Maniak ocenia #41: "Hostages" S01E02

MANIAK SŁOWEM WSTĘPU


"Hostages" rozczarowują
Zwiastuny bywają zwodnicze. Często jest tak, że coś, co w zapowiedziach wygląda na ciekawe i dobre, okazuje się kiepskie, miałkie i zwyczajnie nudne. Zdarza się również tak, że to, co wydaje się na podstawie zwiastuna kiczowate i słabe, okazuje się ostatecznie bardzo oryginalne i całkiem niezłe. Ta druga sytuacja jest oczywiście rzadsza, ale kilka razy udało mi się tak miło zaskoczyć, np. w przypadku "Once Upon a Time", który jest teraz na liście moich ulubionych seriali czy "Sleepy Hollow", który cały czas stoi na wysokim poziomie.
Niestety, "Hostages" należy do tych seriali, w przypadku których obiecywano sporo, a w końcu wyszło niewiele. W zwiastunach pokazywany był mocny, trzymający w napięciu thriller o kobiecie, która, by chronić rodzinę, zmuszona jest posunąć się do ostateczności. W rzeczywistości jest to produkcja, której potencjału zupełnie nie wykorzystano, wrzucając do mieszanki zbyt wiele elementów obyczajowych.

MANIAK O SCENARIUSZU


Dr Sanders musi ponieść
konsekwencje swojej decyzji
Rick Eid ("Obrońca") oraz twórca serialu, Jeffrey Nachmanoff napisali drugi odcinek serialu i zatytułowali go: "Invisible Leash" ("Niewidzialna smycz"), zgodnie z tematyką, którą poruszają. Tak naprawdę udaje im się tylko początek i końcówka - bez reszty można byłoby się obejść. Ale po kolei.
Odcinek rozpoczyna się tam, gdzie zakończył się poprzedni. Dr Ellen Sanders musi ponieść konsekwencje decyzji, którą podjęła poprzednio. Improwizować muszą zamachowcy, ponieważ posunięcie bohaterki zupełnie zmienia ich plany.
Teoretycznie materiał na dobre, trzymające w napięciu i zaskakujące widowisko jest, ale scenarzyści zupełnie go nie wykorzystują. Najlepiej wychodzą im otwierające sceny, dające nadzieję na bardzo ciekawy rozwój akcji. Niestety, im dalej w las, tym napięcie coraz bardziej ulatuje. Mnogość sztampowych rozwiązań i obyczajowych wątków, które nie wnoszą nic ani do fabuły, ani do postaci, odbiera odcinkowi nieprzewidywalności i atrakcyjności.
Jest wprawdzie kilka momentów, w których czuć, powiedzmy, dobre zamiary scenarzystów. Można do nich zaliczyć scenę retrospekcji, rzucającą więcej światła na to, kto tak naprawdę pociąga za sznurki. Można też powiedzieć tak o psychologicznych gierkach agenta Carlisle'a, które nie są może rozpisane po mistrzowsku, ale powstrzymują widza przed zaśnięciem.

MANIAK O REŻYSERII


Jason Ensler, reżyser odcinka, nie czyni cudów. Trudno mu się w sumie dziwić - dostał dość przeciętny scenariusz i ciężko było mu z nim cokolwiek dobrego zrobić. Tworzy odcinek mdły i nudnawy, a swój kunszt pokazuje dopiero w scenach akcji, których jednak jest tu jak na lekarstwo. Słabo kieruje ekipą i nie do końca ma pomysł na tę historię, a choć efekt końcowy jest dość spójny, to jednak mało dla widza atrakcyjny.

MANIAK O AKTORACH


Toni Trucks daje radę
Niestety dobrze nie jest też aktorsko. Najlepiej radzi sobie Toni Collette, czego chyba nietrudno się po niej spodziewać. Nie jest jednak idealna, bo miejscami trochę postać przerysowuje, a czasem za bardzo odpuszcza, w efekcie czego tworzy kreację dość nierówną. W dodatku jej postać nieco irytuje, ale to już bardziej wina scenarzystów.
Gościnnie występująca Toni Trucks ("Mad in Jersey") w roli przyjaciółki Ellen, Nicoli, w miarę radzi sobie z materiałem i stanowi miły, choć jednorazowy dodatek do obsady.
Dylan McDermott niby gra poprawnie, ale sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie wkładał wysiłku w swą pracę. W efekcie postać agenta Carlisle'a jest bezbarwna, nijaka i mało atrakcyjna, a ratuje ją jedynie spowijająca agenta tajemnica.
Wcielający się w męża głównej bohaterki Tate Donovan też nie do końca idzie na całość, jakby nie miał pomysłu na postać. Jego obecność na ekranie nie przeszkadza, ale też nie zachwyca.
Przeszkadza za to obecność aktorów, wcielających się w dzieci dr Sanders: Quinn Shephard i Mateusa Warda. Powód jest oczywiście dość prosty - nie potrafią dobrze grać. Zresztą tak samo Hilarie Burton - absolutnie denerwująca w roli kochanki Briana Sandersa.

MANIAK O TECHNIKALIACH


Ponarzekałem na scenariusz, reżyserię i aktorstwo, ale mogę przynajmniej wypowiedzieć się pozytywnie o pozostałych aspektach serialu. Ciekawe są zdjęcia - poprowadzone płynnie, w sposób jakiego nie powstydziłaby się żadna produkcja. Nie można narzekać na montaż, scenografię i charakteryzację. Jedyne co nie gra, a z definicji powinno, to muzyka, która jest kiczowata i zupełnie nie pasuje do produkcji.

MANIAK OCENIA


"Invisible Leash" to ciężki do ocenienia odcinek. Z jednej strony jest kiepski, ale nie można skreślić go do końca, bo ma kilka dobrych momentów i jest całkiem niezły technicznie. Ostatecznie, może trochę na wyrost, dostanie ocenę:

ŚREDNI

Komentarze