Maniak ocenia #155: "The Casual Vacancy"

MA­NIAK W ROZ­PO­CZĘCIU


Do „The Ca­su­al Va­can­cy” (czy też „Traf­ne­go wy­bo­ru” jak tro­chę mniej traf­nie wy­brał pol­ski wy­daw­ca) pod­cho­dzi­łem kil­ka razy i za­wsze gdzieś tam na dłuż­szy czas po­wieść po­rzu­ca­łem, by po­tem do niej wra­cać. I tak od pre­mie­ry książ­ki Jo­anne Kath­leen Row­ling mi­nę­ły już pra­wie dwa lata, a ja w koń­cu wzią­łem się w garść i skoń­czy­łem jej lek­tu­rę.
Czy by­ło war­to? Cóż, pierw­sza po se­rii o Ha­rrym Po­tte­rze książ­ka Row­ling, tym ra­zem prze­zna­czo­na dla do­ro­słych, to na pew­no dzie­ło cie­ka­we, nie­tu­zin­ko­we i nie­zwy­kle przy­jem­ne, ale też nie­po­zba­wio­ne kil­ku mniej­szych wad. Fani „Po­tte­ra”, ocze­ku­ją­cy lek­kiej i wcią­ga­ją­cej lek­tu­ry fan­ta­sy, pew­nie po­czu­ją się nie­co roz­cza­ro­wa­ni, ale ci, któ­rzy otwar­ci są na coś in­ne­go i nie trak­tu­ją au­tor­ki jako pi­sar­ki za­mknię­tej w jed­nej ka­te­go­rii, na pew­no znaj­dą w „The Ca­su­al Va­can­cy” coś dla sie­bie.

MA­NIAK O FA­BU­LE


Sam ty­tuł, na­wią­zu­ją­cy do tzw. tym­cza­so­we­go wa­ka­tu, czy­li sy­tu­acji, w któ­rej zwal­nia się miej­sce rad­ne­go wsku­tek nie­do­peł­nie­nia obo­wiąz­ku przy­ję­cia man­da­tu na czas, zło­że­nia re­zy­gna­cji lub śmier­ci, nie­wie­le zdra­dza na te­mat fa­bu­ły, ale pa­su­je do­sko­na­le i bar­dzo ład­nie na­wią­zu­je do punk­tu wyj­ścia hi­sto­rii.
Po­wieść po­dzie­lo­na jest na sie­dem czę­ści o róż­nej struk­tu­rze, a każ­dą z nich otwie­ra na­wią­zu­ją­cy do tre­ści cy­tat z książ­ki Charle­sa Ar­nold-Ba­ke­ra pt. „Ad­mi­ni­stra­cja sa­mo­rzą­do­wa” — ład­ny do­da­tek, dzię­ki któ­re­mu moż­na nie tyl­ko po­znać kil­ka cie­ka­wo­stek, ale też zo­stać do­brze wpro­wa­dzo­nym w at­mos­fe­rę po­wie­ści.
Punkt wyj­ścia „The Ca­su­al Va­can­cy” jest dość pro­sty: umie­ra nie­ja­ki Ba­rry Fair­bro­ther, przez co zwal­nia się miej­sce w ra­dzie mia­stecz­ka Pag­ford. Taka sy­tu­acja sta­no­wi dla au­tor­ki pre­tekst do tego, by po­ka­zać róż­ne od­cie­nie spo­łecz­no­ści za­miesz­ku­ją­cej miej­sco­wość oraz na­stro­je tam pa­nu­ją­ce.
Row­ling opi­su­je mnó­stwo bo­ha­te­rów i spo­ro wąt­ków, a te po mi­strzow­sku prze­pla­ta, by pod ko­niec umie­jęt­nie je ze­spo­lić. Waż­ny jest oczy­wi­ście wą­tek po­li­tycz­ny, sta­no­wią­cy pew­ne­go ro­dza­ju rdzeń, z któ­re­go na­stęp­nie wy­ra­sta­ją inne hi­sto­rie. Po­zna­je­my ko­lej­nych kan­dy­da­tów do rady, ich ro­dzi­ny oraz pro­ble­my, ale nie tyl­ko, po­nie­waż waż­ne są też po­sta­ci niebio­rą­ce udzia­łu w wy­ści­gu o sto­łek rad­ne­go, ale jed­nak ja­koś tym wy­ści­giem do­tknię­te. Opi­sy­wa­nie lo­sów każ­dej z nich po­zwa­la au­tor­ce na po­ru­sze­nie wie­lu waż­nych pro­ble­mów po­li­tycz­nych oraz spo­łecz­nych: od bie­dy, cho­ro­by, ob­łu­dy, zdra­dy i kłam­stwa przez gwałt, ra­sizm, nar­ko­ma­nię i por­no­gra­fię po znę­ca­nie się nad in­ny­mi, sa­mo­oka­le­cza­nie się czy na­wet sa­mo­bój­stwo. Nie­któ­rym po­świę­ca mniej miej­sca, tyl­ko lek­ko do nich na­wią­zu­jąc, in­nym przy­glą­da się uważ­niej — za­wsze jed­nak sta­ra się po­zo­stać obiek­tyw­na i po­ka­zy­wać dwie stro­ny me­da­lu (choć cza­sa­mi pew­ne ar­gu­men­ty są wy­raź­nie sil­niej­sze od in­nych). Bar­dzo waż­nym mo­ty­wem jest też od­po­wie­dzial­ność — za sie­bie, ale też za ży­cie in­nych, na któ­re wpły­wa­ją na­sze de­cy­zje. Nie bez po­wo­du pier­wot­ny ty­tuł po­wie­ści miał brzmieć „Re­spon­si­ble”, czy­li „Od­po­wie­dzial­ny” właś­nie.
Row­ling nie ustrze­ga się jed­nak pew­nych drob­nych błę­dów. Przede wszyst­kim tro­chę cięż­ko by­ło mi prze­bić się przez to­por­na­we, od­ro­bi­nę prze­ła­do­wa­ne otwar­cie po­wie­ści, ale z ca­łą pew­no­ścią re­kom­pen­so­wał to ciąg dal­szy i roz­wój ak­cji — czy­li wkrę­cić się w „The Ca­su­al Va­can­cy” na po­cząt­ku nie jest ła­two, ale w koń­cu to na­stę­pu­je, a jak już się wkrę­ci to i wy­krę­cić się trud­no.
Cza­sem ra­żą nie­co na­iw­ne roz­wią­za­nia fa­bu­lar­ne i uprosz­cze­nia, np. wy­god­ne wy­po­sa­że­nie klu­czo­wych bo­ha­te­rów w pew­ną umie­jęt­ność. Mie­sza­ne uczu­cia mam rów­nież wo­bec bar­dzo du­żej roli mło­dzie­ży w hi­sto­rii. Te wąt­ki na­pi­sa­ne są, co praw­da, na­praw­dę pierw­szo­rzęd­nie — au­tor­ka bar­dzo do­brze ro­zu­mie współ­cze­snych na­sto­lat­ków i przed­sta­wia ich losy wia­ry­god­nie — ale mam wra­że­nie, że tro­chę cier­pią na tym hi­sto­rie do­ro­słych bo­ha­te­rów, któ­rych po­ten­cjał nie zo­stał do koń­ca wy­ko­rzy­sta­ny.
Tak czy siak, Row­ling two­rzy zna­ko­mi­tą sa­ty­rę so­cjo­lo­gicz­no-po­li­tycz­ną, uwy­dat­nia­jąc na­sze wady, ogra­ni­cze­nia oraz nie­do­sko­na­ło­ści i pod­su­mo­wu­je ją traf­ną, słod­ko-gorz­ką pu­en­tą, w któ­rej szcze­gól­nie pod­kre­śla wspo­mnia­ny prze­ze mnie mo­tyw od­po­wie­dzial­no­ści.

MA­NIAK O JĘZY­KU


„The Ca­su­al Va­can­cy” czy­ta­łem w ory­gi­na­le, więc od razu ostrze­gam, że nie wiem, jak wy­glą­da pol­skie wy­da­nie i jak spra­wy sty­lo­wo-ję­zy­ko­we się w nim ma­ją. To po­wie­dziaw­szy, mu­szę przyz­nać, że Row­ling pi­sze na­praw­dę świet­nie. Jej opi­sy wręcz obfitu­ją w wie­lo­ra­kie szcze­gó­ły, są ład­nie upo­rząd­ko­wa­ne i co naj­waż­niej­sze — nie­prze­ła­do­wa­ne sztucz­nym słow­nic­twem i bar­dzo lek­kie. Z po­wie­ści moż­na się spo­ro do­wie­dzieć o spo­łecz­no­ści Pag­ford, a po­szcze­gól­nych bo­ha­te­rów po­zna­je­my bar­dzo do­brze — tak, że po  chwi­li czu­je­my, jak­by byli na­szy­mi do­bry­mi zna­jo­my­mi.
Zna­ko­mi­te są dia­lo­gi, w któ­rych au­tor­ka wspa­nia­le ko­rzy­sta z róż­nych od­mian ję­zy­ka — idio­lek­tów, so­cjo­lek­tów, slan­gów itp. Dzię­ki temu ła­two od razu zi­den­ty­fiko­wać bo­ha­te­rów i przy­po­rząd­ko­wać ich do da­nych grup i klas spo­łecz­nych.
Słow­nic­two do­sko­na­le wy­wa­żo­no — nie jest ono pro­ste i ubo­gie, ale też nie wkra­cza na gra­ni­cę pre­ten­sjo­nal­no­ści, co uwa­żam za bar­dzo du­ży plus.

MA­NIAK OCE­NIA


„The Ca­su­al Va­can­cy” to po­wieść, któ­ra spra­wia spo­ro fraj­dy, a przy oka­zji jest lek­tu­rą war­to­ścio­wą, skła­nia­ją­cą do wie­lu prze­my­śleń. War­to przy tym za­zna­czyć, że au­tor­ka bar­dzo sza­nu­je czy­tel­ni­ka i po­zwa­la mu na wła­sne wnio­ski i prze­my­śle­nia. Ja­sne, zda­rza jej się kil­ka po­tknięć, ale prze­cież moż­na je wy­ba­czyć.

DO­BRY

Komentarze