no­czo­nych sma­ku lo­dów. A stąd już nie­da­le­ko do wspo­mnia­nej no­wej po­sta­ci. Rze­czy­wi­ście, w „Roc­ky Road” ma ona dość du­żą ro­lę i do­wia­du­je­my się na jej te­mat kil­ku in­for­ma­cji. Czy jed­nak po­stać, któ­ra szy­ko­wa­na jest na czar­ny cha­rak­ter tej po­ło­wy se­zo­nu oka­zu­je się do­sta­tecz­nie cie­ka­wa?

MA­NIAK O SCE­NA­RIU­SZU


Sce­na­riusz „Roc­ky Road” pi­szą au­to­rzy od daw­na zwią­za­ni z se­ria­lem: Da­vid H. Good­man oraz Je­ro­me Schwartz. Ich pió­ro jest od­po­wied­nio wy­ro­bio­ne, dzię­ki cze­mu moż­na li­czyć na do­bre dia­lo­gi.
Jak zwy­kle śle­dzi­my kil­ka głów­nych wąt­ków. Prze­no­si­my się w prze­szłość, do Aren­del­le, gdzie Elsa bę­dzie mu­sia­ła sta­wić czo­ła za­gro­że­niu w po­sta­ci Han­sa i jego bra­ci. W Sto­ry­brooke je­ste­śmy zaś świad­ka­mi za­mro­że­nia Ma­rian, co zmu­sza bo­ha­te­rów do pod­ję­cia śledztw: pierw­sze pro­wa­dzi Emma z oj­cem, dru­gie Hak z El­są. Po­nad­to, Re­gi­na ofe­ru­je swą po­moc Ro­bi­no­wi.
Mnó­stwo bar­dzo cie­ka­wych rze­czy, zwią­za­nych z głów­nym wąt­kiem, dzie­je się w re­tro­spek­cjach. Po­ja­wia się w nich mię­dzy in­ny­mi klu­czo­wy ar­te­fakt, a po dro­dze za­sie­wa­ne są ko­lej­ne tro­py a pro­pos więk­szej in­try­gi. Do­wia­du­je­my się też wie­lu szo­ku­ją­cych in­for­mac­ji, któ­re cie­ka­wie wpły­wa­ją na dy­na­mi­kę re­la­cji mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi po­sta­cia­mi. No i jest do­sko­na­le roz­pi­sa­ny Hans, któ­re­go twór­cy przed­sta­wia­ją zgod­nie z fil­mo­wym wi­ze­run­kiem.
Wspa­nia­le wy­pa­da też wą­tek śledztw. Emma i Ksią­żę wpa­da­ją na  przy­kład na Wi­lla Scar­le­ta, zna­ne­go fa­nom z „Once Upon a Time in Won­der­land”, co jest oka­zją do kil­ku ko­me­dio­wych wsta­wek. Naj­waż­niej­szy jest jed­nak roz­wój Emmy. Bo­ha­ter­ka moc­no otwie­ra się za­rów­no przed oj­cem, jak i przed Ha­kiem, dzię­ki cze­mu jest w sta­nie spoj­rzeć na wie­le spraw z in­nej per­spek­ty­wy. Nie­zła dy­na­mi­ka na­wią­zu­je się tak­że mię­dzy El­są a Ha­kiem — tu­taj na­le­ży zwłasz­cza po­chwa­lić dia­lo­gi.
Bar­dzo po­do­ba mi się kie­ru­nek, w któ­rym zmie­rza wą­tek Re­gi­ny. Wszel­kie oba­wy o cof­nię­cie się tej po­sta­ci w roz­wo­ju, jaki uczy­ni­ła na prze­strze­ni po­przed­nich se­zo­nów, moż­na odło­żyć na bok. Sce­na­rzy­ści sta­wia­ją na  dro­dze bo­ha­ter­ki wie­le prze­szkód i bar­dzo się cie­szę, że dzi­siej­sza Re­gi­na ra­dzi so­bie z nimi zu­peł­nie ina­czej, niż zro­bi­ła­by to daw­niej­sza.
No i wresz­cie ca­ła in­try­ga oraz wą­tek Kró­lo­wej Śnie­gu. Jest na­pi­sa­ny fan­ta­stycz­nie. Twór­cy za­sie­wa­ją w nim wie­le róż­nych wska­zó­wek, któ­re od­naj­du­je się z du­żą fraj­dą. Wszyst­ko in­try­gu­je tym bar­dziej, że na plan­szy znaj­du­je się kil­ku gra­czy, któ­rzy ma­ją coś do po­wie­dze­nia. Cie­ka­we, jak to się osta­tecz­nie uło­ży.

MA­NIAK O RE­ŻY­SE­RII


Od­ci­nek re­ży­se­ru­je Mor­gan Beggs — fa­cet o ma­łym do­świad­cze­niu, któ­ry głów­nie pra­co­wał jako asy­stent. To czuć pod­czas od­cin­ka, bo choć kil­ka roz­wią­zań na­praw­dę cie­szy, to spo­ro też po dro­dze ma­łych po­tknięć. A to zbyt urwa­ne uję­cie, a to nie­co cha­osu na ekra­nie. Osta­tecz­nie po­wsta­je więc od­ci­nek nie­rów­ny — z se­kwen­cja­mi za­pie­ra­ją­cy­mi dech w pier­siach, ale też ta­ki­mi prze­cięt­ny­mi. Na­to­miast trze­ba przy­znać, że Beggs do­sko­na­le pro­wa­dzi ak­to­rów.

MA­NIAK O AK­TO­RACH


Je­nni­fer Mo­rri­son jako Emma ma w „Ro­cky Road” bar­dzo wie­le do za­gra­nia i z tej oka­zji ko­rzy­sta. Do­star­cza kil­ku bar­dzo do­brych pod wzglę­dem emo­cji scen, któ­re oglą­da się z nie­ma­łą przy­jem­no­ścią. Moc­no się dziew­czy­na od pierw­sze­go se­zo­nu roz­wi­nę­ła.
Cał­kiem nie­źle wy­pa­da Josh Da­llas w roli Księ­cia. W „Roc­ky Road” bo­ha­ter słu­ży przede wszyst­kim jako pod­po­ra dla wie­lu po­sta­ci i Da­lla­so­wi to pa­su­je, bo ca­łość wy­cho­dzi bar­dzo na­tu­ral­nie.
Wresz­cie po­ja­wia się dłu­go za­po­wia­da­ny przez twór­ców, fe­no­me­nal­ny Mi­chael So­cha jako Will Scar­let, któ­ry krad­nie każ­dą z dwóch scen, w któ­rych się po­ja­wia. To do­brze, że prze­szedł do głów­ne­go se­ria­lu z „Once Upon a Time in Won­der­land”, choć szko­da, że nie za­brał wię­cej ko­le­gów, np. Emmy Rig­by.
Wcie­la­ją­cy się w ro­lę Haka Co­lin O’Do­no­ghue tra­dy­cyj­nie do­star­cza wy­stęp na gra­ni­cy dra­ma­tu i ko­me­dii i taka kon­cep­cja spraw­dza się zna­ko­mi­cie.
Bar­dzo cie­szy to, co robi z ro­lą Elsy Geor­gi­na Haig. Zda­rza jej się cza­sem mi­ni­mal­nie zbo­czyć z wła­ści­we­go kur­su, ale ogól­nie kreu­je po­stać bar­dzo wy­ra­zi­stą, sil­ną, a jed­no­cze­śnie tro­chę po­gu­bio­ną. Bar­dzo mi­ło ob­ser­wo­wać ją na ekra­nie.
Ka­pi­tal­nie gra Eli­za­beth Mi­tchell. Jej po­stać jest bar­dzo nie­jed­no­znacz­na, a ak­tor­ka per­fek­cyj­nie od­da­je to mi­mi­ką, ge­sta­mi czy to­nem gło­su. Taka rola by­ła Mi­tchell po­trzeb­na.
Spraw­dza się Scott Mi­chael Fo­ster jako Kri­stoff. Iro­nicz­ny, cza­sem tro­chę opry­skli­wy, ale w grun­cie rze­czy od­waż­ny i bar­dzo lo­jal­ny bo­ha­ter jest w uję­ciu ak­to­ra nie­zwy­kle au­ten­tycz­ny.
Po­zy­tyw­nie za­ska­ku­je Ty­ler Ja­cob Moore („Shame­less”) w roli Han­sa. Jest do­kład­nie taki, jak po­stać z ani­mo­wa­nej „Kra­iny lodu” — ze wszyst­ki­mi jej ma­nie­ry­zma­mi i ce­cha­mi szcze­gól­ny­mi. Bra­wo!
Ro­bert Car­ly­le i Lana Pa­ril­la oczy­wi­ście znów po­ka­zu­ją praw­dzi­wą ak­tor­ską kla­sę jako Ti­te­li­tu­ry i Re­gi­na.

MA­NIAK O TECH­NI­KA­LIACH


Zdję­cia są w „Roc­ky Road” prze­ślicz­ne. Do­sko­na­le sfo­to­gra­fo­wa­no zwłasz­cza sce­ny w ple­ne­rach. Ka­me­ra po­pro­wa­dzo­na jest roz­waż­nie, a wie­le ujęć praw­dzi­wie cie­szy oko. Szko­da, że wra­że­nie psu­je dość cha­otycz­ny miej­sca­mi mon­taż.
Cha­rak­te­ry­za­to­rzy spi­su­ją się na me­dal. Pierw­szo­rzęd­ne fry­zu­ry, do­sko­na­łe upodob­nie­nie po­sta­ci do ich fil­mo­wych od­po­wied­ni­ków (zw­łasz­cza w przy­pad­ku Han­sa) i zna­ko­mi­ty ma­ki­jaż moż­na tyl­ko chwa­lić. Po­dob­nie jak pra­cę ko­stiu­mo­lo­ga, któ­ry stro­jem Kró­lo­wej Śnie­gu oraz miesz­kań­ców Aren­del­le znów udo­wad­nia wiel­ki ta­lent.
Efek­ty spe­cjal­ne są bar­dzo nie­rów­ne. Cza­sem dość okrop­ne, cza­sem przy­zwo­ite, ogól­nie rzecz bio­rąc nie wy­bi­ja­ją wi­dza szcze­gól­nie z rytmu.
War­to znów zwró­cić uwa­gę na tre­su­rę zwie­rząt — re­ni­fer od­gry­wa­ją­cy Sve­na po raz dru­gi jest naj­więk­szą gwiaz­dą od­cin­ka.
Mu­zy­ka Mar­ka Isha­ma ge­nial­nie speł­nia swo­ją ro­lę. Kom­po­zy­tor ko­rzy­sta z kil­ku star­szych utwo­rów, a tak­że pi­sze kil­ka no­wych, któ­re do­brze od­da­ją na­strój po­szcze­gól­nych scen.

MA­NIAK OCE­NIA


„Roc­ky Road” poza tym, że nie­co nie­rów­ny pod wzglę­dem re­ży­ser­skim, jest w grun­cie rze­czy do­brym, bar­dzo in­try­gu­ją­cym od­cin­kiem, któ­ry moc­no po­su­wa fa­bu­łę se­ria­lu do przo­du.
DO­BRY

PS. Je­­ś­li se­­ans ma­­cie już za so­­bą, za­­j­rzy­­j­cie też do mo­­­jej ana­­­li­­zy !

Komentarze